Lance musiał wyjść i pozbierać myśli. Był zdezorientowany. Mocno zdezorientowany.
Nie wiedział, co myśleć. Keith wydawał się... cóż, dupkiem. Za każdym razem, kiedy myślał, że może go uznać za przyjaciela, on dawał do zrozumienia, że nie chce przyjaźni. A ten pocałunek? Cholera. Nadal próbuje rozszyfrować jego rozumowanie i nijak mu to nie wychodzi.
Gdyby tylko mógł z nim porozmawiać, wyjaśnić co tak właściwie się dzieje. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
Latynos westchnął ciężko i pokręcił głową. Odkręcił wodę w kranie i przepłukał twarz.
Kiedy wrócił do pokoju, Keith wyglądał, jakby już zasnął. Po cichu zamknął drzwi, przekręcając w zamku klucz. Odłożył go na komodę i wgramolił się do śpiwora. Jak najciszej jak mógł przekręcił się na bok, w nadziei, że uda mu się szybko zasnąć.
- Lance? - usłyszał nagle głos przyjaciela.
- Mhmm?
- Masz chwilę?
Latynos usiadł i spojrzał w stronę Keith'a. Tam ten również usiadł i pomimo tego, że panowała ciemność, był prawie pewny, że patrzy prosto na niego. Jego głos nie brzmiał tak jak brzmiał zazwyczaj. Coś w nim pękło. A Lance chciał zrozumieć co.
- Pewnie. - powiedział, układając się w wygodniejszej pozycji. - Co tam?
- Nie było by ci wygodniej, gdybyś tutaj przyszedł?
- Hm, może. - Latynos wstał i przysiadł obok Koreańczyka.
Zapanowała chwilowa cisza, jednak chłopakowi to nie przeszkadzało. Nie czuł potrzeby mówienia. Cierpliwie czekał, aż Keith coś powie.
- Nie jestem zbyt dobry w mówieniu o uczuciach. - zaczął.
Prawie wyrwała mu się kąśliwa uwaga, ale powstrzymał się.
- Chyba nikt nie jest. Po prostu powiedz, co ci leży na sercu.
- Właśnie w tym problem, że nie jestem pewien. I nawet nie wiem jak zacząć.
- Zacznij od czego chcesz. Od najprostszej rzeczy.
Keith wziął głęboki wdech. Po chwili wypuścił powietrze. Niby taka prosta czynność, ale Lance wyczuł, że chłopak się czymś denerwuje. Poczuł nagle potrzebę wymyślenia sposobu, jak mu pomóc. Tylko jak, skoro wszystko co robią, tylko komplikuje ich relację?
- Denerwujesz się.
- Wcale nie.
- Mhm.
- No dobra, może, ale po prostu...
- Po prostu co?
Koreańczyk przeklął pod nosem.
- Nieważne, po prostu o tym zapomnijmy, okej? Dobranoc.
- Ej, ej. Nie po to wstawałem, żebyś teraz mógł sobie rezygnować. Powiedziałeś A, teraz powiedz B.
- B. Dobranoc.
- Keith... Odważyłeś się poprosić o rozmowę. Wiem, że mówienie o uczuciach jest trudne i doceniam to, że chciałeś ze mną porozmawiać. Nie będę cię do niczego zmuszał.
- W porządku. Po prostu... To, co czuję jest skomplikowane. A szczególnie to, co do ciebie czuję. To prawda, że cię lubię. W jakimś sensie uznaję cię za przyjaciela. Ale też nie wiem jak to mieć przyjaciół. Takich wiesz, powiedzmy, że prawdziwych. A co dopiero takiego przyjaciela jak ty. Wiem, że zawaliłem sprawę przy tym całym pocałunku i szczerze mówiąc nie wiem jaką logiką się wtedy kierowałem. Szczerze mówiąc moja logika często nie ma logiki, więc... tak. Przepraszam, że tak wyszło. I przepraszam, że mówię to dopiero teraz, po tylu tygodniach. Chciałbym.... chciałbym utrzymać naszą relację. Czymkolwiek ona jest.
- W porządku, Keith. - uśmiechnął się delikatnie Lance.
- Przepraszam za tę mapę. Dziwnie wyszło. Po prostu... nie wiem jak z tobą rozmawiać.
- To znaczy?
- Wydaje mi się, że kiedy się nie kłócimy... albo nie droczymy się ze sobą to nie mamy kontaktu. Albo jest dziwny. Albo ja cię całuje w momencie paniki. Więc nie wiem... może specjalnie się czegoś czepiam? Nie wiem, to głupie.
- Wcale nie. Chyba każdy na jakiś sposób okazuje uczucia. Nasza metoda na pokazywanie ich może wydawać się... specyficzna, ale tak już jest.
Keith pokiwał głową.
"Specyficzna" to bardzo dobre określenie na ich relację.
- Niemniej jednak cieszę się, że poruszyłeś ten temat. - Koreańczyk poczuł na sobie wzrok towarzysza. Spojrzał w jego stronę, gdzie natrafił na jego błękitne oczy. - Szczerze mówiąc ta sprawa mnie męczyła od jakiegoś czasu.
- Och, więc... co teraz myślisz?
Latynos wzruszył ramionami.
- Nie jestem pewien.
Między nastolatkami zapadła chwilowa cisza, jednak serce Keith'a zaczęło bić szybciej.
- Może w pewnym momencie, szczególnie po tym pocałunku, miałem małą nadzieję, że to było na serio. W sensie wiesz... - Kubańczyk przerwał i zaśmiał się niezręcznie. - Nie będę ukrywał. Być może poczułem do ciebie coś więcej.
- Coś więcej?
- Tak jakby. Ale jeżeli nie jesteś gotowy na tę rozmowę, nie będę cię zmuszał. Po prostu... lepiej to powiedzieć.
Latynos pokiwał głową.
Doceniał szczerość, to prawda, jakkolwiek poplątana była, ale w tym momencie czuł, jakby jedna sprawa została rozwiązana, a na jej miejsce przybyła nowa.
- Tak, chyba nie jestem gotowy, żeby ci odpowiedzieć. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. - powiedział przyjaciel cicho.
Nie powinien oczekiwać odpowiedzi natychmiast. Sam nie był pewien co robić w takiej sytuacji.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś. - na twarzy Lance'a pojawił się delikatny uśmiech.
- Nie ma sprawy. - stwierdził Koreańczyk, spoglądając na rozmówcę. - Chyba.
Lance zaśmiał się lekko, co trochę zaskoczyło towarzysza, ale po chwili uśmiechnął się. Nie wiedząc czemu, zauważył, jak melodyczny był jego śmiech i jak bardzo chciałby usłyszeć go jeszcze raz.
- No dobra. - zaczął Latynos, podnosząc się z łóżka. - Chyba czas spać, nie sądzisz?
- Będziesz spał na podłodze?
- No tak.
- Mógłbyś... no wiesz...
- Keith, mógłbyś najpierw mi postawić kolację. - chłopak zaśmiał się.
Musiał chwilę pomyśleć, za nim doszło do niego co tak właściwie znaczyło to stwierdzenie.
- Nie to miałem na myśli. - powiedział lekko zawstydzony.
Odpowiedzią był tylko śmiech towarzysza.
- Dobranoc Keith. - powiedział, gdy ułożył się do snu na podłodze.
- Dobranoc Lance. - odpowiedział Koreańczyk, przykrywając się kołdrą jak najwyżej jak mógł.
Czuł się lekko zażenowany, ale też szczęśliwy, a ten przeklęty rumieniec nie chciał zejść z jego twarzy. Nie miał za wiele doświadczenia z relacjami, ciekawiło go, czy Lance jakieś miał. Zapewne tak, przy takiej osobowości... Czym się zajmuje jego głowa, tego już nie wiedział kompletnie. Wiedział jedno - mimowolnie się uśmiecha.
Lance przekręcił się na drugą stronę i westchnął cicho.
Nie był całkiem zaskoczony wyznaniem Keith'a, nawet nie wiedział czemu. Ale najważniejsze: co on tak naprawdę czuł do chłopaka? Czy też go lubi jako coś więcej czy tylko jako przyjaciela? Nie może ukryć, że ten mały żarcik, który rzucił przed chwilą wywołał u chłopaka zawstydzenie, co nawet uznał za urocze. Mógłby się do tego przyzwyczaić. Może nawet to mu przynieść przyjemność. Automatycznie podniósł kąciki ust do góry.
CZYTASZ
Penetranci| Klance
RandomPenetranci to grupa specjalna, która przechwyca ważne dla kraju informacje. Keith Kogane, porywczy dwudziestolatek, po długich przygotowaniach trafia do Penetrantów. Lance McClain, nastolatek, który kontynuuje tradycje w swojej rodzinie. Pomimo pocz...
