38

3.3K 330 98
                                        

Momo zaczesała włosy na bok i spojrzała zmęczonym wzrokiem na śpiącą Urarakę. Obie kobiety były tak piekielnie wykończone sprawami ciągle powtarzających się napadów, ataków i także od niedawna porwań, które wciąż pojawiały się według nietrudnego do rozgryzienia schematu. Były jednak...za każdym razem coraz dziwniejsze.

Momo zamknęła teczkę z aktami sprawy i rozciągnęła się na krześle. Leżący na kanapie Monoma, z którym przyszło im pracować, poruszył się niespokojnie. Czarnowłosa uśmiechnęła się delikatnie.

Pracowała z blondynem już kilka razy przez ostatnie lata i okazało się, że mimo iż ciagle nie pozbył się zazdrości, przekształcanej w dogryzanie, to jednak potrafił myśleć, analizować i przystosowywać się do sytuacji. Lubiła z nim współpracować. Potrafili się dogadać i Momo byłaby skłonna nawet związać się z cynicznym blondynem, jednak ten na jej nieszczęście okazał się być aseksualny.

Westchnęła na wspomnienie, jak wyznała mu swoje uczucia, a ten w nieco chamski sposób je odrzucił. Widziała jednak w jego oczach żal.

Potrząsnęła głową i skupiła się na Occhaco, która otworzyła oczy i sięgnęła po papiery.

- Która godzina?

Wydukała zaspana brunetka, ziewając przeciągle. Momo spojrzała na zegarek.

- Już niedługo pierwsza.

- Po południu?

- W nocy. Może jednak przenocujesz?

Uraraka pokręciła głową i dźwignęła się z miejsca.

- Muszę jeszcze pojechać do Iidy. Obiecałam mu, że zawiozę mu raporty z ostatniego roku.

- Dlatego wrócił do Japonii. Sprawa jednak też nas dotyczy.

- Yhm. Między innymi. Musi sprawdzić wszystkie anomalie i porównać je do tego, co działo się za granicą. Przerąbane.

Obie kobiety zaśmiały się z pobłażaniem i pożegnały się ciepłym uściskiem. Jednak wspólna niedola i praca zbliża ludzi.

Uraraka od razu skierowała się do Tenyi, który tak naprawdę nie mieszkał zbyt daleko. Dojechała do niego autobusem w mniej niż 15 minut i dobijała się, naprawdę skonana, do drzwi. Kiedy ostatecznie po chwili, ciągnącej się w nieskończoność i szóstym naciśnięciu dzwonka, nikt nie odpowiedział, postanowiła się nie cackać i po prostu weszła do środka.

Wszystko wypadło jej z rąk przez widok, jaki zastała w środku.

W tym samym czasie Bakugou koczował w swojej agencji, czekając na, jak ich sam określił „pieprzonego gównowłosego i ładowarkę", którzy nie zważając na jego obraźliwe (jak dla nich nawet urocze) ksywki, postanowili mu z dobrego serca pomóc z podpisywaniem jakiś, jak to także określił Katsuki „obsranych i zarzyganych przez mądre słowa adwokatów, świstków".

Głowę blondyna zaprzątał także Deku, który od długiego czasu nie dawał większych znaków życia. Jak wcześniej zasypywał wszystkich wiadomościami, emotkami, telefonami i zaproszeniami na pogawędki, tak teraz wysyłał jednego SMS-a na tydzień i to z marnym, oficjalnym „jak tam, wszystko dobrze?". Jak tak teraz się zastanowił, to nawet rzadziej. Raz na kilka tygodni.

Bakugou wyciągnął nogi na stół i założył ręce za głowę. W sumie to wiedział, że powinien do niego wpaść. Albo przynajmniej ktoś inny. Przez natłok obowiązków nikt tak naprawdę nie miał czasu porozmawiać z kimś spoza „zespołu śledczego".

Prychnął zdenerwowany, że przez głowę mu przeszło porozmawiać z Shinsou na temat Midoriyi, ale i nie tylko. Chyba był już chory.

Jego przemyślenia przerwało gwałtowne otworzenie się drzwi, w których stanęli aż zbyt weseli faceci.
Kirishima uniósł do góry reklamówkę i wyszczerzył się wesoło.

- Mamy bułki z pikantnym mięskiem!

A Katsuki nie mógł się nie uśmiechnąć, gdy Denki i Eijiro wywrócili się na ziemię, nie mieszcząc się na raz w drzwiach.

And The End {BakuDeku}Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz