Pomimo wielkich chęci i wspólnego celu, trochę im zajęło przekonanie się do siebie.
Przez pierwsze dni Keith nie mógł się powstrzymać i komentował niektóre błędy towarzysza, które nie pozostawały bez ciętej riposty Lance'a.
- Patrz jak stawiasz nogi, idioto. - rzucił Koreańczyk w czasie treningu.
- Czy to ma aż takie znaczenie? Uczymy się jak kogoś powalić, nie jak tańczyć walca.
Keith prychnął pod nosem.
- Ile razy mam ci mówić, że jak tak staniesz to się wywalisz?!
- A ile razy ja mam ci mówić, że dopiero się uczę?!
- Nie widzisz, że próbuję cię nauczyć?!
- Halo, spokój tam. - odezwał się Jason, który od niedawna obserwował zajście. - Zrobimy zamianę, okej? - trener machnął ręką do Keitha, żeby się odsunął. - Keith, będziesz dzisiaj ćwiczył z Connorem.
- W porządku. - odpowiedział Koreańczyk i podszedł do swojego nowego partnera.
- A co ze mną? - spytał Lance.
Czyżby dostanie naganę za to, jak się zachowuje? To nie jego wina, że dostał go jako partnera.
A w szczególności to nie jest jego wina, że próbuje się do niego zbliżyć, a przynajmniej złagodzić sytuację, a on ciągle go odpycha.
No dobra, może to odrobinkę jego wina. Może za bardzo się stara?
- Lance, będziesz ćwiczyć ze mną. - oznajmił Jason, stając naprzeciwko chłopaka.
Cholera. Ćwiczenia z Jasonem, tym umięśnionym, chodzącym ideałem?
- Um, słucham? Znaczy... jest pan pewien? Widział pan, że no... nie jestem zbyt dobry.
Jason spojrzał na Lance'a i zaśmiał się.
- Spokojnie, możesz mi mówić po imieniu. A poza tym, to nie tak, że nie jesteś dobry. Wierzę, że to potrafisz. No chodź, spróbujemy.
- No dobrze. - Lance wziął głęboki wdech i wydech. Gdy się w miarę uspokoił, przeszedł do nowo poznanego manewru. Trener wyciągnął rękę, jakby chciał zaatakować Latynosa. Chłopak natychmiast złapał go za nadgarstek, pochylił się lekko i zamachnął ręką do tyłu, aby powalić partnera na ziemię.
- No widzisz? Potrafisz! - skomentował z uśmiechem Jason, leżąc na materacu.
Lance patrzył na niego przez chwilę oniemiały.
Naprawdę to zrobił? Powalił własnego trenera?
Otrząsnął się i uśmiechnął, a następnie podał mu rękę, żeby pomóc mu wstać.
- Jeszcze kilkanaście takich sesji i będzie dobrze. - stwierdził Jason i nie czekając na jakąkolwiek reakcję nastolatka, powalił go na materac.
Lance był tak zajęty swoim małym zwycięstwem, że nawet nie zauważył, jak Keith uważnie mu się przygląda.
Może nie jest aż taki zły, jak mu się wydawało.
***
Następne dni minęły bardzo szybko i wreszcie nadszedł ten dzień. Piątek wieczorem.
Nastolatkowie nie odzywali się od siebie od czasu tam tego treningu, dlatego obaj nie byli pewni, czy to wszystko wypali.
W końcu Keith nie wytrzymał i po zajęciach zapukał do drzwi Latynosa.
Niemal natychmiast otworzył i spojrzał zdziwiony na gościa.
- No hej. Nadszedł wielki dzień. - odezwał się w końcu Lance.
- Tak, ja właśnie w tej sprawie.
- Widzę, że też jesteście podekscytowani wielką ucztą! - powiedział Hunk, wpychając się obok Lance'a.
- Och, oczywiście. Nie mogłem się doczekać. - oznajmił Keith, próbując brzmieć na podekscytowanego.
Być może Hunka to przekonało, ale Lance'a to tylko rozśmieszyło, dlatego uśmiechnął się pod nosem.
- No to na co jeszcze czekamy? Chodźmy!
CZYTASZ
Penetranci| Klance
RandomPenetranci to grupa specjalna, która przechwyca ważne dla kraju informacje. Keith Kogane, porywczy dwudziestolatek, po długich przygotowaniach trafia do Penetrantów. Lance McClain, nastolatek, który kontynuuje tradycje w swojej rodzinie. Pomimo pocz...
