- Shinso, ja nie chcę.
Deku zaszlochał do słuchawki, a kajdanki znowu boleśnie otarły się o jego ręce, które kurczowo zaciskał na telefonie.
- Nie chcę.
Powtórzył urywanym głosem. Wziął głęboki wdech, krztusząc się łzami.
- Spokojnie. Zeznawaj zgodnie z prawdą, a wszystko będzie dobrze.
Pamiętacie początek, prawda? Izuku Midoriya dobrowolnie oddał się w ręce policji, by w końcu zaznać spokoju wśród więziennych ścian. W miejscu, gdzie nikogo więcej nie skrzywdzi. Lecz teraz było inaczej. Deku nie tylko uwolnił się od jedynego człowieka, który zagradzał mu drogę do normalności, ale także odzyskał przyjaciół. Chciał wieść spokojne życie nawet za najniższą pensję krajową, pracując w kwiaciarni za rogiem.
Teraz jednak zalewał się łzami w areszcie, przytulając do policzka słuchawkę telefonu i marnując tym samym czas swojej jedynej rozmowy.
Rada Shinso mu nie pomogła. Rada Shinso pogrąży go jeszcze bardziej. Ale nie miał wyboru. Musiał przyznać się do tego co zrobił. Zabił. Odebrał komuś życie i to nie pierwszy raz. Teraz przyjdzie mu za to zapłacić.
Tylko, że Deku już czuł się ukarany. Przez własny umysł, przez własne sumienie. Nadszarpnął tym wszystkim swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Stracił matkę. Zerwał wszystkie więzy z pozostałymi bliskimi mu osobami. Skazał się na samotność i bezcelową, brudną od krwi egzystencję. A teraz miał na dodatek siedzieć resztę życia w celi? W chwili gdy znowu miał zacząć robić coś więcej niż oddychać, w chwili gdy zaczął cieszyć się tym, że istnieje? Nie dożył nawet trzydziestki.
Rozmowa zakończyła się, a on został zaprowadzony do celi. Rozmasował obolałe nadgarstki i usiadł na pryczy. Przeczesał włosy palcami i związał je w kitkę, ciągle drżąc. Wziął głęboki wdech. Musiał się uspokoić. Uspokoić i jakoś spróbować wyciągnąć się z tego bagna. Pora dokonać rzeczy niemożliwej.
Tymczasem Bakugou okładał się pięściami z Todorokim. Blondyn z mieszkania Izuku, udał się prosto do heterochomika. Był najbliżej i jako jedyny odebrał telefon. To co, że zaraz się rozłączył. Shoto mimo oporów przyjął Katsukiego do domu i wytłumaczył mu, dlaczego pisał takie dziwne wiadomości do Midoriyi.
Było to powiązane z jego ostatnim zgłoszeniem.
Bardzo ważnym.
I Deku okazał się bardzo dotyczyć tej sprawy.
Znaleziono strzępek ubrania na miejscu zbrodni, który nic by nie dał, gdyby nie zeznania pewnego niedawno schwytanego jegomości. Dzięki niemu sporządzono także portret pamięciowy. Pewnego piegowatego, zielonowłosego, niskiego mężczyzny. Tak. Dobrze myślicie.
Po nakazie przeszukania jego domu, w którym jak nazłość nie było samego domownika, znaleziono zaszytą koszulkę, pasujące do poszlaki. Todoroki załamał w tamtym momencie ręce. W jego głowie nie mieściło się nic tak absurdalnego jak to, czego dopuścił się Izuku. Nie podejrzewałby go o to nigdy. Nigdy. I nie podejrzewał ciągle. Nie chciał. Nie mógł. To było bez sensu.
Jak nazłość Deku zniknął i nie mógł niczemu zaprzeczyć, a policja ciągle węszyła.
Katsuki tak wściekł się na oskarżenia, a raczej streszczenie biegu wydarzeń, że wszczął bójkę z heterochomikiem, którą przerwał dopiero Hitoshi, po rozmowie telefonicznej z Izuku.
Przyłączył się jednak do okładania się pięściami usłyszawszy, że Midoriya będąc w areszcie, jest szukany przez jeszcze inną policję. Ostatecznie jednak ogarnął się i korzystając z indywidualności, po prostu kazał siąść Todorokiemu i Bakugou spokojnie na dupie. Dopiero kiedy był pewny, że się na siebie nie rzucą, uwolnił ich.
- Co to za tajna sprawa Todoroki?
Hitoshi przerwał panującą pomiędzy nimi ciszę. Marszczył brwi w rozdrażnieniu, starając się zrozumieć to wszystko. Katsuki także spojrzał na Shoto i zacisnął usta w cienką linię.
Heterochomik milczał przez dłuższą chwilę, ewidentnie bijąc się z myślami. Ostatecznie westchnął i przybrał swoją standardową spokojną minę.
- All Might nie żyje.
CZYTASZ
And The End {BakuDeku}
FanficIzuku nigdy nie spełnił swojego marzenia. Brutalnie uświadomiony przez świat o swojej niemocy, został policjantem. Tam odkrył swój inny talent. Talent do zabijania. Talent, którego nie chciał. Talent, który go zniszczył. Nie tak to sobie wszystko w...
