Obudziłam się po siódmej, pierwszą myślą, było to, że Vincent jest naprawdę okropny.
Szczerze go nienawidziłam, spadł na ostatnie miejsce w rankingu.
A propo, atualnie przedstawiał się on tak:
Na pierwszym miejscu był Will, szanował moje granice, ale był mega opiekuńczy.
Na drugim, Dylan, starał się pomóc mi kontrolować emocje i był na każde moje skinienie.
Na trzecim, Shane, zawsze starał się poprawić mi humor.
Na czwartym, Tony. Był taki jak zwykle.
A na piątym, Vince. Był lodowaty, okropny, niewyrozumiały i wszystko co najgorsze. Mimo, że Will starał się go tłumaczyć, wiedziałam, że on też nie rozumiał jego zachowania.
Nie chciałam pokazywać się teraz dla braci, nie chciałam z nimi w ogóle gadać.
Pomyślałam więc, że na spokojnie ogarnę się w pokoju i nie zejdę dopóki mnie nie zawołają.
A zawołać musieli, bo o 11 miałam terapię.
Leżałam jeszcze przez chwilę w łóżku, wstałam przed ósmą.
Wzięłam dość długi i gorący prysznic, chciałam nie myśleć o niczym, a to pomagało, szczególnie gdy czułam, jak gorąca woda leje się po moim ciele, a szczególnie ranach. Przymknęłam powieki i oparłam się o ścianę.
Uderzyłam lekko głową opierając się, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Powoli osunęłam się na kafelki, podkulając nogi. W pewnym momencie nie czułam nic. Sięgnęłam po żyletkę i zrobiłam kilka, może kilkanaście, kresek. Krew mieszała się z ociekającą wodą, rozluźniłam bezwładnie ręcę.
*
Nałożyłam szerokie jeansy i kremowy, ażurowy sweterek z rozszerzanymi rękawami, pod spód zwykły biały top.
Spojrzałam na zegarek.
9:09.
Z obuwia wybrałam zwykłe, brązowe conversy.
Miałam już siadać i ogarniać swoje włosy, gdy zza drzwi usłyszałam głos Willa.
- Malutka, śpisz? Czas na śniadanie.
- Już idę.
Otworzyłam drzwi i razem z bratem ruszyłam na dół.
Zrobiłam sobie grzanki z awokado.
Usiadłam na swoim ulubionym miejscu, Will zrobił to samo.
- Kto zawiezie mnie na terapię? - zapytałam po chwili.
- Prawdopodobnie ja, odbierze cię Shane.
- Okej.
Po zjedzeniu kromki, wróciłam do siebie do pokoju, poinformowana przez brata, że mam być gotowa na 10:35.
Spojrzałam na telefon
9:37.
Usiadłam przy biurku i rozczesałam włosy.
Postawiłam dziś na dwa "bubble ponytail", a resztę włosów zostawić rozpuszczone.
Po piętnastu minutach ślęczenia nad tak prostą fryzurą, stwierdziłam, że wyszło mi naprawdę ładnie.
Z reguły się nie malowałam, ale coraz częściej czułam się gorzej z tym jak wyglądam.
Pomalowałam rzęsy, nałożyłam trochę korektora, różu, rozświetlacza i pomalowałam usta.
10:12.
Podłączyłam jeszcze telefon do ładowarki i przez chwilę wolnego czasu sięgnęłam po książkę.
