W końcu nastał czerwiec. Rozkwitająca wiosna spowiła swoim czarem całą okolicę. Miasto pieszczone silnymi promieniami słońca utonęło w wszechobecnej zieleni.
Antoni uwielbiał ciepło. Taka pogoda zawsze wprawiała go w stosunkowo dobry nastrój. A tego ostatniego potrzebował jak tonący przysłowiowej brzytwy. Mimo upływu czterech miesięcy nie potrafił zapomnieć o doktor Mai Botke. Ciągle widział jej uśmiechniętą, lekko piegowatą twarz, zielone oczy otoczone długimi rzęsami. Czuł zapach jej rudych kręconych włosów. Z całych sił starał się wymazać te natarczywe myśli z pamięci. Nie wychodziło mu to. Tak naprawdę Botkę stała się jego kolejnym demonem, dołączając tym samym do prześladującego go bólu chorej nogi oraz refleksji dotyczących rozpadu małżeństwa.
Od ich pamiętnej nocy nie spotkał jej ani razu. Kobieta przysłała mu dwa esemesy z propozycją spotkania. Nie odpisał na nie. Nie był w stanie, nie mógł, nie potrafił. Pogubił się w gąszczu tych emocji.
Otworzył szafę. Wyciągnął z niej ciemne dżinsowe spodnie marki Lee. Do tego założył szarą koszulę Vistuli i ciemną krótką, skórzaną kurtkę. Na lewą dłoń nasunął zegarek Disla,
Zawiązał starannie wypastowane brązowe pantofle. Spojrzał w lustro. Mimo upływu lat w dalszym ciągu był przystojnym mężczyzną. Tak owszem głębokie zmarszczki żłobiły mizerną twarz wokół wiecznie przekrwionych oczu. Mimo to nie było jeszcze tak źle.
Rozgryzł w ustach dwie tabletki Vicodinu. Oparł się o ścianę, przymknął oczy i czekał. Nagle krew zabuzowała,, jakby chciał rozsadzić jego ciało od środka. Zadrżał gdy poczuł zalewającą go dawkę energii. Myśli przyspieszyły. Zwoje mózgowe osiągnęły najwyższą formę postrzegania rzeczywistości. Na samym końcu wszystko to uzupełniła fala odprężenia.
Odetchnął głęboko. Bał się przyznać przed samym sobą, że po prostu uwielbiał ten stan doznań. Taka była prawda. Jednak on całkowicie wypierał ze świadomości tego typu myśli. Nie dopuszczał ich do siebie.
Wyszedł z mieszkania. Na zewnątrz powitało go lśniące słonce i przyjemny, ciepły wietrzyk. Minął swój samochód. Pogoda była tak piękna, że nie chciał stracić ani jednej jej minuty w metalowej karoserii Audi.
- Przyda mi się spacer – postanowił w głowie. – Rozruszam tą kurewską nogę.
Szedł wolnym krokiem. Nie spieszyło mu się do pracy. Był piątek, a on sam na chwilę obecną nie prowadził żadnych większych śledztw, które wymagałyby jakieś nadzwyczajnej uwagi. Musiał przyznać, że Ełk był urokliwym miastem. Ciepła aura niczym magnez przyciągnęła już pierwszych turystów z całego kraju. Okoliczne hotele oraz pensjonaty były okupowane przez wielbicieli mazurskich klimatów. Samo miasto leżało nad rozległym Jeziorem Ełckim.
Mijał kolejne ulice. Na parkingach przed pensjonatami stały sznury aut o różnorodnych, nie miejscowych numerach rejestracyjnych. Nie brakowało też pojazdów na zagranicznych blachach. Każdego weekendu liczebność populacji ludzkiej Ełku, zwiększała się średnio o jakieś czterdzieści procent.
W końcu na horyzoncie zamajaczył mu szary budynek prokuratury. Zdawkowo przywitał się z siedzących na dyżurce ochroniarzem. Udał się do swojego gabinetu. Zrobił kawę. Następnie zabrał się do lektury akt postepowań karnych dotyczących drobnych przestępstw o dziecinnym jak dla niego stopniu skomplikowania. To miał być kolejny zwykły, nudny dzień pracy. Jednak nadchodzące godziny miały przynieść diametralnie coś innego.
Około trzynastej zabrzmiał telefon. Leniwym ruchem przyłożył słuchawkę do ucha.
- Liljewski, słucham – rzucił od niechcenia.
CZYTASZ
Prokurator
Mystery / ThrillerDoświadczony śledczy, prokurator z Warszawy w wyniku zawirowań życiowych zostaje dyscyplinarnie przeniesiony do prokuratury w Ełku. Na miejscu musi zmierzyć się z panującymi realiami śledczymi. Całkowicie zmienić swój dotychczasowy styl pracy. Dosto...
