Rozdział 29

11.4K 298 4
                                        

Anna

Nie wiem ile czasu dokładnie minęło odkąd zniknęłam z kliniki ale musiało być to jakieś dwa może trzy dni temu. Patrzyłam w stronę okna i widziałam tylko jak wschodził dzień i za jakiś czas robiło się ciemno. Ogólnie nie traktowali mnie źle. Dostawałam posiłki i wodę do picia. Łazienka znajdowała się w tym samym pokoju za drzwiami obok szafy więc nie musiałam nikogo się prosić o wypuszczenie mnie za zrobienie potrzeby. Niektóre osoby, które wchodziły do pokoju patrzyły na mnie przychylnie ale byli także taci co ich wzrok mnie momentami aż paraliżował. Patrzyli na mnie jak na smakowitego kąska, którego mogą w każdej chwili zjeść. Marcello jak na razie nie pokazał się od tamtej wizyty i trochę mi ulżyło. Jest coś w nim takiego co momentalnie mnie przeraża i mam ochotę zwiać jak najdalej stąd. Cieszy mnie jedynie myśl, że dziecku nic nie jest a moją jedyną nadzieją jest to, że Lucjano nie spocznie dopóki nas nie znajdzie. 

Lucjan

Daniello zebrał naprawdę pokaźną sumę ludzi jak na tak krótki czas. Jest nas ponad dwudziestu. Wszyscy są uzbrojeni i zamaskowani. Podzieliliśmy się więc na parę aut i po krótkim wytłumaczeniu całej sytuacji  wyruszamy w drogę. Mamy do przejechania jakieś  pięćdziesiąt kilometrów.  Nie chcę żeby za szybko czas zamierzyli więc postanowiłem że jakieś pięć kilometrów od tej pieprzonej chałupy zostawimy auta w lesie i resztę drogi przejdziemy na piechotę. Siedzę cały w nerwach i staram się jakoś uspokoić. Co jakiś czas Daniello zerka na mnie ale nic nie mówi. Wie, że w mojej głowie szaleje tornado. Jak tylko dostanę Marcella w swoje ręce to jego śmierć będzie pieprzoną ucztą dla moich oczów. 

W końcu dojeżdżamy na wyznaczone miejsce i po założeniu kamizelek kuloodpornych i wzięciu karabinu dzielimy się na parę grupek, gdzie każda rozchodzi się w swoją stronę. Ja ruszam wraz z Danielem i paroma chłopakami od lewego skrzydła. Co jakiś czas komunikujemy się żeby wiedzieć co się dzieje. 

Rozglądamy się wokoło ale jak na razie wszędzie panuje cisza. Dochodzimy do bramy, wokół której otoczony jest dom. Nie ma żadnego zabezpieczenia a na dodatek jest to zwykły płot na który można łatwo się wspiąć i go przeskoczyć. Jest to dla mnie podejrzane ale jak na razie nic nie komentuje. Dochodzimy do domu  i jeden z ludzi zagląda do środka przez szybę w oknie. W środku panuje totalna pustka jedynie w oddali słychać dźwięk włączonego telewizora. 

-Coś mi tutaj nie pasuje -postanawiam się odezwać zanim będzie za późno. 

-Masz rację, coś tutaj wyjątkowo śmierdzi. -odpowiada mój przyjaciel -Niech jeden z chłopaków wejdzie do środka i to sprawdzi. 

-W porządku -odpowiadam i posyłam jednego z ludzi. Ten ani się nie wacha i delikatnie popycha ramy okna, które po chwili otwierają się na oścież. Wiatr wywiewa firankę na zewnątrz. Sigo wchodzi do środka i po cichu i z największą ostrożnością kieruje się w stronę głosu wydobywającego się z telewizora. Asekurujemy go gotowi w każdej chwili do oddania strzału. Nic wokół się nie dzieje. Po chwili słyszymy głośnie przekleństwo wydobywające się z ust Siga i jego nawoływanie. Wchodzimy do środka i kierujemy się w jego stronę. Na ekranie widzimy głowę Marcella szeroko uśmiechającego się. Każę moim chłopakom przeszukać dom a sam stoję po środku salonu i patrzę na tę puszkę, którą mam ochotę rozpieprzyć w drobny mak. Po chwili słychać głośny śmiech i wszyscy odwracamy głowę w stronę telewizora. Ten skurwiel dobrze wiedział, że ten dom szybko zamierzymy i zastawił na nas pułapkę. 

-Och, Lucjano, Lucjano. Stary brachu. Jaki tyś bystry. Starczyło dwanaście godzin, żebyś znalazł mój dom. Ale niestety ja też głupi nie jestem więc postanowiłem trochę się z tobą pobawić. Szukaj dalej a może ci się uda. Wracając do twojej ślicznej kobiety może się jednak skuszę na tą ślicznotkę. Obiecałem jej że ją nie tknę ale każdy wie że obietnice najlepiej się łamie. Kto wie, może będzie się jej to nawet podobało. -Jego śmiech słychać w całym salonie a mój gniew jest nie do opanowania. Mam ochotę coś rozpierdolić. -Wracając do interesów masz czas do jutra inaczej twoja kobieta i dziecko znajdzie się w niemiłej sytuacji, której na pewno się jej nie spodoba. -Widzimy jak spogląda na zegarek na jego ręce i na odchodnym dodaje -Dokładnie za piętnaście minut ten dom stanie w płomieniach więc jeśli nie chcesz stać się kiełbaską na grillu radzę spierdalać z tego miejsca. Czas ucieka...... 

Nagranie się kończy i zostaje tylko czarny ekran. Daniello wybudza mnie z transu i rozkazuje wszystkim jak najszybciej opuścić ten dom. Wybiegamy wszyscy na zewnątrz i minuta po tym wybucha bomba, która rozpierdala całą posesje w drobny pył. Upadamy na ziemie próbując ratować własne życie.    

Będziesz mojaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz