- Hmmm-Lean postukała się po brodzie wpatrując się w menu. Po godzinie spędzonej na łyżwach ostro, ale spokojnie, zażądałem żebyśmy w końcu skończyli te wygłupy. To może ją zmęczyć i zaszkodzić dziecku. Dopiero po pięciu minutach udało mi się ją przekonać, a w dużej mierze przyczyniła się do tego obietnica że pójdziemy do kawiarni na gorącą czekoladę. Więc teraz siedziałem na przeciwko niej i przyglądałem się jej ślicznej buzi. Jest taka piękna, jej zaróżowione policzki jeszcze dodają jej uroku, a czerwony mały nosek powoduje że wygląda jeszcze bardziej słodko i trochę dziecinnie.
Nie mam pojęcia jak można się tak zmienić przez kilka lat, ale wykonała kawał dobrej roboty. Pamiętam ją z liceum, oczywiście, że tak, jak mógł bym zapomnieć kogoś kogo gnębiłem przez tyle lat. Pamiętam jej nijakie ubrania, zawsze związane w kucyk włosy, okulary na nosie, zero makijażu, pryszcze i sporą nadwagę. Byłem młody i strasznie głupi i latałem tylko za krótkimi spódniczkami. Teraz wiem że to wszystko nie ma znaczenia, wyrosłem i stałem się dojrzalszy. Liczy się wnętrze, a nie opakowanie. Ale Lena i to i to ma piękne. Mimo tego jak na mnie patrzy, tej nienawiści którą do mnie czuje, ja nadal ją kocham. I kurwa nie przestane! Zdobędę ją na nowo, nie pozwolę jej tak łatwo odejść. Myślę nawet że już jest lepiej, bo inaczej nie siedziała by na przeciwko mnie i nie machała mi przed oczami ręką...zaraz co?
- Ziemia do Harrego-odezwała się rozbawiona. Och zamyśliłem się za bardzo.
- Sorry, wyłączyłem się na chwilę...więc co zamawiamy?
- Ja chcę-westchnęła głęboko-czekoladę z podwójną bitą śmietaną i wiórkami czekoladowymi, do tego kawałek sernika z polewą truskawkową, babeczkę z jagodami i kawałek tego cudownego, ciasta cytrynowego z podwójnym kremem.
- Och...możesz powtórzyć?-odpowiedziałem tylko, a ona roześmiała się a ja zaraz po niej. Dopiero za trzecim razem załapałem wszystko to co chciała zamówić.
Dla siebie wziąłem czekoladę i kawałek tego sernika co Lena. Przez jakiś czas jedliśmy w milczeniu bo Lena nie mogła oderwać wzroku od ciasta na swoim talerzyku. Przyglądałem się jej nie mogąc się nie uśmiechnąć, jak wzdychała z zachwytu wkładając do ust kolejny kawałek.
- To jest pyszne, tak jak zawsze.
- Często tu przychodziłaś?
- Och, byłam tu w każdą sobotę, przychodziłam po południu, zamawiałam czekoladę i siadałam przy swoim stoliku, otwierałam książkę i czytałam, wychodziłam dopiero kiedy zamykali.
- Też tu przychodziłem...
- Wiem-przerwała mi-wtedy jak najciszej umiałam wymykałam się żebyś mnie nie zauważył, bałam się Ciebie i tego co możesz mi zrobić.
Jej słowa ciągle dzwoniły mi w uszach. Nawet kiedy siedzieliśmy przy kolacji miałem jej twarz przed oczami i to jak mówi, że się mnie bała. Jezu....jakim skurwielem ja byłem? Potworem. Kurewskim potworem. Dlaczego więc tyle osiągnąłem w życiu? Za to co jej zrobiłem, powinienem skończyć w jakiejś melinie ze strzykawką w ręku, a nie mieć wszystko o czym zwykły śmiertelnik może marzyć. Prawie nic nie zjadłem i przez całą kolacje wpatrywałem się w swój pusty talerz nie odzywając się nawet słowem. Po posiłku każdy poszedł w swoją stronę i ja też rzuciłem się na łóżko. Chciałem wyć i krzyczeć z wściekłości, chciało mi się płakać.
- Powinienem zdechnąć-powiedziałem sam do siebie bijąc pięściami poduszkę-jestem potworem...
Nagle zadzwonił mój telefon. Odruchowo, z przyzwyczajenia, sięgnąłem po niego i na wyświetlaczu zauważyłem imię Lena. Jest w pokoju obok więc dlaczego do mnie dzwoni? Coś się stało? Coś z dzieckiem...
Rzuciłem telefon na podłogę i biegiem ruszyłem do pokoju Leny. Wpadłem do niego i zobaczyłem dziewczynę, która na łóżku, spokojnie masuje swój brzuch.
- Coś się stało?-spytałem zdyszany-coś z dzieckiem?
- Ma się dobrze-odpowiedziała spokojnie-a nawet lepiej...
- To dlaczego...
- Podejdź tutaj-przerwała mi.
Bez słowa podszedłem do niej i usiadłem na skraju łóżka. Lena sięgnęła do mojej dłoni i chwyciła ją w swoją o wiele mniejszą i taką delikatną i ciepłą. Kiedy już ją trzymała po prostu przyłożyła ją sobie do brzucha.
- Kopie-powiedziała tylko, a ja poczułem mały prawie niewyczuwalne uderzenia w moją dłoń. Jezu...nigdy nie czułem czegoś takiego. Nie mogę nawet określić jakie uczucia właśnie teraz się we mnie kotłują. Prawie brakuje mi powietrza. Łzy same pociekły mi po twarzy, nie miałem na to żadnego wpływu.
___________________________________________________________
Hej miśki :*
Rozdział wcześniej bo nie ma mnie w weekend. Dziękuje za wszystkie gwiazdki i komentarze, uśmiecham się od ucha do ucha czytając każką waszą notkę, jesteście najlepsze!
Z boku macie zdjęcie Leny jak by ktoś zapomniał jak wygląda. Ładna co?
Miłego wieczorku i do następnego:*
