Było dość ciepłe, wiosenne popołudnie. Szłam sobie spokojnie zatłoczonym chodnikiem w stronę domu. Nagle spośród ogromnego tłumu ludzi rzucił mi się w oczy jeden mężczyzna. Głównie dlatego, że biegł jak opętany, nie zwracając uwagi na ludzi, nawet kilku przewrócił. Miał też dosyć niecodzienny strój: jakiś zielono-czarny płaszcz ze złotymi zdobieniami i rogaty hełm. Biegł w moim kierunku, choć był jeszcze daleko, myślałam, że na spokojnie zdążę się jeszcze odsunąć, żeby na mnie nie wpadł. Jeszcze wtedy nie wiedziałam w jak wielkim byłam błędzie.
W tym samym momencie z tłumu wyłonił się równie dziwnie ubrany mężczyzna - miał na sobie jakąś czerwoną pelerynę i młotek w ręku - tyle tylko zdążyłam zauważyć. Już doganiał tego z rogami krzycząc.
- Loki! Wracaj tutaj! Nie chciej wiedzieć co się stanie jak cię złapię!
Gdy podbiegli bliżej zauważyłam, że uciekinier ma czarne, przydługawe włosy, a ten z młotkiem jest blondynem i ma nieco dłuższe włosy niż uciekinier.
Czarnowłosy odwrócił się w stronę blondyna, nadal biegł, ale patrzył do tyłu.
- Chyba żaden z nas się nie dowie!
Odkrzyknął i wyciągnął zza płaszcza jakąś niebieską kostkę. Zwolnił, ale w tym samym momencie się potknął, a pech chciał, że wylądował na mnie, bo nie zdążyłam się odsunąć.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami, poczułam ból głowy i mdłości. Gdy ciemność sprzed oczu zniknęła zobaczyłam, że leżę na pustyni, a na mnie leży czarnowłosy. Ocknął się i wstał patrząc na mnie z pogardą. Nie potrafiłam się podnieść, przez ból jaki mi doskwierał, wysiliłam się na ruch ręką. Przejechałam nią po glebie, na której leżałam, była sucha i popękana. Czarnowłosy nadal na mnie patrzył, jakby na coś czekał. Zamknęłam oczy, po chwili ból przeminął. Wstałam.
On nie czekając na mnie odwrócił się i poszedł.
- Ej, czekaj! Nie zostawiaj mnie tutaj! - Pobiegłam za nim, a gdy go dogoniłam zwolniłam kroku. - Kim ty w ogóle jesteś?
- Nie rozmawiam ze śmiertelnikami. - Powiedział to tak oschle i obojętnie, że miałam ochotę go uderzyć. Śmiertelnikami? Kim on niby jest?
- Słuchaj - powiedziałam rozdrażniona - jestem tutaj przez ciebie, więc może mi chociaż powiesz kim jesteś?
Nawet nie zwrócił na mnie uwagi, po prostu szedł udając, że mnie nie ma. Przyspieszyłam i stanęłam przed nim zastawiając mu drogę.
- Jesteś taka natarczywa. - Na jego twarzy na ułamek sekundy pojawił się chytry uśmieszek. Myślał, że go nie zauważę, ale widziałam go bardzo dokładnie.
- Odpowiedz. - Nie ustąpiłam.
Westchnął ciężko, po czym powiedział:
- Jestem Loki, bóg kłamstw i oszustw.
Powiedział to z dumą.
- Ja jestem Lara. Powiesz mi gdzie jesteśmy?
- Na pustyni, nie widać? - Spojrzał na mnie tak, jakbym zapytała o rzecz oczywistą. No w sumie to, że jesteśmy na pustyni było oczywiste.
- Zawsze jesteś taki wredny? - Uśmiechnęłam się tak samo, jak on przed chwilą.
- Tak, ale jeszcze nikt nie odważył się, żeby mi to wypomnieć. - Znów uśmiechnął się na chwilę.
- Zabierz mnie z powrotem. - Powiedziałam po chwili.
- Nie.
- Dlaczego? Przynajmniej nie będę ci przeszkadzać.
CZYTASZ
Śmiertelniczka
FanfictionLara myślała, że jej życie będzie normalne i nudne - tak jak u każdego. Okazało się jednak, że będzie całkiem inne, a to wszystko przez jedną osobę, która wpadła na nią na drodze...