Od poznania tajemnicy Nuntius przez nastolatków minęło kilka tygodni. Lance i Keith obserwowali otoczenie, ale jak na złość nic się nie działo. Nikt nie zachowywał się podejrzanie albo robił to tak skrycie, że tego nie zauważyli.
Koreańczyk widział, jak entuzjazm Latynosa gaśnie z dnia na dzień. Z jednej strony chciał mu przypomnieć o powadze sytuacji niezależnie czy miał to zrobić dyplomatycznie czy fizycznie, ale z drugiej strony rozumiał go.
- Widziałeś? - zapytał pewnego dnia Lance, siadając obok Keitha.
- Hm? - wydobył z siebie Keith, jednocześnie próbując napić się wody.
- Spójrz na tunel.
Chłopak spojrzał w tył, w miejscu, gdzie poprzednio widział z przyjaciółmi podejrzanych mężczyzn. Teraz przy tunelu kręcił się Shiro i dwóch nieznajomych, którzy oceniali zapewne swoje dzieło - wejście zostało dokładnie zakryte czymś w rodzaju ogromnych metalowych drzwi.
Koreańczyk zmarszczył czoło.
- Czyli oznacza to jedno - nasze śledztwo dobiegło końca. - stwierdził Latynos. Keith nie był w stanie stwierdzić, czy powiedział to z ulgą czy z żalem.
- Błagam cię, podobno ci ludzie zostali pokonani przez Penetrantów kilka lat temu, a teraz jak gdyby nic się nie stało wchodzą na ich teren. Nadal są niebezpieczni.
- Ale raczej nie umieją przechodzić przez ściany. Szczególnie takie metalowe.
Keith wzruszył ramionami.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale prawdopodobnie mają tutaj szpiegów.
- Daj spokój, Keith. To nie ma sensu.
Koreańczyk odłożył butelkę i westchnął.
Może ma rację, a on za bardzo zatracił się w myśli, że odkrył coś niebezpiecznego?
- Wróćmy do treningu.
***
Przez resztę dnia Latynos nie mógł się pogodzić z myślą, że tak łatwo zmarnował tyle tygodni na czekanie na coś niemożliwego.
Okej, jacyś goście wdarli się na teren - super, może się zgubili.
Zostawili jakąś głupią karteczkę z klonem - no zdarza się.
Shiro zapisał, że ktoś w grupie może być szpiegiem - cóż, chłop nie czuje się za dobrze ostatnimi czasy, może ma jakieś urojenia.
Dlaczego aż tak spanikował?
Chłopak pokręcił głową, po czym podparł ją dłońmi.
To wszystko wina Keitha.
Gdyby tam tego dnia nie pobiegł w tam to miejsce i nie zobaczył tych Nun coś tam, to wszystko było by w porządku.
A idąc tym tropem, gdyby go nie umieścił w szpitalu pierwszego dnia, nie było by problemu i mógłby sobie sam wybrać lepszego partnera do ćwiczeń. Connor świetnie się do tego nadaje.
Ale niee, musiał mu się trafić Keith.
Okej, to prawda, że przez te całe ich poszukiwania czy śledztwo poprawili swoją relację. Trochę. Nie wydawał się już taki irytujący, a nawet dawał się polubić. Do teraz.
Gdyby nie ta cholerna obietnica, nigdy by tutaj nie trafił.
- Lance? - z myśli wyrwał go głos Allury. Kobieta stała przed nim, przyglądając mu się początkowo z zawiedzioną miną.
No tak. Zajęcia.
- Przepraszam, ja.... - powiedział cicho Lance, natychmiast doprowadzając się do porządku. Nadal czuł na sobie wzrok nauczycielki. Podniósł wzrok i przez dobrą chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Ee, czy mam coś na twarzy? - zapytał chłopak, kiedy ten nietypowy konkurs gapienia się zrobił się mocno niezręczny.
Allura pokręciła głową i zamrugała, jakby ktoś ją wybudził z jakiejś dziwnej hipnozy. Przez jej twarz przeszło zmartwienie, które potem zmieniło się na jej codzienny uśmiech.
CZYTASZ
Penetranci| Klance
RandomPenetranci to grupa specjalna, która przechwyca ważne dla kraju informacje. Keith Kogane, porywczy dwudziestolatek, po długich przygotowaniach trafia do Penetrantów. Lance McClain, nastolatek, który kontynuuje tradycje w swojej rodzinie. Pomimo pocz...
