S I X

7.5K 334 222
                                        

- Co twój pies zrobił?

Podrapałem się niezgrabnie po karku, spojrzałem na mojego czarnego labradora. Błyszczące oczy i mokry nos, jego różowy język wystawał z jego pyska. Leżał na metalowym stole w czystym, białym pokoju, który był umeblowany przeszklonymi regałami z lekami. Milo patrzył na mnie oczekująco, czekając cierpliwie na wyjaśnienia. - Sąsiedzi mieli grill'a, więc on próbował przeskoczyć przez płot i skończyło się to lądowaniem na dziecku sąsiadów i... i oboje wpadli do basenu i... sądzę, że złamał nogę.

Brwi Milo uniosły się w zaskoczeniu, kiedy próbował powstrzymać śmiech. - Jasne. - Odpowiedział, przygryzając wargę.

- Jest okej, możesz się śmiać. - Westchnąłem. - Jest idiotą.

Milo zachichotał, jego oczy wędrowały między mną, a Bugsy'm. -  Tak długo, jak mam twoje pozwolenie.

- Czy ty, no wiesz... jesteś do tego wykwalifikowany?

- Nie. - Pokręcił głową. - Ale, jeśli mi pozwolisz, zrobie to za darmo.

Zmarszczyłem brwi. - Dlaczego to zrobisz?

Wzruszył ramionami. - Ponieważ szukałem zwierzaka z którym mógłbym pracować. Przyrzekam, jestem naprawdę dobry. Niemal tak dobry jak moi rodzice. Oni... po prostu mają licencję. - Odrzekł nieśmiało.

Miałem zamiar odmówić. Oczywiście, że bym odmówił. Ale moi rodzice ufali mi, że będę w domu o 9. Po tym jak Daya zmusiła nas do zostania i sprzątania, nie było mnie w domu aż do 11. Kiedy moja mama była w pracy, a tata zabrał Vera'ę na lekcję baletu. Nikt nie pilnował Bugsy'ego, sprawiając, że to była moja wina. Ten nagły wypadek został by odciągnięty z konta moich rodziców, a ich podejrzenia tylko by w ten sposób wzrosły. Ale skoro Milo mógł to dla mnie zrobić za darmo...

- L-luca?

Oboje odwróciliśmy się w kierunku otwieranych drzwi. Uśmiechnąłem się ciepło na widok nieśmiałego Theodore'a, ubranego w jedną ze swoich zwykłych luźnych swetrów, z kartonem suplementów pod pachą. - Hej. - Przywitałem się grzecznie.

- C-co tu robisz? - Spytał, bawiąc się swoimi rękawami, po tym jak odstawił karton na blat.

Zerknąłem na swojego psa, jego ogon poruszał się radośnie, gdy lizał dłoń Milo. - Milo powiedział, że mu pomoże.

Milo stanął na mojej stopie, na co jęknąłem z bólu. Theodore spojrzał na swojego starszego brata rozdrażniony. - N-nie możesz tego zrobić, Milo. - Argumentował. - T-tata cie zabije.

- Oh, no weź, Teddy. Dobrze wiesz, że jestem tak samo dobry jak oni.

- T-to nie o to chodzi! To jest... t-to jest nielegalne.

Milo przekręcił dramatycznie oczami, targając moje włosy. - Luca nikomu nie powie. - Zachichotał. - Serio, moge to zrobić. Wiesz, że potrafie.

Przygryzł dolną wargę, jego duże, niewinne oczy rozglądały się nerwowo po pokoju. Po czym pokiwał głową.

Milo szeroko się uśmiechnął. - A tak w ogóle, to co tu robisz? Masz dziś wolne.

- Mama kazała mi p-przynieść kilka rzeczy. - Odpowiedział chwiejnie. Nie byłem pewien, ale całkiem mozliwe, że to moja obecność powodowała u niego takie zachowanie.

- Dobra, wynoś się stąd. - Wypalił Milo. - Ty też, Bakker. Twój pies jest w dobrych rękach.

- Jesteś pewien, że nie powinienem zostać? - Spytałem, bawiąc się uszami Bugsy'ego.

- Nie. Hej, może zrobicie coś razem dopóki nie skończe? Możesz go gdzieś zabrać na kilka godzin.

Theodore się zarumienił. - N-nie musisz-

The Dutch Boy ● PL [BxB]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz