Diana pov's
W biurze następnego dnia wszystko wyglądało inaczej niż w mojej głowie przez ostatnie godziny.
Nie było tam miejsca na chaos, który nosiłam w sobie od rana. Świat poza mną działał bez zająknięcia — jakby nic się nie wydarzyło, jakby nic nie miało się wydarzyć.
Ludzie rozmawiali półgłosem, przesuwali krzesła, stawiali kubki na stołach. W powietrzu unosił się zapach kawy i papieru, a klimatyzacja pracowała jednostajnie, prawie hipnotycznie.
Siedziałam przy dużym stole konferencyjnym, otoczona szkicami, materiałami i planami scenografii. Długopis obracał mi się między palcami, chociaż nic nie notowałam od dobrych kilku minut.
Po prostu patrzyłam.
I czekałam, aż mózg przestanie analizować wszystko naraz.
— Dekoracje przyjadą w przyszłym tygodniu. — Destiny oparła marker o tablicę i odetchnęła cicho, poprawiając włosy za ucho. Jej głos był pewny, ale zmęczenie i tak było w nim słychać. — Wtedy zaczynamy montaż.
— Kreacje są już gotowe. — Walery przesunęła palcem po liście, po czym wypuściła powietrze przez nos. — Wszystko posegregowane według wyjść. Nic się nie miesza.
Skinęłam głową, choć w środku miałam wrażenie, że „nic się nie miesza" to najbardziej optymistyczne zdanie, jakie słyszałam od tygodnia.
— Dobra... — mruknęłam bardziej do siebie niż do nich, prostując się powoli na krześle. — Czyli wszystko musi działać.
Brunet siedzący naprzeciwko mnie prychnął cicho i odchylił się na oparcie krzesła, przeciągając dłonią po karku.
— „Musi działać" — powtórzył z lekkim rozbawieniem. — Ulubione słowa ludzi, którzy jeszcze nie poznali prawdziwego znaczenia słowa „katastrofa".
Kilka osób parsknęło śmiechem.
Ja nie.
Bo gdzieś w środku dokładnie to czułam — że wszystko jest tylko chwilowo poukładane.
Odetchnęłam powoli, opuszczając wzrok na notatki. Papier lekko drżał, kiedy przesuwałam po nim palcem.
Victor jeszcze się nie pojawił na spotkaniu.
Ale jego obecność i tak wisiała nad całym piętrem jak napięcie przed burzą.
—
Popołudnie zaczęło się rozlewać po biurze wolniej, ciężej.
Światło zza ogromnych okien zrobiło się bardziej miękkie, złamane przez chmury. Ludzie stopniowo znikali z open space'u, rozmowy cichły, aż zostało tylko rytmiczne klikanie klawiatur i cichy szum miasta za szkłem.
Zostałam sama przy swoim biurku.
Szkicowałam.
Linia. Przerwa. Korekta. Wymazanie.
I znowu od początku.
Westchnęłam cicho, opierając skroń o dłoń. Przez chwilę zamknęłam oczy — tylko na sekundę, tylko żeby złapać oddech.
Nie zdążyłam nawet dobrze się rozluźnić.
— Pracownicy raczej nie śpią w pracy.
Otworzyłam oczy natychmiast.
Głos był niski. Spokojny. Zbyt spokojny, jak zawsze.
Victor stał kilka kroków od mojego biurka.
Jedna ręka w kieszeni spodni, druga luźno opuszczona wzdłuż ciała. Nie wyglądał jak ktoś, kto właśnie wszedł — raczej jak ktoś, kto od początku tu był i dopiero teraz postanowił się ujawnić.
CZYTASZ
The missing piece [ W POPRAWKACH]
RomanceDiana Davis od czterech lat żyje w Paryżu - mieście, które miało być jej nowym początkiem i ucieczką od przeszłości, która wciąż czasem daje o sobie znać. Na co dzień pracuje w prestiżowym biurze modowym, krok po kroku budując życie, o jakim kiedyś...
![The missing piece [ W POPRAWKACH]](https://img.wattpad.com/cover/264941666-64-k233591.jpg)