Rozdział V

282 23 3
                                        

Keith dobiegł do najwyższej skały i stanął gwałtownie. O mały włos nie wbiegłby prosto w przepaść.

Spojrzał w dół, jednak na początku nie zauważył niczego wartego uwagi. Skały, w większości ususzone rośliny, jakieś małe drzewka i ... zaraz chwila. Wejście do jakiegoś tunelu?
Chłopak ukucnął, mając nadzieję, że dzięki temu będzie mógł dostrzec coś więcej. Tak, teraz widział, że za kratami jest jakiś tunel.

Ale w takim razie... gdzie on prowadzi? Może to jakieś tajne przejście?

Nawet nie zdążył odpowiedzieć sobie na te pytania, kiedy nagle kraty się otworzyły i ktoś z nich wyszedł.

Keith zmrużył oczy.
Kim do cholery są ci goście?

- Co... ty... do... cholery... - wydusił z siebie Lance, kiedy wreszcie dobiegł do chłopaka.

- Ciśś. – odpowiedział Koreańczyk, nic nie dodając. Latynos spojrzał na niego zdziwiony, ale również przykucnął i spojrzał w dół.

Przy małej dziurze między górami stało dwóch mężczyzn. Wyglądali na o wiele starszych od nastolatków. Mieli na sobie wręcz eleganckie ubranie, a ich długie włosy były uwiązane w kucyka.

- Co oni tutaj robią? – zastanowił się głośno brunet.

- Kim są ci goście w ogóle? – odezwał się nagle ktoś obok.

Lance podskoczył i o mało nie wpadł w krzaki obok. Keith wytrzeszczył oczy na właściciela głosu, który okazał się Hunkiem.

- Co ty tutaj robisz?! – zapytał Latynos, podnosząc się z ziemi i znowu przykucając.

- Poszedłem za wami!

- Po jaką cholerę?!

- A jakby ktoś z was spadł?! Albo nie wiem...

- Czy ty nie masz przypadkiem jakiś zajęć?!

- Skończyliśmy wcześniej!

- Czy możecie być cicho chociaż przez chwilę?! – wtrącił się Keith. Kiedy nastolatkowie ucichli, podziękował i spojrzał w dół. Lance i Hunk zrobili to samo.

Mężczyźni rozmawiali jeszcze chwilę. Jeden z nich skrzyżował ręce na klatce piersiowej, a drugi, gestykulując, wskazywał na ośrodek.

- Ciekawe o czym rozmawiają. – przerwał ciszę Hunk.

Keith tylko ciężko westchnął.

- Nie mam pojęcia. Ale coś mi tu nie pasuje.

- No cóż, to chyba znak, żeby stąd spadać, nie sądzicie? – Latynos się podniósł, na co Hunk energicznie pokiwał głową, zgadzając się na plan chłopaka. – Chodźmy stąd.

- Jak chcesz, to idź. – wtrącił Koreańczyk.

Lance przeklął pod nosem i przykucnął.

Jeden z mężczyzn pokiwał głową i spojrzał w górę, na co nastolatkowie natychmiast się cofnęli.

Odczekali moment i znów spojrzeli w dół. Mężczyzn już nie było.

- I co teraz? – Latynos spojrzał na Koreańczyka. Widząc jego skupienie i zmarszczone brwi, domyślał się najgorszego. – O, nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl.

- Przecież nie mówię, żebyście szli ze mną. – powiedział Keith, wstając.

- Ale...

- Wracajcie do ośrodka, skoro się boicie. – odpowiedział, już biegnąc na dół.

- Właściwie to nie jest taki zły pomysł... - wtrącił Hunk, patrząc z nadzieją na Latynosa.

- Cholera. – przeklął Lance, zaczynając biec za Koreańczykiem.

- No chyba sobie żartujesz... - chłopak pokręcił głową i spojrzał tęsknie na ośrodek. Westchnął ciężko i ruszył za swoimi towarzyszami. Zanim dotarł do celu, nastolatkowie już rozglądali się po miejscu.

Penetranci| KlanceOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz