20

16.8K 560 14
                                        


Anastasia

Błądziłam po lesie. Okropnie zimnym, ponurym i okrytym mgłą. Nie podobało mi się tutaj nic, a najgorszy moment przychodził kiedy Marie odnajdywała mnie i starała się położyć kres mojemu życiu. Wiedziałam co chciała zrobić, moje ciało pozwoliłoby wrócić jej do żywych. Jej zasługą były wszystkie ataki na mnie, wymyślenie przepowiedni, a potem sztuczne pokazanie mi składanej obietnicy.. Zależało jej tylko na jednym. Ponownym życiu. Przodkowie nie chcieli jej w swoich kręgach dlatego została skazana na błąkanie się pomiędzy życiem, a śmiercią.

- Anastasia, kochanie nie ukrywaj się - usłyszałam jej śmiech, a wtedy ponownie zaczęłam uciekać.

Biegłam ile miałam sił w nogach, jednak w pewnym momencie poleciałam na trawę przez jej zaklęcie. Znowu się zaczyna.
Podchodzi do mnie i sprawnym ruchem wbija mi sztylet w brzuch. Czuje jak dławię się krwią, aż w końcu wypluwam ją na ściółkę.

- Stęskniłaś się? Może już chcesz się poddać? - machnęła ręką, a ja poleciałam na drzewo.

- W porównaniu do ciebie mam dla kogo walczyć - wyciągnęłam ostrze i oparłam się o pień.

- Seth? Nie bądź śmieszna. On nie kocha ciebie tak naprawdę, to kwestia więzi. Zapomniałaś, że na początku chciał cię ukarać za wykroczenie na jego teren? - poprawiła białą delikatnie splamioną suknie i podeszła do mnie.

- Odejdź - warknęłam i poczułam jak moje ciało zaczyna się regenerować.

- Nie ładnie słoneczko - pokręciła głową i przykucnęła przy mnie.

- Odsuń się.

- Bo co zrobisz? Zawołasz swojego chłoptasia? Wybacz nie masz tak dużej mocy, po za tym Ivan się nim zajmuje.

- Zostaw ich w spokoju - syknęłam z bólu gdy przycisnęła swoją rękę to krwawiącego brzucha.

- Wybacz złotko, Ivan sam chce mi pomóc.

- Kłamiesz!

- Nie, obiecałam mu pomóc za drobną przysługą. Miał zdobyć twoje zaufanie, żeby potem ja mogła go wykorzystać. Po za tym beta alfy, sługa pierwszej wilczej czarownicy ładnie brzmi prawda?

- Co mu obiecałaś?

- Śmierć.

- Pierwotni nie mogą umrzeć.

- Owszem mogą, jeżeli uwolni ich stwórca.

- Nie zrobisz tego.

- Kochana, on chce umrzeć, a dla mnie to jedno z mało istotnych żyć.

- Niby dlaczego miałby tego chcieć? - korzystałam i bez jej uwagi leczałam się.

- Żeby być z swoją ukochaną? Biedna nie przeżyła przemiany, była dużo słabsza niż on.

- Jak mogłaś go tak skrzywdzić? Nie lepiej było zabić go od razu?

- Nie, wiedziałam, że może mi się kiedyś przydać.

- Ilu na świecie jest pierwotnych?

- Pięciu mężczyzn.

- Ty ich stworzyłaś?

- Owszem, chyba rozumiesz, że potrzebowałam ich. Życie każdego jest związane z moim - odwróciłam jej uwagę rzucając kamień do tyłu.

Odwróciła się, a ja szybkim ruchem podniosłam się i wbiłam sztylet w jej plecy. Jęknęła z bólu, więc wbiłam go mocniej. Poczułam rosnący gniew, a kiedy ona chciała się uwolnić wbiłam kły w jej szyję i rozerwałam skórę.
Zaczęła krzyczeć, ale chwilę później upadła na ziemię przez moje popchnięcie. Stanęłam nogą na jej brzuch i przycisnęłam do ziemi.

Moja Na WiekiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz