Diana pov's
Czułam się dziwnie. Zamiast zmierzać standardową drogą do biura Mercy, szłam zupełnie w inną stronę do biura samego Victora Lerlaine.
Oficjalnie mogłam powiedzieć, że tam pracuje.
O mój boże.
Szczerze po tej rozmowie byłam ostro skołowana. Sama nie wiedziałam co o tym sądzić, nie spodziewałam się tej wizyty, bo przecież jeszcze godzinę przed tym mówił mi zupełnie co innego.
Tak naprawdę, gdyby nie ten blog napewno już bym tam nie wróciła, a co dopiero pracowała.
Po drodze zahaczyłam o kawiarnie biorąc standardową latte. Pogoda w Paryżu potrafiła być rożna, jednak dziś zdecydowanie ładna nie była, cóż napewno nie na mój cienki błękitny sweterek, na który nałożyłam jedynie płaszcz. W dodatku, wiał mocny wiatr, który rozwiewał moje włosy we wszystkie strony świata przez co wiele razy musiałam wygrzebywać kosmyki z ust, bo przyklejały mi się do błyszczyka.
Cicho westchnęłam gdy znalazłam się pod odpowiednim wejściem.
Weszłam do środka witając się z kobietą za biurkiem i pewnie ruszyłam do windy. Wybrałam odpowiedni przycisk i ruszyłam.
Po wyjściu udałam się do biurka gdzie widniało moje imię i nazwisko. Uśmiechnęłam się pod nosem ściągając płaszcz, powiesiłam go na małym wieszaku i usiadłam na wygodny fotel. Chwyciłam swoją teczkę wyciągając dokładne rozplanowanie wszystkie co zawarłam w artykule.
– Ty jesteś Diana? – nagle usłyszałam cichy głos, spojrzałam w bok gdzie stała blond włosa kobieta, która posyłała mi ciepły uśmiech. Pokiwałam niepewnie głową na co ta wyciągnęła ku mnie rękę. - Melisa jestem.
Uścisnęłam jej dłoń odwzajemniajc uśmiech.
– Jakbyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy jestem obok. Pan Victor mówił, że masz napisać listę zakupów na wystrój wybiegu i napisać dokładny opis stylizacji – wytłumaczyła na co pokiwałam głową cicho dziękując.
Wydawała sie naprawdę miła.
Odpaliłam laptop i zaczęłam tworzyć listę.
***
Spojrzałam na zegarek, dochodziła szesnasta a ja powoli kończyłam opis każdej ze stylizacji. Było to trochę trudniejsze niż myślałam, na moim blogu pisałam ogólnie a nie szczegółowo, a tu jednak musiałam się bardziej postarać.
Jeszcze w piątek powiedziałabym, że miałam Victora za inspiracje. Zawsze lubiłam czytać jego wypowiedzi w wywiadach, mówił tak swobodnie i przyjemnie...a teraz mam ochotę wylać na niego wrzątek.
Nie sądziłam, że okaże się tak zapatrzony w siebie.
Dlatego rozśmieszyło mnie to kiedy stanął w moim mieszkaniu i poprosił o pomoc.
Jak się dowiedziałam Victor wcale nie jest lubiany w branży, prawda jest wysoko postawionym projektantem ale niżej postawionym kolegą.
– Panno Davis? – usłyszałam głos obok siebie przez co spojrzałam na mężczyznę przede mną. O wilku mowa. – Idziemy na lunch.
– Nie jestem głodna ale dziękuje za propozycje – uśmiechnęłam się tak szeroko na tyle ile mogłam, po czym znowu wróciłam do pisania.
– To nie było pytanie – powiedział a ja jedynie prychnęłam.
– Nie może mi Pan rozkazywać – powiedziałam z wyrzutem.
– W zasadzie to mogę...płace Pani za to. – wzruszył ramionami.
Co za...
– Może się Pan wypchać.
– Słownictwo panno Davis – skarcił mnie przez co uniosłam na niego wzrok marszcząc lekko brwi. Przymknęłam powieki biorąc głęboki wdech.
– Nie pójdę z Pananem na lunch, a teraz do widzenia i życzę smacznego.
Wywrócił oczami już więcej się ze mną nie kłócąc i wyszedł. Był ode mnie starszy o jedyne pięć lat a rządził sie jak mój ojciec.
Wróciłam do kontunacji pisania. Zostało mi ostatnie zdanie.
Dokończyłam je, zapisałam i w końcu zamknęłam laptopa odchylając się na krześle.
– Dowidzenia, Diano! – zerknęłam na Melisę, która machała w moją stronę, również uniosłam dłoń i jej odmachałam nie siląc się na słowa.
Zaczęłam robić porządek na biurku, wszyscy z tego pomieszczenia już dawno byli w domu, a ja jeszcze siedziałam przed biurkiem. Wszystko ładnie ułożyłam do teczki by wszystko było przygotowane na jutro.
Spakowałam wszystko i gdy ju miałam wstawać drzwi windy rozchwylily się a zza nich wyszedł Victor.
W ręce trzymał reklamówkę i powoli zmierzał w moją stronę. Spojrzał na mnie a jego usta wykrzywiły się w głupim uśmiechu.
– Panno Davis mam dla Pani lunch – powiedział spokojniej podchodząc bliżej. Odrazu poczułam mocny zapach jego perfum.
– Dziękuję bardzo ale będę się już zbierać – mruknęłam do niego. – ale jeszcze raz dzięku...
– Mam spaghetti – przerwał mi a ja wstrzymałam ubieranie się.
– Chce mnie Pan przekupić? To jakiś podstęp?
– Nie po prostu nie chce żeby chodziła Pani głodna.
Westchnęłam poddając się. Usiadłam spowrotem na miejsce wyciągając dłoń ku reklamówce.
Wyciągnęłam makaron i widelec. Obok mnie usiadł chłopak biorąc swoje jedzienie.
– Więc gdzie pracowałaś wcześniej? – spytał i chyba uznał, że skoro nikogo nie ma obok i rozmawiamy jak dwójka normalnych ludzi to darujemy sobie formalności.
– A biurze Mercy La Mettrie. Pracowałam tam pół roku – zaśmiałam się gdy przypomniałam sobie jak bardzo błagałam ją o tą prace. – A jak to się stało, że jesteś jednym z wyżej postawionych projektantów, przecież masz dopiero dwadzieścia pięć...
– Dwadzieścia sześć – poprawił mnie. – Kiedy rodzice zmarli zostałem zmuszony do prowadzenia ich biznesu. Jestem młody i wysoko postawiony ale tylko i wyłącznie dlatego, że posiadam nazwisko ojca i matki oraz całe ich imperium.
– Rozumiem, napewno nie było to łatwe...
– Fakt, nie było.
Chwile milczeliśmy zajadając się swoim jedzeniem. Kiedy dokończyłam spojrzałam na towarzysza obok, który zapatrzon był w punkt przed sobą.
Tym razem jego czarne włosy zaczesane były bardziej do tyłu co dodawało elegancji, biała koszula wsunięta była w czarne spodnie. Jego oczy nie biły teraz takim chłodem jak wcześniej a dziwnym spokojem. Wydawało mi się, że właśnie widziałam innego człowieka. Zawsze gdy widziałam go na różnych stronach chodził spięty i zazwyczaj się nie uśmiechał. Teraz był zupełnie wyluzowany, jakby na chwile zdjął maskę, którą codziennie zakłada.
W pewnym momencie musiał poczuł, że mu się przyglądam, bo zwrócił głowę w moją stronę a nasze oczy się spotkały. Poczułam suchość w gardle gdy spojrzałam w jego ciemne zielone oczy. Przełknęłam cicho ślinę by ukryć lekkie zdenerwowanie. Jego oczy były takie puste i wyprane z jakichkolwiek emocji.
Był dla mnie tak ogromną zagadką...
Przymknęłam powieki spuszczając wzrok na swoje dłonie. Zaśmiałam się nerwowo znów go podnosząc. Nadal wpatrywał się we mnie a jego oczy wypalały mi skórę.
Wstałam chwytając za swój płaszcz.
– Dziękuje za lunch – szepnęłam cicho uśmiechając się delikatnie – Dobranoc Victorze.
Nie czekając na odpowiedz ruszyłam ku windzie.
***
I jak się podoba?
CZYTASZ
The missing piece
RomanceDiana Davis od dwóch lat zamieszkuje słoneczny Paryż. Oderwała się od bolesnej przeszłości i spełnia marzenia. Dziewczyna pracuje jako asystentka w biurze modowym, lecz kiedy dostaje oficjalne zaproszenie na gale gdzie miał pojawić się sam Victor L...
