3

46.8K 1.5K 115
                                        

Niepewnie wyszłam na taras. Seth spał przemieniony, ogromny wilczur, którego sylwetka w świetle księżyca wydawała się jeszcze bardziej majestatyczna. Drgało mu ucho co jakiś czas, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Podeszłam bliżej i przykucnęłam przy nim.

Przejechałam dłonią po jego głowie. Otwarł oczy — wiśniowe, intensywne, przeszywające mnie na wskroś. Poczułam, jak moja wilczyca daje o sobie znak; oczy zaczęły mnie piec, ciało wibrowało dziwną energią. Seth zerwał się na nogi, ostrzegawczo warcząc.

Na początku nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero gdy z cienia wysunął się jeden z wampirów, zrozumiałam. Ktoś odważył się zaatakować podczas pełni... już drugi raz.

Niepokój ścisnął mi żołądek, a serce przyspieszyło. Wampir ruszył w moją stronę, z szaleńczym błyskiem w oczach, gdy nagle Seth skoczył na niego i wgryzł się w szyję. Jad zmiennokształtnego był potężny — wampir nie miał szans. Gdy odskoczyłam, głos mojego mate zabrzmiał w mojej głowie:

— Uciekaj!

Nie wahałam się. Ruszyłam w stronę lasu, serce waliło jak szalone. Przed sobą zobaczyłam jeszcze trzy sylwetki wampirów, ale nie mogłam zatrzymać się ani na moment. Pomysł przyszedł nagle — złapałam ostry kamień i przecięłam sobie opuszek palca. Krew lała się obficie, a ból uderzył w mózg jak zimny prąd. Z plecaka wyjęłam ubrania i rozrzuciłam je na wschód i zachód, zostawiając ślady i zapach krwi, żeby zyskać czas.

Biegłam dalej, w stronę północnej granicy lasu, gdy nagle poczułam ostry ból w klatce piersiowej. Upadłam na podszycie leśne, krzycząc z bólu, gdy zdałam sobie sprawę, że rana na łydce była głęboka — spodnie rozdarły się, krew spływała po nodze. Serce waliło szaleńczo, a krew szumiała mi w uszach. Czas płynął w niesamowicie powolnym rytmie. Dopiero po dłuższej chwili ból zaczął słabnąć, a zmęczenie i senność powoli mnie ogarniały.

Seth

Szukałem jej wszędzie. Każdy trop prowadził donikąd. Przerażał mnie obraz bólu, jaki przechodziła, a sam fakt, że ktoś mógł jej zrobić krzywdę, doprowadzał mnie do szału. Tropiłem ją w swojej wilczej formie, czując każdy zapach, każdą drżenie powietrza.

W końcu zobaczyłem Ethana, Reya i Jonasa. Ethan rzucił mi torbę z ubraniami. Przemieniłem się, ubrałem w pośpiechu i znów poczułem jej zapach — silny, nie do pomylenia.

— Kurwa — warknąłem.

— Gdzie jej szukać? — zapytał Jonas, marszcząc brwi.

— Skąd mam do jasnej cholery wiedzieć? — odparłem ostro.

— Dobra, chłopaki, rozdzielamy się. Jonas na wschód, Rey na zachód, a ja z Sethem pójdziemy na północ — oznajmił Ethan, po czym zniknęli.

— Co się stało? — zapytał Ethan idąc obok, a ja zarzuciłem torbę na ramię i ruszyłem.

— Wampiry zaatakowały. Musiałem im pokazać, gdzie ich miejsce, ale kazałem jej uciekać. Czułem nagle, jak przeżywa ból.

— A teraz?

— Nie czuję nic, poza jej zapachem w całym lesie. — Przyspieszyłem.

— Seth, nie chcę cię martwić, ale wampiry i wygnańcy coś kombinują.

— Jeśli zaatakują, będzie rzeź.

— Zdecydowanie.

W pewnym momencie trop doprowadził mnie do niej. Stała oparta o drzewo, bladą twarzą i raną na nodze, którą nieprzytomnie obejmowała. Jej puls był ledwie wyczuwalny. Przykucnąłem przy niej i sprawdziłem, czy oddycha — na szczęście tak, choć słabo.

Wyciągnąłem z torby apteczkę i odkaziłem ranę, po czym przykleiłem plaster. Jej dłoń była lodowata, więc ściągnąłem swoją bluzę i owinąłem ją wokół niej, starając się ogrzać. Bez słowa zaniosłem ją do lekarza na terenie Alf, praktycznie ignorując Ethana, Jonasa i Reya.

Czułem każdy jej oddech, każdy drgający mięsień. Nie mogłem pozwolić, by cokolwiek złego jej się stało. Każda sekunda zwłoki, każdy krok w stronę wrogów napawał mnie szałem.

Moja Na WiekiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz