Rozdział 12.

12.2K 804 135
                                        

Zostaliśmy w miasteczku do końca dnia. W południe poszłam na cmentarz gdzie leżała moja mama. Przyjeżdżam tu co miesiąc żeby po prostu pogadać sobie do granitowej płyty i poczuć, że nie jestem tu sama. Tym razem przyszedł ze mną Harry. Uparł się, że nie mogę sama uprzątnąć starych kwiatów i świec więc on musi iść żeby zrobić to za mnie.

Usiadłam na ławce i obserwowałam jak sprawianie wkłada puste znicze i suche kwiaty do czarnego worka i zastępuje je nowymi, świeżymi, pięknymi stokrotkami i białymi dużymi zniczami.

- Dziękuje-odpowiedziałam kiedy usiadł obok mnie na ławce.

Mama była dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu, to ona powstrzymywała mnie przed skończeniem ze sobą, wspierała mnie, dbała o mnie, zawsze czułam, że jestem kochana, przynajmniej przez nią. Kiedy odeszła dwa lata temu, wpadłam w taką depresje, że nic nie mogło mi pomóc, straciłam najważniejszą osobę w swoim życiu i nic nie mogło mnie w tedy pocieszyć.

- Wiesz..-odezwałam się nagle-kiedy moja mama umierała, płakała, strasznie płakała-nie wiem dlaczego to mówię, powinnam się zamknąć i do tego nie wracać, obiecałam sobie, że przystopuje-i wiesz dlaczego płakała?-spytałam, a on posłał mi tylko pytające spojrzenie-płakała nie dlatego, że umiera, że odchodzi, płakała bo zostawia mnie samą i boi się, że znowu mogę sobie coś zrobić...-jego oczy potroiły swoje rozmiary, a oddech przyspieszył. Wstał szybko z ławki i ruszył w stronę auta nawet nie patrząc czy za nim idę.

To były chyba najgorsze słowa jakie mogłam mu powiedzieć, cholera dlaczego się nie zamknęłam? Mogłam sobie to darować.

Bez słowa weszłam do auta i zapięłam pasy. Cieszą panowała przez całą drogę i odezwałam się dopiero wtedy kiedy zauważyłam, że przejeżdżamy jego dom i kierujemy się dalej w dół ulicy.

- Harry gdzie jedziemy?-spytałam, ale nie uzyskałam żadnej odpowiedzi..

- Harry do cholery powiedz coś?-zaczęłam się denerwować.

- Spokojnie-odpowiedział cicho-nie denerwuj się nic Ci nie grozi.

- Nie boje się Ciebie, tylko chcę wiedzieć gdzie jedziemy?

- Na łąkę.

- Po co?

- Muszę coś zrobić.

Zaparkował na środku pustego pola i bez słowa wyszedł z auta trzaskając mocno drzwiami.

Spokojnie odpięłam swój pas i równie spokojnie wysiadłam z auta i oparłam się o nie plecami, masując powoli swój brzuch. Harry chodził po wysokiej trawie w tą i z powrotem nawet na mnie nie patrząc, aż w pewnej chwili zatrzymał się i obrócił w moją stronę.

- Nie musisz mi ciągle przypominać co ci zrobiłem-odezwał się spokojnym głębokim głosem-nie musisz ciągle mówić mi jakim jestem skurwysynem, doskonale o tym wiem...ale...ale tym razem przegięłaś, nie mogłaś sobie tego darować?!-krzyknął w moją stronę-musiałaś o niej wspominać, wiesz, że uwielbiałem twoją matkę, musiałaś zniszczyć mojej wspomnienia o niej!!!

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami, chciałam coś powiedzieć, jakoś się bronić, ale z moich ust nie wyleciało żadne słowo-wiem, że chcesz mnie dobić, chcesz sprawić żebym czuł się jak nic nie warte gówno i muszę ci pogratulować, czuje się jeszcze gorzej! Myślisz, że ja nie żałuje tego co się stało? Że nie żałuje każdego pieprzonego dnia tego co ci zrobiłem? Żałuje i będę żałował do końca życia, ale czasu nie cofnę, niestety tego sobie nie kupie. Ty najlepiej wiesz, że się zmieniłem, nie jestem już tym smarkaczem który gnębił cię w szkole, jestem mężczyzną, z krwi i kości, mężczyzną, który kocha Cię całym sercem tak samo jak nasze dziecko i twoja nienawiść do mnie rozbija mnie na milion kawałków...nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ale cholera ja też mam swoje limity i niedługo je przekroczę, a wtedy.

- Wtedy co?-odezwałam się w końcu-czy ty mi grozisz?

- Nie-westchnął przeczesując po raz kolejny swoje włosy-nie grożę Ci, tylko nie mam już pojęcia co mam robić, staram się, opiekuje się tobą, pomagam Ci, a ty robisz wszystko żeby doprowadzić mnie do kolejnego załamania.

- Biedny Harry-odpowiedziałam udając smutek w głosie-nikt Cię nie kocha i nie rozumie co?-spytałam wkurzona, jego słowa był dla mnie jak kubeł zimnej wody, ale też zdenerwowało mnie to co powiedział, robił z siebie pieprzona ofiarę.

- Lena nie przeginaj.

- Nie przeginaj-zaśmiałam się smutno-Harry czy to w ogóle wiesz o czym mówisz, może mam Ci współczuć co? Czy ty myślałeś, że kiedy się spotkamy to ty powiesz zwykłe przepraszam, a ja rzucę Ci się w ramiona i krzyknę kocham Cię!!! Jeśli tak to muszę Cię uświadomić, że życie to nie bajka Harry, chodzi może Ci się tak wydawać, bo masz wszystko o czym może marzyć zwykły człowiek, ja nie zapomnę i ty i to co robisz nic nie zmieni!!!

- Ok jak chcesz-rozłożył bezradnie ręce-wytrzymamy ze sobą do porodu, potem każdy pójdzie w swoją stronę i wszystko będzie jak dawniej.

- Brawo, w końcu to załapałeś-odpowiedziałem ironicznie.

- Obyć tylko tego nie żałowała.

- Tego możesz być pewny-odpowiedziałam podchodząc do niego i przyciskając wskazujący palec do jego klatki piersiowej-wszystko co do tej pory zrobiłam, robiłam po to żeby Cię zniszczyć, poniżyć, upokorzyć i sprawić Ci taki ból jaki czułam przez te trzy lata, kiedy zamieniałeś moje życie w piekło.

- Brawo, udało Ci się-wysyczał pochylając się nade mną.

- Dziękuje-odpowiedziałam uśmiechając się-mam nadzieję, że czujesz chociaż cząstkę tego co czułam ja przez te wszystkie lata.

- Czuje się o wiele gorej-odpowiedział, a w jego głosie doskonale słyszałam smutek i żal.

- I dobrze, zasłużyłeś sobie na to wszystko i dobrze o tym wiesz-zakończyłam spokojnie i odwracając się na pięcie ruszyłam w stronę samochodu.

_____________________________________

Coś czuję że wasza chwilowa sympatia do Leny własnie w tej chwili prysła jak bańka mydlana.Ale dajcie jej jeszcze jedną szansę, proszę...

Dziękuje za wszystkie gwiazdki i komentarze i podzielcie się wrażeniami z tego rozdziału, czekam na wasze opinię ;)

Miłego popołudnia i do następnego :*

Never Yours || H.S.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz