Pizzeria była mała i przytulna. Tylko kilka chwiejnych, niedopasowanych stolików, obciążonych świecami z których wosk ściekał na porysowane drewno. Krzesła były metalowe i niedrogie, lekko się lepiły. Ale aromaty, które dało się wyczuć z kuchni były niesamowite, wywołując u mnie zwilżenie warg.
Theo podszedł do niewielkiego stoiska, przypominającego ladę, która oddzielała kuchnię od reszty restauracji. Wyglądało to bardziej jak kuloodporna bańka. Kelnerka wyłoniła się chwilę później, wręczając nam menu. - Hej, Teddy. - Uśmiechnęła się, poprawiając włosy. Była dość wysoka z włosami na długość łopatek, dużymi oczami i czekoladową skórą. Jej uśmiech emanował czystym szczęściem.
- H-hej , Mercy. - Uśmiechnął się nieśmiało, wskazując na mnie. - To jest Luca.
- Wiem. - Uśmiechnęła się. - Jesteś w drużynie football'owej Wolfpine. Totalnie dałeś czadu w tym roku. - Zachichotała. - Dobra, dajcie mi znać, kiedy będziecie chcieli zamówić.
- To dziewczyna Milo. - Powiedział mi Theo, gdy dziewczyna odeszła, by podejść po zamówienie do innego stolika. - Chodzi do jego szkoły.
- Twoje jąkanie zniknęło. - Zauważyłem, intensywnie się na niego patrząc. Nie zwracałem uwagi na kelnerkę, ani na to skąd Theo ją znał. To nie było teraz ważne.
- T-tak, trochę. - Uśmiechnął się, zerkając do menu, by uniknąć mojego pytającego spojrzenia. - M-może zacząłem się przy tobie... komfortowo czuć? - Zapytał.
Rozsiadłem się wygodniej na swoim miejscu, relaksując się. Nie było żadnego powodu do denerwowania się. To był Theo. Był uroczy, słodki i zabawny, przez co wszystko było łatwiejsze. Nie było żadnych powodów do zmartwień, przez które mogłyby pocić mi się dłonie.
Zamówiliśmy. Rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. Zjedliśmy, po czym zamówiliśmy jeszcze napoje. Rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. Było idealnie. Wszystko dobrze współgrało między nami, rozmowa się kleiła. Już dawno tyle się nie uśmiechałem w czasie jednego wieczora. Moje policzki zaczęły boleć, gdy poprosiliśmy o rachunek. Chciałem zapłacić, ale sprzeciwił mi się Theo, który nadal czuł się winny za moje opłacenie naszego wypadu do kręgielni. Zaproponowałem kompromis, na co ostatecznie się zgodził, więc zapłaciliśmy po połowie.
Podczas drogi powrotnej śmialiśmy się jeszcze bardziej, żartowaliśmy i dokuczaliśmy sobie. Zerknąłem na niższego obok siebie chłopaka. Blask księżyca niesamowicie oświecał jego srebrzyste włosy, a gwiazdy odbijały się w jego szlachetnych oczach.
Zdjąłem z siebie kurtkę, starając się zignorować dreszcz jaki wywołał na moim ciele nocny wietrzyk, by po chwili zarzucić ją na ramiona Theo. Jego zaciekawione oczy spojrzały na mnie. - J-jest okej, Luca-
- Trzęsiesz się jak chihuahua. - Odparłem, dociskając ją do jego drobnego, trzęsącego się ciała.
Na szczęście dla niego, w ciemnościach nie były widoczne jego rumieńce. Mimo to, nadal wiedziałem, że jego twarz była zaczerwieniona. - A-ale co z tobą-
- Dam radę. - Przekręciłem oczami, palcami przejechałem po suchych liściach krzaków, które mijaliśmy zbliżając się do jego domu.
- D-dzięki. - Przysunął się do mnie, by pokazać swoją wdzięczność. Nasze chłodne dłonie co jakiś czas ocierały się o siebie.
Kilka minut później staliśmy już pod jego drzwiami. Mroźne powietrze owiewało nasze ciała, dusząc nasze płuca. - C-chesz wejść? - Zaoferował nieśmiało, bawiąc się swoimi kluczami.
Uniosłem brwi. - Po co? - Spytałem, próbując go nakręcić.
Jego reakcja była nagła i niespodziewana. Zmiażdżył moje usta swoimi, stając na palcach, by mieć lepszy dostęp do mojej twarzy. Byłem bardzo zaskoczony, nie miałem czasu na reakcję, zanim odsunął się ode mnie, uderzając ciałem w drzwi z niemal bordową twarzą. - Uh... na t-to? - Wyszeptał.
CZYTASZ
The Dutch Boy ● PL [BxB]
Teen FictionLuca Bakker, podpalacz w skórzanej kurtce z seksownym holenderskim akcentem. Oraz Theodore Hart, nieśmiały dzieciak ze szkoły, który pracuje w miejscowym sklepie zoologicznym. Pomysł, że ta para może kiedykolwiek skrzyżować swoje ścieżki - nie mówią...
![The Dutch Boy ● PL [BxB]](https://img.wattpad.com/cover/234226511-64-k740630.jpg)