Rozdział 23.

12.1K 817 47
                                        

Harry


- Pańska żona jest skrajnie wycieńczona-odezwał się lekarz. Nawet nie zaprzątałem sobie głowy żeby poprawić jego błąd. Myślałem, że już po wszystkim, że teraz może być tylko lepiej.

Po tym jak Lena zemdlała, zawołałem lekarza który od razu się nią zajął. Znowu siedziałem na szpitalnym krześle i prawie trzęsłem się ze strachu tak jak jeszcze kilka godzin temu. Tylko tym razem trząsłem się ze strachu o Lene.

- Odżywimy ją, podamy kroplówkę i witaminy i będzie dobrze, proszę się tak nie martwić...

- Czyli to nic poważnego?

- Nie-odpowiedział od razu-to wynik przemęczenia, braku snu i niedożywienia i oczywiście zdenerwowania, co jest zrozumiałe w jej sytuacji.

- Jest przytomna?-spytała moja mama, która stała obok mnie trzymając mnie za rękę.

- Tak, może ją pan zobaczyć.

Lekarz pożegnał się z nami lekkim skinieniem głowy, a ja kiedy tylko zniknął nam z oczyu sam po cichu wszedłem do sali.

Lena leżała na łóżku przeraźliwie blada, przykryta białym prześcieradłem w niebieskiej koszuli nocnej. Do lewej ręki miała podłączony wenflon z kroplówką, która stała tuż przy jej łóżku.

Podsunąłem sobie krzesło i usiadłem obok niej. Uśmiechnęła się senie i spytała.

- Jak Hollie?

- W porządku-odpowiedziałem-śpi i ty też powinnaś.

- Nie mogę-odpowiedziała od razu-za bardzo się martwię.

- Lena...-złapałem jej dłoń i pocałowałem delikatnie-pomyśl przez chwile o sobie i odpocznij. Hollie teraz śpi i na nic się jej nie przydasz taka blada i nieżywa.

- A ty?-spytała.

- Co ja?

- Wcale nie wyglądasz lepiej ode mnie-odpowiedziała przyglądając mi się uważnie. Cóż może to i prawda. Że ostatnio mało sypiam, boli mnie głowa, a spodnie prawie spadają z moich bioder ale co na to poradzę. Nie mogę teraz odlecieć, muszę czuwać przy moich kobietach.

- Czuje się dobrze-odpowiedziałem co po części było prawdą, czuję się o niebo lepiej niż jeszcze dzisiaj rano. Wiedzieć, że zarówno Hollie jak i Lena są bezpieczne i wszystko będzie z nim dobrze działa na mnie jak najlepszy lek.

- Powinieneś się przespać i coś zjeść.

- Martwisz się o mnie?-spytałem patrząc prosto na nią.

- Oczywiście że się martwię-odpowiedziała ściskając moją dłoń.

- Czyli zależy ci na mnie?

- Tak-przyznała cicho.

- Więc wybaczysz mi?-zadałem trzecie i najważniejsze pytanie.

- Już to zrobiłam.


Lena


Hollie wyszła ze szpitala dopiero po dwóch miesiącach. Wszystko było w porządku, jej serduszko działało i wszystkie badania wyszły wyśmienicie. Oczywiście zawsze będzie ten strach, że coś może być nie tak, że to może wrócić ale na razie się tym nie przejmuje, chcę w końcu nacieszyć się swoją córką. Kiedy po raz pierwszy pielęgniarka położyła ją w moich ramionach myślałam, że zwariuję ze szczęścia. Wiedziałam, że nigdy w życiu nie spotka mnie nic tak dobrego jak ta mała istotka zależna i należąca tylko do mnie.

Co do Harrego to normalnie zgłupiał na punkcie Hollie. Po wyjściu ze szpitala od razu przenieśliśmy się do domu na przedmieściach i w zasadzie z niego nie wychodziliśmy. Musieliśmy oboje nacieszyć się Hollie. Harry zatrudnił do pomocy dwie nianie ale praktycznie nie były one potrzebne bo sam prawie nie odstępował Hollie na krok. Spał w jej pokoju, karmił ją, przewijał. Zazwyczaj kiedy zaglądałam do jej pokoju zastawałam go śpiącego na fotelu z otwartą książka na klatce piersiowej. Tym razem nie było inaczej.

Zbliżała się pora karmienia więc zajrzałam do pokoju Hollie żeby ją nakarmić. Miałam mało pokarmu i musiałam sobie pomagać butelką, ale raz dziennie karmiłam ją piersią.

Weszłam cicho do pokoju spodziewając się, że moja córka śpi słodko w sowim łóżeczku. I spała ale nie w łóżeczku tylko na piersi swojego taty. Harry podtrzymywał ją obiema rękami i też drzemał oparty o ramę fotela. Oboje wyglądali tak słodko aż miałam ochotę wrócić po aparat i zrobić im zdjęcie.

Gdyby nie Harry nie wiem jak bym to wszystko wytrzymała. Był przy mnie cały czas, wspierał i pocieszał. Boże on płakał razem ze mną i trząsł się ze strachu o Hallie. Dobrze było czuć go przy sobie, jego silne ramie, jego usta na czole, jego znajomy zapach. On sam był dla mnie ogromnym wsparciem bez, którego nie dała bym sobie rady. To jego pieniądze pozwoliły na przeprowadzenie operacji. To że wtedy zapukał do moich drzwi z perspektywy czasu wydaje mi się najlepszym co mogło mnie spotkać. To pozwoliło mi poznać go na nowo, zobaczyć jakim wspaniałym jest człowiekiem. Jakim opiekuńczym i troskliwym jest mężczyzną. Jakim kochanym i oddanym będzie ojcem. To pozwoliło mi zobaczyć jak podle go traktowałam, jaka była dla niego oschła i nieczuła i chodź nadal uważam, że na to zasłużył to teraz żywię do niego zupełnie uczucia. Czuje wdzięczność, czułość, zaufanie, szacunek i przede wszystkim miłość. Miłość która powoli nieświadomie wkradała się we mnie, która rosła niezauważalnie, a która teraz jest trwała i mocna.


Never Yours || H.S.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz