Lucjan
Mamy plan dobrze obmyślany. Moi ludzie są dobrze zorganizowani więc myślę, że wszystko pójdzie jak po maśle. Jedynie co mnie martwi to to, że nie wiemy jak dokładnie wygląda ten Halk. Siedzę w samochodzie z Daniellem i dwoma moimi ochroniarzami w niewielkiej odległości od klubu. Nie chcemy za bardzo rzucać się w oczy. Wpatrujemy się w milczeniu w drzwi baru, gdzie ma przybyć ten cały Halk. Mija szesnasta a dalej nikt nie wchodzi do środka. Martwi mnie ta zwłoka. Ciszę w samochodzie przerywa głośny dźwięk mojego telefonu. Wyciągam go z kieszeni i wpatruje się w nieznany numer. Za zwyczaj nie odbieram nieznanych numerów ale w ostatniej chwili wciskam klawisz przyjmując połączenie
-Słucham
-Pan Terracini? -słyszę obcy głos po drugiej stronie. Jest on dość zdenerwowany przez co zwracam szczególną uwagę na słowa wydobywający się z telefonu
-Tak, z kim rozmawiam?
-Proszę przyjechać szybko do szpitala św. Anny
-Co się stało?
-Proszę przyjechać -facet jeszcze raz powtarza słowa i się rozłącza.
-Kurwa, zmiana planów. Daniello zostań tutaj i wszystkiego dopilnuj a ja muszę jechać do szpitala. Chyba chodzi o Annę.
-Co się dzieje? -pyta mój przyjaciel
-Kurwa nie wiem, ktoś zadzwonił że mam tam przyjechać. Nic więcej nie wiem. Sergio jedziesz ze mną.
-Uważaj, to może być pułapka- ostrzega mnie Daniello
-Będę uważać. Dzwoń po drugi samochód- zwracam się do Sergia.
Jakieś dwadzieścia minut później parkujemy pod szpitalem. Rozglądam się wokoło ale nic podejrzanego nie widzę. Wokół panuje cisza. Kiwam na mojego ochroniarza i wchodzimy do środku. Nie wiem jak mam znaleźć człowieka, który do mnie dzwonił. Chodzimy od jednego korytarza do drugiego ale wokół jest cisza i spokój. Pielęgniarki dziwnie spoglądają w moją stronę ale nikt się do mnie do tej pory nie odezwał. W końcu trafiam na dwoje starszych ludzi, którzy nerwowo chodzą po jednym z korytarzu. Gdy pojawiam się w zasięgu ich wzroku starsza Pani od razu do mnie podbiega i nerwowo pyta
-Pan jest Terracini?
-Zależy kto pyta?
-Chodzi o Annę.
-Co z nią? Co jej zrobiliście? -wkurwiam się nie miłosiernie.
-Nie wiemy co się dzieje, skarżyła się na silny ból brzucha a jak jechaliśmy do szpitala straciła przytomność. Nikt na razie do nas nie wyszedł.
-Jeśli coś się jej stanie albo dziecku zabije was.
-My tylko mieliśmy ją pilnować.
-Kto wam to zlecił?
-Marcello. Ma naszego syna. Nie mieliśmy wyjścia. Proszę pomóż nam tak jak my pomogliśmy twojej narzeczonej. Prosimy cię -starsza kobieta łka przy mnie ale teraz nie mam sił myśleć o czymkolwiek innym niż o mojej dziewczynie. Rozsadza mnie niemiłosierny ból w sercu, że dopuściłem do tej sytuacji. Jeśli jej albo dziecku coś się stanie nigdy sobie tego nie wybaczę.
Przysięgam na Boga, że ten skurwiel oberwie za wszystkie krzywdy, które nam wyrządził. Zajebie go jak psa, będzie konał w męczarniach.
-Panie Terracini, prosimy -moje rozmyślenia przerywa głos tej starej kobiety. Po jej policzkach spływają łzy wielkie jak groch.
-Porozmawiamy później. Teraz ważne jest zdrowie Anny. -kończę rozmowę z nią i odchodzę na bok. Jeśli do pięciu minut nikt nie wyjdzie mnie poinformować o stanie mojej kobiety rozpierdolę ten szpital w mak.
Jak na moje zawołanie drzwi od jednej z sali się otwierają i staje w nich lekarz. Rozgląda się po korytarzu i w końcu się odzywa.
-Kto jest z rodziny panny Anny?
Wyrywam się do przodu i staje na przeciwko lekarza.
-Jestem jej narzeczonym. Co z nią?
Lekarz od razu mnie rozpoznaje. Przekazuje dużo pieniędzy na ten szpital więc moje nazwisko jest wszystkim dobrze znane.
-Pan Terracini? A więc Pańska narzeczona przyjechała do nas w stanie ciężkim. Pojawił się krwotok ale zdołaliśmy go zatamować. Jeszcze nie odzyskała przytomności ale myślę, że lada moment powinna się obudzić. Potrzebuje teraz dużo odpoczywać i przede wszystkim mniej stresu.
-A dziecko?
-Udało się nam go uratować. Niestety ciąża jest zagrożona więc pańska narzeczona musi do końca ciąży dużo leżeć i brać środki na podtrzymanie ciąży. Tak jak mówiłem mniej stresu a dużo odpoczynku.
-Mogę ją zobaczyć?
-Nalegałbym żeby na na razie......
Ale nie dało mu było dokończyć bo i tak wyrywam się do przodu. Mijam drzwi przez które wyszedł lekarz i podchodzę do łóżka na którym śpi moja dziewczyna. Wygląda na tak kruchą.
-
CZYTASZ
Będziesz moja
RomanceOna-zwykła dziewczyna, mająca na utrzymaniu chorą mamę i młodszą siostrzyczkę. On-bogaty biznesmen, zajmujący się nielegalnymi interesami. Czy przypadkowo poznana kobieta aż tak zawróci mu w głowie, że postanowi zrobić wszystko żeby ją zdobyć? Czy i...
