Kac morderca nie ma serca

1.2K 41 38
                                        

Kiedy wszyscy obudzili się w sobotę o godzinie dwunastej, wiedzieli że coś jest nie tak. Zacznijmy najpierw jak to wszystko wyglądało.

Teodor spał głową w kiblu który nie wiedzieć czemu się pojawił na środku sali, Hermiona leżała w połowie na barze. Draco natomiast leżał za barem. Ron oraz Dafne zagradzali całe wejście a Milli nie miała koszulki i była na żyrandolu. Pansy razem z Luną jakimś cudem były na półkach wielkiej szafy a Harry i Leo spali razem na kanapie. Została Aadha która leżała na konsoli DJ'a.

Wszystko wyglądało jak masowe morderstwo.

Pierwszy obudził się Draco obijając się o ścianę z alkoholami. Na jego nieszczęście półki były wyjątkowo słabo przymocowane, wszystko spadło na niego wywołując hałas który zmiótł Hermione z baru w wyniku czego spadła na blondyna.

- Kurwa!- krzyknął Draco na którego nie dość że spadły szklane butelki to jeszcze gryfonka.

- Ups, przepraszam. To nie moja wina że chciałeś ukraść alkohol.- powiedziała wstając i otrzepując się.- Malfoy, wiesz że się skaleczyłeś?

- Wiesz co? Nie. Niemożliwe że spadły na mnie jebane szklane butelki i się skaleczyłem.- opierając się o bar wstał.- Dobra, idę do skrzydła.

- Idę z tobą.- brązowowłosa czekała już przy wyjściu.

- Pardon?

- Czy ty myślałeś że pozwolę ci sam iść do skrzydła szpitalnego? Ja? Chyba coś ci się w głowie poprzesuwało.- stwierdziła Hermiona a wtedy głowę z toalety wynurzył Teodor.

- Gdzie ty idziesz Miona? Z nim?- spytał się dosyć zły.

- Już nie przesadzaj Teo, gówno cię to powinno obchodzić.- warknęła wściekła łapiąc Draco za ramię i wychodząc.

🦁🐍

- Zabini, co my tu na merlina robimy?- spytała Ginny próbując sobie przypomnieć jak wrócić.

- Wiewióra, skąd ja mam to niby wiedzieć? Ale spójrz na to z drugiej strony, możemy wymyślić motyw balu.- odpowiedział idąc po jakieś ścieżce.

- Jak tutaj chodzimy to jedyne co mi przypomina to Alicja w krainie czarów.- rzekła ruda.

- Widzisz jak dobrze idzie. Tylko że nie wiem skąd wytrząsnąć stroje na bal w tym motywie, niech lepiej przyjdą w zwykłych na bal.- podsumował Zabini i zaczął się wspinać na drzewo.

- Co ty do cholery wyprawiasz?- Ginny stanęła w miejscu i złożyła ręce.

- Oj Ginny Ginny, jak ty mało wiesz o życiu. Sprawdzam właśnie z tego drzewa gdzie jesteśmy.- dalej mknął po gałęziach.

- To mogłeś mówić od razu! Ja też chce.- krzyknęła Ginny i również zaczęła się wspinać.

Po chwili obydwoje byli na szczycie.

- Czy mi się wydaje czy nie widać stąd Hogwartu? O Hipogryf!- oglądała się w około Ginny.

- Hipogryf? Gdzie?

- No tam Blaise!- wskazała miejsce tuż pod nimi.- Pamiętasz jak się je oswajało?

- No chyba coś tam pamiętam. Chodźmy.- i zaczęli schodzić. Hipogryf od razu ich zauważył ale nie uciekł.

- Dobra panie ,,jestem przystojny'' podpisz się umiejętnościami.- dziewczyna z uśmieszkiem wypchnęła go w stronę olbrzymiego Hipogryfa, który zmrużył oczy.

Zabini najpierw się przed nim ukłonił, czekając na odpowiedź tym samym Ginny oraz Blaise coraz bardziej się stresowali. Aż w końcu Hipogryf się ukłonił. Chłopak podszedł więc bliżej i go trochę pogłaskał.

- Dobra możemy lecieć.- powiedział entuzjastycznie Ginny i wskoczyła na hipogryfa, po czym szepnęła do niego.- Będziesz się nazywał Percy.

- Na merlina, co my wyprawiamy?- powiedział niechętnie i tak samo wszedł na zwierze po czym poklepał je.- Do Hogwartu.

Lot był na pewno pełny emocji. Wylądowali gdzieś na błoniach.

- Dzięki Percy, kiedyś jeszcze cię odwiedzimy.- Weasley głaskała hipogryfa.

- Dobra chodź już Ginn, pewnie zaczynają nas szukać.- ta tylko się uśmiechnęła do niego oraz wzięła za rękę.

- No to chodźmy.





*************
Tak jakby nienawidzę kidów na rowerach, z nogi mi ciągle krew leci i nią w ogóle ledwo ruszam.

𝑰𝒏𝒔𝒕𝒂𝒈𝒓𝒂𝒎 𝑯𝒂𝒓𝒓𝒚 𝑷𝒐𝒕𝒕𝒆𝒓Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz