Minął tydzień od feralnego dnia. Razem z Issaciem i dziadkami byłam odwiedzić grób taty w innej watasze, ale oczywiście nie obyło się bez ciężkiej wymiany zdań między mną, a Sethem. Nie chciał mnie puścić, a jednocześnie nie mógł jechać razem ze mną, ponieważ czekał na wyrok rady w sprawie Johna. Oczywiście nasza podróż trwała tylko dwa dni, ale gdy tylko wróciłam do domu czułam się jakby nie było mnie tutaj dużej. Może to wynikało z tego, że od tamtej wiadomości prawie nie opuszczałam pokoju i nie było ze mną kontaktu.
Posłałam słaby uśmiech do każdej osoby, która witała się ze mną. Zauważyłam dwie nowe samice w domu głównym i jednego samca.
Przy moim pokoju spotkałam Amelie, a ona uśmiechnęła się do mnie.
- Dzień dobry Luno, twój widok cieszy moje oczy.
- Dzień dobry Amy. Wszystko było w porządku podczas mojej nieobecności?- zapytałam sypatycznym tonem, naprawdę polubiłam tą staruszkę.
- Alfa był trochę rozkojarzony i agresywny, ale po za wyjazdem Jonasa i przyjazdem jego nowego zastępcy nic się nie działo.
- Dziękuję.
- Nie ma za co Luno - wróciła do swoich obowiązków, a ja zostawiłam torbę w sypialni i od razu udałam się do gabinetu Setha.
~ Mam złe przeczucia, możemy tam nie iść? ~ zapytała Elizabeth.
~ Tym bardziej powinnyśmy tam iść.
Zapach mojego przeznaczonego dostał się do mojego nosa i zakręcił mi w głowie. Musiałam na chwilę przystanąć, żeby odrzucić niepotrzebne myśli i spokojnie wejść do środka. Jednak jeszcze przed wejściem poczułam zapach jakiejś kobiety. Nie spodobało mi się to, ale opanowana weszłam do środka, nie zdradzając mojej dziwnej zazdrości.
Blondynka siedziała na jego fotelu opierając nogi na szklanym biurku. Zmarszczyłam brwi widząc jej podwiniętą sukienkę i malinkę na szyi. Mój mate natomiast patrzył przez duże szklane okno i miał w dłoni szklankę z bursztynową cieczą.
Wróciłam wzrokiem na kobietę, a ona szybko wstała. Brunet odwrócił się do mnie i pokazał ręką, że tajemnicza piękność ma opuścić gabinet.
- Kim ona jest? - zapytałam kiedy już wyszła.
- Pomocą - odłożył szklankę na biurku i podwinął rękaw błękitnej koszuli.
- W czym?
- Zajmuje się wydatkami.
- Chyba musicie się dobrze znać, że pozwalasz jej zajmować swoje miejsce - zacisnęłam usta w wąską linie, a on spojrzał na mnie z zawadiackim uśmiechem.
Przysięgam, że spoliczkowałabym go za to, że jego wilk prawdopodobnie podsuwał mu teraz sprośne pomysły.
- Nie musisz być zazdrosna najdroższa, ma swojego mate i jest ode mnie starsza o cztery lata. Po za tym ma dwójkę dzieci i ponownie jest w ciąży.
- Oh..- podeszłam do niego i przytuliłam się nie mogąc znieść naszego dystansu.
- Jak było?
- Pytasz o to tak jakbym pojechała na jakąś wycieczkę do wesołego miasteczka - zacisnęłam powieki czując łzy na wspomnienie nagrobka ukochanego taty.
- Przepraszam aniołku..- pogładził moje włosy.
- Było ciężko..Nie mogę uwierzyć, że on naprawdę..- zatrzymałam się i załkałam cicho czując powrót negatywnych emocji.
Mężczyzna objął mnie mocniej i oparł policzek na mojej głowie. Poczułam się słaba wiedząc, że w takim stanie jestem łatwym calem dla ewentualnego zagrożenia ze strony wygnańców. W końcu oni nigdy nie przestali marzyć o powrocie do stad, ale za swoje zbrodnie się płaciło i nie zdziwi mnie fakt jeżeli to też czeka Johna.
- Dlaczego Jonas odszedł? - zapytałam starając się odsunąć smętne myśli.
- Mieliśmy.. Małą sprzeczkę i postanowił szukać przeznaczonej.
- Sprzeczkę?
- Zapomniał, że jestem jego alfą, a ja nie lubię jak ktoś miesza się w moje sprawy.
- Jakie sprawy? - odsunęłam się.
- Czy to ważne? - przewrócił oczami.
- Tak, to nie są tylko twoje sprawy, bo dzielimy je wspólnie.
- Są jednak rzeczy, które powinny zostać tylko moimi.
- Mam się dowiedzieć sama czy łaskawie mi powiesz o co chodzi? - czułam jak moja irytacja rośnie.
- Nie drażnij mnie - usiadł za biurkiem.
- Chcesz, żebym moje sprawy trzymała dla siebie?- zawarczałam.
- Jesteś luną, matką stada oraz przyszłą rodzicielką moich potomków, nie musisz wiedzieć dokładnie czego dotyczą spory między mną, a członkami stada - poczułam ból w klatce piersiowej.
- Skoro chcesz być sam z tym co dotyczy ciebie, proszę bardzo. Od dzisiaj jestem tylko luną twojego stada i przyszłą matką twoich dzieci - wyszłam i nie zwlekając od razu udałam się do pokoju przeznaczonego dla wybranki alfy.
CZYTASZ
Moja Na Wieki
WilkołakiAnastasia musiała zamieszkać z dziadkami chwilę po tym jak jej rodzice zostali wezwani na wojnę z wygnańcami. W tym czasie wraca syn Alfy powiadomiony o sytuacji przejęcia władzy w stadzie. Co jeżeli pewnej nocy Ana nieświadomie przekroczy granicę i...
