Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
Są one na kształt prochu zatlonego,
Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki,
Lecz slodycz jego graniczy z ckliwością
I zabytkiem smaku zabija apetyt.
Kochaj więc umiarkowanie; zbyt skwapliwy
Tak samo spóźnia się jak zbyt leniwy.
Rose z trudem przyjęła do wiadomości, że dziennik ukradła jej młodsza o rok siostra Weasleya, która wydawała się jej naprawdę w porządku. Hill postanowiła zacząć obserwować rudowłosą dziewczynę, która teraz wydawała się jej unikać.
Rose siedziała na parapecie, przyglądając się rozmawiającej z Potterem Ginny, wiewióra chichotała co chwilę, bawiąc się swoimi długimi włosami. Ta marna próba flirtu w wykonaniu członka rodziny Weasley'ów bawiła siedzącą niedaleko Rose, która zastanawiała się za pomocą jakiego eliksiru Wewiór zdobył Granger.
- Bawisz się w detektywa? - odezwał się znikąd ciekawski głos należący do dziewczyny.
Rose odwróciła wzrok od Pottera i Wewióry, po czym spojrzała na stojącą obok Pansy Parkinson. Twarz dziewczyny rozciągnięta była w złośliwym uśmiechu a od postawy dziewczyny biła niesamowita pewność siebie.
- To nie twoja sprawa.
Parkinson wzruszyła jedynie ramionami i zajęła miejsce po drugiej stronie parapetu, naprzeciwko Rose.Zirytowana Hill westchnęła tylko i wróciła do obserwowania pary Gryfonów, postanowiła nie komentować zachowania Ślizgonki.
***
R
ose mimo swojej niechęci do Ślizgonów szybko zaprzyjaźniła się z Pansy, która pomimo swojej złej opini, uwierzyła Hill i zgodziła się pomóc w odnalezieniu oraz zniszczeniu dziennika, który wprowadził do życia Rose tyle chaosu.
Wraz z Pansy zaplanowały dokładnie jak zwabić Ginny do pustej sali, aby tam pozbawić ją dziennika, ale jak zwykle każdy plan Rose, trafiał szlag.
Kiedy z Parkison zamknęły się z rudowłosą dziewczyną w klasie ta wydawała się doskonale wiedzieć czego chcą od niej starsze koleżanki i w ochronnym geście przytulała do siebie torbę, gdy Rose zrobiła krok w jej stronę oczy dziewczyny zaszły łzami, aby po chwili błysnąć krwistą czerwienią. Jej blada twarz już nie przypominała twarzy przerażonego dziecka a lico przerażającego potwora. Ten widok wstrząsnął sercem Rose, która chciała zrobić krok w tył, ale zanim to uczyniła w jej pierś trafiło zaklęcie, a dziewczyna niczym szmaciana lalka odbiła się od ściany i upadła na ziemię. Ostatnie co zobaczyła Rose, przed utratą przytomności, było to jak zielony promień trafia w przerażoną Pasny, która upada bez życia na zimną podłogę.
***
Rose obudziła się w Skrzydle Szpitalnym, które było jasnym i przestronnym pomieszczeniem. Dzieliło się ono na trzy części; z przedsionka, głównej izby oraz gabinetu pani Pomfrey, która była pielęgniarką.
Do łóżka dziewczyny podeszła pielęgniarka podajac jej leki i sprawdzając czy wszystko z nią dobrze. Kiedy pani Pomfrey odeszła z oczy dziewczyny zaszły łzami, spływając po jej badych policzkach. Rose czuła, że to jej wina, że Pansy nie żyje i Rose zrobiłaby wszystko, aby być na jej miejscu.
Znużona ciągłym płakaniem ciemnowłosa zasnęła, śniąc o Pansy, która uśmiechała się wesoło do niej zza stołu Slytherinu. Obok niej siedział jak zwykle Malfoy i Zabili, którzy rozmawiali o czymś szeptem, ale to nie oni zwrócili uwagę Rose. Zwrócił ją chłopak siedzący na uboczu, który pisał coś w dzienniku, który Rose wydawał się dziwnie znajomy. Ciemnowłosa chciała już odwrócić wzrok od tajemniczego chłopaka, ale ten uniósł głowę, posyłając dziewczynie chłodne spojrzenie czekoladowych oczu, które wydawały się hipnotyzować swoją głębią. Nagle otoczenie zaczęło zmieniać się a Rose nie znajdowała się dłużej w Wielkiej Sali, a w opuszczonej sali, w której zginęła Pansy. Serce dziewczyny zaczęło szybko bić w jej piersi, a ona sama rozglądała się dookoła w poszukiwaniu kogoś, ale nikogo nie zauważyła. Do czasu. Po chwili na zimnej, brudnej podłodze pojawiło się martwe ciało jej przyjaciółki. Jej puste oczy wpatrywały się w dal, nie widząc nic. Rose chciała zrobić krok, aby pożegnać się z przyjaciółką, ale jej nogi odmówiły posłuszeństwa, jakby przyklejone były do podłogi. Przerażenie dziewczyny sięgnęło zenitu kiedy jakby znikąd przed jej twarzą pojawiła się twarz należąca do chłopaka z Wielkiej Sali. Chłopak uśmiechał się przerażająco, a w jego oczach błyszczała groźba długiej i bolesnej śmierci.
- W końcu spotykamy się twarzą w twarz - powiedział lodowatym tonem chłopak.
- K-kim ty jesteś i skąd mnie znasz?
Dziewczyna zamarła, widząc jak oczy chłopaka przybierają barwę krwistej czerwieni, a on sam uśmiecha się w okrutny sposób.
- Jestem wspomnieniem zamkniętym w pamiętniku, który znalazłaś - chłopak odszedł ją dookoła, dotykając jej włosów i lekko się uśmiechając - Tom to ja, a ty moja droga Rose - stanął naprzeciwko niej i uniósł jej podbródek, aby spojrzeć w jej oczy - będziesz moja. Czy tego chcesz, czy też nie.
Rose obudziła się, czując niesamowity ból głowy, który zignorowała. Podniosła się ze swojego tymczasowego łóżka, uderzając bosymi stopami o zimną podłogę i udając się w stronę dużego okna, które było delikatnie uchylone. Rose oparła się głową o chłodną ścianę i westchnęła. Otarła twarz dłonią i zamarła widząc na niej krew. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i wydała z siebie przerażony okrzyk. Z nosa leciała jej krew a tuż nad mostkiem widoczna była mała litera T.
CZYTASZ
Zniszcz Ten Dziennik
Hayran KurguMiłość? Nie, nie tęsknię za nią. Ona nie jest ani najważniejsza, ani najczystsza, nigdy nie stanie się mieszanką doskonałą, raczej brudną cieczą. Zanim ktoś jej posmakuje, powinien ją powąchać. Istnieje jednak ryzyko, że i tak nie zauważy, iż jest t...
