Blondynka stała na przeciwko Toma, którego wzrok ani na moment nie opuścił jej oczu. Stali właśnie w pokoju rzyczeń, przy biblioteczce wypchanej po brzegi książkami, użądzając sobie własną, prywatną ceremonie ślubną.
I kto by pomyślał, że Sophia tak uparcie skłócona z Tomem przez jego zdradę, niebawem będzie jego żoną?
Bardzo długo rozmyślała nad tym czy to aby na pewno ma sens?
W końcu postanowiła, że skoro i tak mają spędzić reszte życia razem, po co więc się kłucić? I nawet Tom, dziecko stworzone za pomocą amortencji, który przez tyle lat tak niezłomnie wymiana sobie, że nie jest zdolny do pokochania kogokolwiek, pokochał właśnie ją, a co więcej klęknął przed nią prosząc o rękę.
Chłopak, chociaż na swój sposób, okazywał jej swoje uczucia najlepiej jak tylko umiał, nie chcąc jej już nigdy stracić.
Ponieważ pokochał ją i zrozumiał, że życie z uczuciami innymi niż negatywne jest lepsze. I jak kiedyś uważał miłość za słabość, która osłabi go i jego plany, tak teraz uważał, że miłość jest siłą, która jego i jego plany wzmocni.
Dziewczyna uważa za słuszne, aby nie wyprawiać dużego wesela, piec ogromnego tortu i wieszać kolorowe ozdoby wszędzie gdzie popadnie. Nie potrzebowała chucznego wesela z setką gości. Ona tak na prawdę nie potrzebowała go w ogóle. Wystarczył jej on, jeden z głównych powodów jej nieprzespanych nocy, pełnych płaczu, a jednocześnie jeden z głównych powodów jej zdrowia i szczęścia, które w ostatnim czasie nie chciało jej opuścić.
Chciała tą krótką chwilę spędzić bez tłumu wgapających się w nią, odświętnie ubranych ludzi, sam na sam z osobą, którą kocha.
Ich dłonie były ze sobą splecione, tak samo jak ich spojrzenia. Na obu twarzach gościł wesoły uśmiech.
-Ta chwila mi coś przypomina.-zaśmiała się cicho, delikatnie przygryzając dolną wargę.
Dokładnie w tym miejscu złożyli sobie przysięgi, które ich połączyły. Czy miało sens robić to ponownie? Dla nich tak, i choć Tom z początku dość niechętnie, uległ dziewczynie, która twierdziła, że tym razem będzie inaczej i chce, żeby było to właśnie tutaj.
-Tak więc ty zaczynasz moja droga.-odparł, kłaniając się teatralnie.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, podczas której Sophia myślała nad tym co ma powiedzieć. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy na co jedynie ciężko westchnęła.
-Oh czy my na prawdę musimy tak oficjalnie? Nie wiem jak mam to powiedzieć więc powiem w prost. Kocham cię Tom, kocham i mam nadzieje, że to nieprzeminie. Będę z tobą nieważne co postanowisz, bo jesteśmy w tym razem. Będę cię wspierać na ile jest to tylko możliwe i pomagać z tym, z czym będziesz miał problem, bo na tym to polega. Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham Sophio i chce mieć cię przy moim boku do póki, nie rozłączy nas twoja nagła zmiana decyzji lub cokolwiek innego. Kocham cię I postaram się pokazywać ci to na każdym kroku oraz dawać wszystko to co najlepsze, bo na to zasługujesz. Kocham cię I chce być z tobą po wieki wieków.
Po zaróżowionych policzkach dziewczyny spłynęły łzy, które tym razem były spowodowane nadmiarem szczęścia. Tom widząc to, starł je kciukiem, łącząc ich wargi w gorącym, pełnym pasji pocałunku.
Kiedy się już od siebie oderwali, Sophia oparła czoło o jego wyrównując przyśpieszony oddech.
-Więc teraz jestem panią Riddle?-zapytała, z ogromnym uśmiechem na ustach.
-Tak. Jesteś moją, żoną, panią Riddle i czarną panią.-dodał, z równie dużym uśmiechem rozciągniętym na brzoskwiniowych wargach.
-Na zawsze?
-Na zawsze.
~ Koniec ~
Mam nadzieje, że takie zakończenie wam się spodoba i że dotrwaliście do końca.
Dajcie znać co myślicie o tym wszystkim!
Ściskam wasza W!
CZYTASZ
I promise to change | Tom Marvolo Riddle | 18+
Fanfic"Podobno czas leczy rany, lecz ja uważam inaczej. Ponieważ czas nie leczy ran, a jedynie pozwala oswoić się z bólem." Książka jest moim pierwszym opowiadaniem, zawiera wiele nieścisłości, niedomówień oraz błędów zarówno interpunkcyjnych jak i ortogr...