XIII

405 40 3
                                    

Rozdział napisany z powyższym utworem w tle. A co! Chociaż trochę poznacie muzyki jakiej słucha Alec :P

-Hej.- powiedziała dziewczyna czerwieniąc się.- Mam wyjść?

-Możesz zostać, jeśli chcesz.- Julia usiadła do mnie tyłem na łóżku.

-Okej. Co u ciebie?

Opowiedziałem jej o dzisiejszym treningu, w między czasie się ubierając.

-Jak wygląda twój świat?- zapytała, czym trochę mnie zaskoczyła.

-Cóż, drogi są pokryte betonem, jeżdżą po nich samochody, budynki są zbudowane ze szkła, stali i betonui pną się do góry często na kilkanaście metrów.

-To musi wyglądać niesamowicie. Zabierzesz mnie kiedyś tam?

-Chciałbym ale nie wiem czy mogę... Muszę o tym porozmawiać z Marcusem. 

-Naprawdę? Dziękuję!- rzuciła się mi na szyję powalając na lóżko.

-Spokojnie, najpierw muszę z nim porozmawiać o tym.- część jej radości znikła.- Ej ale uśmiech proszę, jeśli nie uda mi się cię tam zabrać to znajdę inny sposób żeby ci pokazać to wszystko.- ponownie się uśmiechnęła.- Wiesz? Masz piękny uśmiech.- co się ze mną dzieje?

-Dziękuję.- przybliżyła swoją twarz do mojej.- Ty masz fajne włosy.- nie zdążyłem nic powiedzieć bo zaczęła mnie całować, nie miałem nic przeciwko temu więc pogłębiłem pocałunek, było przyjemnie.

-Ekhem. Można?- Julia podskoczyła po czym zleciała z łóżka. 

To był Marcus, chyba chciał coś mi powiedzieć ale obecnie nic nie mógł z siebie wydusić bo prawie leżał ze śmiechu wychwyciłem tylko Przepraszam... Wiem że... to podłe... tak się śmia... śmiać. Pomogłem Julii wstać z podłogi, chyba nic sobie nie zrobiła.

-Dziękuję.- powiedziała, a następnie podeszła do Marcusa i kopnęła go prosto w kolano aż coś chrupnęło. Biedny czarodziej padł na ziemię, tym razem to ja nie mogłem ustać ze śmiechu. 

Kiedy już się uspokoiliśmy, a Marcus czarami naprawił swoje jak się po chwili okazało złamane kolano mógł nam powiedzieć czemu wpadł tak bez pukania.

-Przepraszam, że wam przerwałem ale muszę porozmawiać z Aleckiem. Możesz?

-Oczywiście.- wyszliśmy z pokoju.- O co chodzi?

-Pamiętasz naszą rozmowę o tym, że prawdopodobnie jesteś potomkiem Averilla?

-Pamiętam, to co mówiłeś by się zgadzało, mój ojciec rzeczywiście nie pamięta nic do 10 urodzin.

-A ja znalazłem kogoś kto jest za to odpowiedzialny. Nazywa się Arnoldus, i obecnie siedzi w moim gabinecie. Jest starym i potężnym czarodziejem i określi czy nasza teoria jest prawdziwa.

-No to na co czekamy? idziemy!

-Tylko proszę zwracaj się do niego z szacunkiem i postaraj się opanować ewentualne emocje.

-Dobrze, możemy iść?-czarodziej kiwnął głową.

Doszliśmy do gabinetu Marcusa, od wszedł pierwszy.

-To jest ten chłopiec o którym ci mówiłem.- Arnoldus spojrzał na mnie, nie miałem pojęcia co powiedzieć więc tylko skinąłem głową.

-Podejdź chłopcze.- wykonałem polecenie.- Jak cię zwą?

-Alec.

-Więc, Alec słyszałem że posiadasz moc i to dość potężną. Potrafisz przywołać ogniste miecze, prawda.

-Tak.

-Mógł byś to teraz zrobić?

-Nie wiem czy mi się uda, ale spróbować zawsze mogę.- czarodziej spojrzał na mnie jak bym mu co najmniej ojca siekierą zabił.

-Chodzi o to że jeszcze nie do końca ją opanował i nie zawsze udaje mu się ją przywołać.

-Rozumiem.

Zamknąłem oczy i całym sobą się skupiłem na przywołaniu mocy po dłuższej chwili poczułem w sobie żar, wydostałem go na zewnątrz. Sięgnąłem po miecze aby stały się również widoczne.

-No proszę. Udało ci się, możesz pokazać mi swoje miecze?-

Podałem mężczyźnie broń i kiedy wziął ją do ręki ostrza wróciły do pierwotnej postaci dwóch prostych mieczy. Czarodziej oglądał je z każdej strony przez dobre kilka minut, po czym oświadczył.

-Jesteś potomkiem Averilla, to są jego miecze. Teoretycznie linia przekazywania mocy powinna zostać przerwana wraz z opuszczeniem przez twojego ojca tego świata i wymazaniem jego pamięci.-Arnoldus podał mi miecze.- Jednak wielką radość mi sprawia fakt, że prawowity władca pojawił się tutaj, w tym ciężkim czasie.

-Czasy są ciężkie ale niestety Alec i tak nic nie zdziała bez wyszkolenia i zwolenników.

-Będzie niestety miał okazję zdobyć zwolenników.

-Dlaczego niestety?- zapytałem.

-Widziano kilka demonów na granicy z Nowym Światem, czyli twoim a naszym światem.

-Jak to? Istnieje fizyczna granica między naszymi światami?

-Tak, miesiąc drogi stąd i zamknięta.-rzucił lakonicznie Marcus.- Ale jak to demony? Przecież wszystkie możliwe przejścia z ich wymiaru do naszego są zamknięte i zapieczętowane potężnymi czarami.

-Prawdopodobnie powstało nowe przejście lub ktoś otworzył któreś wcześniej istniejące. Merkuriusz udał się to sprawdzić.

-Posłuchaj teraz chłopcze. Jeśli okaże się że demony znowu chcą rozpętać wojnę, jesteś naszą jedyną nadzieją, tylko ty posiadasz moc zdolną ponownie wypędzić demony do ich wymiaru.

-A co się stało z dziadkiem kiedy już to zrobił? Czy nie to go zabiło?

-Widzę że nie znasz tej historii. Twój dziadek został zabity przez demona na tyle potężnego że jako jedyny oparł się jego mocy i nie został wypędzony z naszego wymiaru i z Twierdzy w Kredowych Górach. Kiedy zaatakował twojego dziadka był wyczerpany po tak intensywnym używaniu mocy. 

-A co się stało z tym demonem?

-Zniszczyliśmy go.- odrzekł Marcus.- Byłem doradcą twojego dziadka, dostałem tą pracę dwa lata przed wojną, a Arnoldus był jego przyjacielem więc razem walczyliśmy z demonem.

-To czemu wcześniej nie zapytałeś go co się stało z moim ojcem w czasie wojny skoro podejrzewałeś, że mogę być wnukiem Averilla?

-Bo nie miałem pojęcia że to Arnoldus się tym zajął. Ale teraz mamy większe zmartwienie. Jeśli naprawdę demony pojawiły się w pobliżu granicy to trzeba przyśpieszyć twój trening.

_____

No więc tak to wygląda. Mam nadzieję że się wam podoba, zapraszam do czytania, komentowania i klikania/pacania gwiazdki bo to bardzo motwuje ;) 
A i zapraszam na tumblr tam się pojawiają też rozdziały i trochę się udzielam http://dpesg.tumblr.com/

Dwa światy: Wojownik Ognia [Zakończone]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz