Rozdział XV

230 11 3
                                        

Po szybkiej akcji opatrzenia zagubionej dwójki przy pomocy kilku ochotników z grupy Meg, Lance i Keith odprowadzili ich na drogę, gdzie mogli bezpiecznie dotrzeć do domu.

- To było interesujące. - podsumował Keith, kiedy wracali do Ośrodka. Zaprowadzenie ich dalej od obozu było idealnym pomysłem, niestety jednak bardzo męczącym.

- Oj tak. - zaśmiał się Latynos.

- Wiesz co? - zaczął chłopak po chwili ciszy. Towarzysz spojrzał na niego, oczekując kontynuacji wywodu. - Nie spodziewałem się po tobie takich umiejętności. To było... imponujące.

- Czasem mam przebłyski geniuszu. - odpowiedział, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. - I heroizmu też.

- Oho. Widziałem, widziałem. Ta dziewczyna nie chciała cię puścić. - skomentował Koreańczyk.

- Cóż... w końcu uratowałem jej życie, nie?

- Oczywiście.

- Ale ty też się świetnie spisałeś!

- Tsa, z pomocą Jasona, gdzie on w sumie odwalił większość roboty. 

- Ale ten gościu ci tak wylewnie dziękował! - powiedział Lance, a Keith tylko przewrócił oczami.

 To nie jemu należały się podziękowania. Miał wrażenie, jakby trochę tracił pewność siebie, widząc, że jego umiejętności nie były zawsze wystarczające.

Westchnął cicho.

Między nastolatkami nastała cisza, przerywana jedynie szumem wiatru i szelestem pożółkłych już liści.

- A więc masz coś do jasnowłosych, hm? - zagonił Keith, czując, że jak nie będą kontynuować rozmowy, to pogrąży się w swoich myślach.

Lance prychnął śmiechem.

- Słucham? - zapytał, patrząc na chłopaka zaskoczony. - Skąd takie przypuszczenia?

- Najpierw Allura, potem Nyma...

- O rany, Keith, daj spokój. - Latynos pokręcił głową. - Nie, nie jest w moim typie.

- Jaki jest twój typ w takim razie? - zapytał Keith, próbując zabrzmieć swobodnie. Być może ten temat poszedł za daleko niż myślał, ale... był ciekawy. Chciał lepiej poznać chłopaka i wiedzieć, czy ma jakiekolwiek, najmniejsze...

- A ja wiem. - Lance wzruszył ramionami. - Mam może jakiś, ale... to skomplikowane. Myślę, że dla mnie bardziej liczy się charakter niż jasne włosy, brązowe oczy czy sam nie wiem... A jaki jest twój?

Koreańczyk obawiał się tego pytania, ale wiedział, że w końcu nadejdzie.

- Nie szukam teraz miłości. Jakoś nigdy nie szukałem. - powiedział chłopak i ugryzł się w język, zanim dodał coś jeszcze.

- Och. Rozumiem. - odpowiedział Latynos. Wydawał się rozczarowany.

Obydwaj pochłonięci w swoich myślach dotarli po chwili do Ośrodka. Było na tyle późno, że ich trening zakończył się po zaledwie pół godziny, co spotkało się z rozczarowaniem Keith'a. Pocieszał się jednak myślą, że po przerwie obiadowej spotkają się z Shiro, który może im rozjaśni sprawę. Chociaż patrząc na ich ostatnie rozmowy, nie zapowiadało się zbyt dobrze.

Koreańczyk oznajmił, że idzie coś zjeść, na co Lance tylko pokiwał głową i skierował się do swojego pokoju. Keith nadal czując lekkie wyrzuty sumienia związanymi z poprzednimi pytaniami dał mu w spokoju odejść, po czym sam skierował się do stolików, gdzie zbierało się już sporo osób.

Penetranci| KlanceOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz