2

46.5K 1.5K 110
                                        

Anastasia

Wróciłam do domu tylko na chwilę. Cisza, która mnie przywitała, była niemal ogłuszająca. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że dziadków nie ma — na blacie leżała krótka kartka informująca, że pojechali do domku nad jeziorem. Westchnęłam ciężko. Byłam sama.

Poszłam prosto do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania, rozpuściłam włosy i weszłam do kabiny prysznicowej. Gdy puściłam ciepłą wodę, napięcie zaczęło powoli opuszczać moje ciało. Para unosiła się wokół mnie, a wraz z nią... zapach.

Zapach Setha.

Otulił mnie jak wspomnienie, którego nie potrafiłam się pozbyć. Zbyt intensywny. Zbyt przyjemny. Zadrżałam, opierając czoło o chłodne kafelki. Podobał mi się. Za bardzo. Wiedziałam, że gdybym spojrzała na niego z bliska, byłabym zgubiona jak wszystkie inne.

Nałożyłam szampon na dłoń, umyłam włosy, potem resztę ciała, próbując skupić się na czymś innym niż chaos w głowie. Na próżno.

W sypialni założyłam bieliznę, czarne dżinsy i białą bluzkę. Rozczesałam mokre włosy, a potem je wysuszyłam, pozwalając, by ciepłe powietrze uspokoiło mnie choć odrobinę. Delikatny makijaż, zegarek na nadgarstku, telefon do torebki. Upewniłam się, że wszystko mam, zeszłam na dół, założyłam skórzaną kurtkę i botki na obcasie. Zamknęłam dom na klucz.

Godzinę później byłam w barze.

Uwielbiałam to miejsce. Atmosfera była gęsta od rozmów, zapachów i energii różnych ras. Johnny — elf — stał za barem, zręcznie nalewając drinki. Wampiry siedziały przy stoliku pod ścianą, a wilkołaki okupowały miejsce pod oknem. Każdy trzymał się swoich, choć wszyscy udawali, że to przypadek.

Najlepiej rozmawiało mi się z Johnnym, więc zostałam przy barze. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy o błahostkach. Czas płynął zbyt szybko.

Gdy spojrzałam przez okno i zobaczyłam wschodzący księżyc, serce ścisnęło mi się w piersi. Pełnia. Zerwałam się niemal natychmiast. Pożegnałam się szybko i wyszłam, starając się zachować spokój. Ulice były niemal puste, co tylko potęgowało mój niepokój. W oddali słyszałam wycie przemienionych wilków — odnajdywali swoje drugie połówki.

Błagałam w myślach, żebym zdążyła wrócić do domu bezpiecznie.

Gdy byłam już niecałe czterysta metrów od domu, idąc wzdłuż lasu, usłyszałam coś za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam wampira. Serce podskoczyło mi do gardła. Przyspieszyłam, ale nagle znalazł się przede mną.

Uśmiechnął się zadziornie.

— Chciałabym powiedzieć, że to miłe spotkanie, ale nie potrafię kłamać — powiedziałam drżącym głosem.

— Nie bądź naiwna. Wiesz, kim jestem.

— Nie interesują mnie krwiopijcy — próbowałam go minąć, ale zagrodził mi drogę.

— Mam ci przypomnieć, jak mój pan zabił twojego brata? — wysyczał. — Jego ciepła krew spływała na ziemię, a potem nowo przemienieni go rozszarpali.

— Czego chcesz, Molier? — zapytałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.

— Och, już mnie pamiętasz, kochanie? — złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.

— Pozwoliłeś im go zamordować — syknęłam. — Byłeś tchórzem. Nadal nim jesteś. Nie potrafisz sprzeciwić się rządom Aurora.

Jego twarz stwardniała. Przejechał dłonią po moim policzku. Splunęłam.

Moja Na WiekiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz