ep. 1

1.2K 62 16
                                        

Ludzie rzadko zdają sobie sprawę, że kiedy ich usta kłamią, ich oczy cały czas mówią prawdę

Sierp księżyca rysował się wyraźnie na czarnym niebie nad ponurym zamkiem Hogwart. Powietrze było świeże i rześkie, jednak Rose miała wrażenie, jakby się nim dusiła. Z dalszej części zamku dobiegały przyciszone rozmowy kilkorga uczniów i ich przyciszony śmiech, który roznosił się echem po ścianach zamku.

Bezradnie wpatrywała się w swoje odbicie w szybie. Rose zadrżała, jakby z chłodu, gdy jej wzrok spoczął na małym, czarnyn dzienniku, który trzymała, którego litery mieniły się w blasku świec.

Dziewczyna pogrążona w myślach nie zauważyła wychodzącego zza rogu wysokiego bruneta, którego twarz pojaśniała na widok dziewczyny.

- Ach, więc tu się ukrywasz - zauważył półgłosem, ale ten lekko żartobliwy ton nie zwiódł jej.

- Tak... - westchnęła bezwiednie i z trudem zdobyła się na wymuszony uśmiech - tak jak zawsze o tej porze, Marcusie.

Uważnie obserwowała szczupłego, zwinnego bruneta, którego włosy opadały jak zawsze na czoło i aż korciło ją, by je poprawić. Kolor oczu miał taki sam jak ona. Ciemnobrązowy. Każdy z jej rodziny uparcie twierdził, że starszy od niej Marcus odziedziczył po jej matce wszystko co najlepsze. W przeciwieństwie do niej. Ona była czarną owcą. Tą niechcianą.

Chłopak stanął przed nią i ogarną wyrokiem jej pozbawioną wszelkiego wyrazu twarz. Ułożył ostrożnie dłonie na ramionach Rose i lecz ta nie zareagowała.

- Co ty tu robisz?  - spytał zaintrygowany.
- Zastanawiam się.
- A nad czym możesz zastanawiać się o drugiej w nocy? - objął ją i delikatnie przyciągnął do siebie.
- Nad tym - Rose odsunęła się  od brata, pokazując mu dziennik.
- dał mi go pierwszoroczny, ale... - dziewczyna zagryzła wargę, szukając w głowie odpowiednich słów - coś jest z nim nie tak, on żyje.

Brat dziewczyny uniósł prawą brew, wyraźnie iedowierzając siostrze - Dlaczego go nie oddałaś?

- Nie wiem - wzruszyła ramionami, patrząc w ciemne oczy brata, który patrzył na nią uważnie - może chcę zatrzymać go dla siebie? - uniosła brew, na co chłopak lekko się uśmiechnął - lubię tajemnice a czuję, że on jest ich pełen.
Marcus skinął głową, choć tak naprawdę miał złe przeczucia co do dziennika.

(***)

Ranek przywitał Rose kłótnią jej współlokatorek, które po raz tysięczny kłóciły się o Tobby'ego, chłopaka Megan, który nie przepadał za jej znajomymi i zabraniał jej się z nimi spotykać.

Hill kierowała się właśnie na eliksiry, gdy jej ciało zdarzyło się z drugim ciałem, bardziej umięśnionym i twardszym od jej. Dziewczyna podniosła wzrok na twarz osoby na którą wpadła i przewróciła oczami. Malfoy.
- Kogo my tu mamy, Hill - prychnął blondyn w irytujący sposób przeciągając jej nazwisko - przebywanie ze szlamami odebrało ci rozum i teraz nie umiesz chodzić?
- Jeśli myślisz, że twoje głupie odzywki robią na mnie wrażenie... - spojrzała prosto w jego błękitne oczy - to jesteś w błędzie. I jedynym bezmózgiem jesteś tu ty.

Z małym uśmiechem na ustach, wyminęła chłopaka, który wyglądem przypominał rybę i zeszła do lochów, gdzie Slughorn zaczynał właśnie lekcje.
Rose zajęła swoje miejsce obok Granger, która jak zwykle siedziała z nosem w książce, robiąc jednocześnie notatki.
- Cześć, Herm - przywitała się, ale dziewczyna posłała jej karcące spojrzenie.
- Cśś...- uciszyła ją, na co rozbawiona pokręciła głową - rób notatki, Rose. To bardzo ważny eliksir.
Dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami i wyjęła wszystkie potrzebne na tą lekcję rzeczy, ale jej uwagę przykuł dziennik. Nie pamiętała, żeby go pakowała.
Wyciągnęła go z torby, szybkim ruchem otworzyła i zamarła, widząc to samo zgrabne pismo.

Nie ładnie tak kłamać, Rose.

Zniszcz Ten Dziennik Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz