30

9.8K 407 5
                                        

Rano obudziło mnie pukanie do drzwi, niechętnie podniosłam powieki, czując ból głowy.

- Luno? - usłyszałam głos Rose z kuchni.

- Coś się dzieje?

- Chciałam zapytać gdzie Luna zje śniadanie. Tutaj czy przyszykować w kuchni?

- W kuchni.

Dziewczyna odeszła, a ja podniosłam się z łóżka doskonale wiedząc, że i tak już nie pośpię. Westchnęłam i wstałam powoli. Rozciągnęłam się i teraz dotarły do mnie wczorajsze wydarzenia. Przygryzłam policzek od środka czując jak moje oczy zachodzą łzami, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Podeszłam do komody i wyciagnęłam z niej bieliznę, a z niższej szafki czarne dopasowane rurki i czarny sweter zakładany przez głowę. Weszłam do łazienki i ściągnęłam piżamę dając ją na półeczkę. Wzięłam ciepły prysznic, aby ukoić moje myśli. Kiedy skończyłam ubrałam się i podsuszyłam delikatnie włosy. Byłam wdzięczna Lydii, że wieczorem przyniosła mi moją kosmetyczkę z sypialni. Musiałam zakryć sińce pod oczami, które zrobiły się z niewyspania. Nawilżyłam dokładnie twarz, a później przeszłam do podkładu. Musiałam poprawiać jeszcze twarz korektorem, ale w końcu pomalowałam rzęsy i przejechałam pomadką po ustach. Nie lubiłam się malować, preferowałam kompletną naturalność, ale dzisiaj nie mogłam na nią postawić. Zabrałam piżamę i położyłam ją na łóżku, po czym zeszłam na dół.
Przy stole siedział Seth i rozmawiał z Lydią oraz Paulem. Jego wzrok od razu był na mnie i odsunął krzesło obok siebie, żebym na nim usiadła, ale ja ładnie zajęłam miejsce jedno dalej. Widziałam, że nie był zadowolony i na swój sposób go to zabolało. Przy śniadaniu Paul zapytał o nasze plany na dzisiejszy dzień, ponieważ on z Lydią chcieli wybrać się do miasta na małe zakupy.
Seth powiedział, że musi rozwiązać pewien problem, a potem wzrok przeszedł na mnie.

- Pójdę trochę pobiegać, bo stopniał śnieg, a potem chcę obejrzeć trening, żeby wiedzieć jak Christian trenuje oraz mam w planach spotkać się z Samem, żeby porozmawiać - poczułam zazdrość jaka obeszła mojego przeznaczonego i uśmiechnęłam się delikatnie.

- Moglibyśmy cię podwieźć do miasta jeżeli chcesz, właściwie mieliśmy jechać po południu, więc możesz zabrać się z nami.

- Dziękuję.

Zaraz po tym jak zjedliśmy śniadanie, poszłam na górę, żeby przygotować się do porannego biegu. Zmieniłam dżinsy na leginsy i założyłam t-shirt, a na niego zapinaną sportową bluzę.
Związałam włosy w kucyk i opuściłam pokój. Na korytarzu do mojego nosa dostał się kuszący zapach bruneta, ale zignorowałam go i udałam się w stronę schodów mimo, że nasilał się on z każdym moim krokiem.

- Uważaj na siebie dobrze? - usłyszałam jego głos chwilę po tym jak go minęłam.

- W końcu sama muszę o siebie dbać - odpowiedziałam chłodno i poszłam na zewnątrz.

Wbiegłam do lasu, a tam poczucie czasu straciło sens. Biegłam w najlepsze przeskakując wystające korzenie i starałam się nie stracić równowagi. W końcu nie mogłam teraz się wywalić i ponownie narazić moje kolana na stłuczenie jak ostatnim razem. Nie wiedziałam w jakim kierunku biegłam do póki nie zobaczyłam rozciągniętej polany zza drzwiami. Zwolniłam i weszłam na nią ostrożnie. Nie czułam żadnego podejrzanego zapachu po za jednym, znajomym. Mój wzrok zeskanował otoczenie i zobaczyłam po drugiej stronie Dylana.
Moja wilczyca zawarczała w mojej głowie dając znak, że nie podoba jej się jego obecność. Jednak ja musiałam wiedzieć jakim cudem znalazł się tutaj. W błyskawiczym tempie znalazł się przy mnie i mocno przycisnął do siebie.

- Jesteś wampirem..- szepnęłam i wtuliłam się w niego, czując swojego rodzaju ukojenie w ramionach dawnego przyjaciela.

- Od pół roku.

Moja Na WiekiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz