Rozdział IX. Przeszukanie.

41 3 0
                                        


O czwartej rano był już na nogach. Zresztą cała noc upłynęło mu bardziej na czuwaniu, niż na prawdziwym śnie. O czwartej rano z kubkiem gorącej kawy na balkonie, podziwiał budzący się do życia kolejny dzień. Poranne powietrze było rześkie. Nie przesiąkło jeszcze panującym od wielu dni upałem. W skupieniu wsłuchiwał się w szczebiot rozkrzyczanych ptaków.

Czy się denerwował tym co miało się już niedługo wydarzyć ? Odpowiedź była zaskakująco prosta – nie. Przeszukanie domu senatora nie robiło na nim większego wrażenia. Dla niego była to tylko zwykła czynność procesowa, niczym nie różniąca się od przeszukania kartonowego domku, zbudowanego przez bezdomnego w podziemiach dworca kolejowego.

Antoni Liljewski miał wiele wad i słabości. Wiele rzeczy zrobił źle. Jednak nigdy nie tracił zimnej krwi w obliczu piętrzących się trudności. W jego osobistym kodeksie moralnym nikt nigdy nie stał ponad prawem i stać nie będzie. Jeżeli jakakolwiek osoba naruszyła prawo, musiała za to ponieść stosowne konsekwencje. Jej właściwości osobiste, zawodowe czy innego rodzaju koneksje nie miały na to żadnego wpływu.

Bał się tylko o policjantów. Wiedział, że dla nich będzie to diabelsko ciężkie wyzwanie. Dlatego główny ciężar czynności przeszukania oraz jej ewentualnych konsekwencji musiał wziąć na siebie i tylko na siebie.

Starannie wyprasował białą koszulę. Czarne pantofle wypucował na blask. Założył czarny garnitur. Zawiązał ciemny krawat. Spojrzał w lustro. Był gotowy. Zastanawiał się, czy zabrać ze sobą broń. Jednak w końcu uznał, że nie ma takiej potrzeby. Przecież będzie w asyście trzech uzbrojonych funkcjonariuszy policji. Rozgrzał schorowane ciało dwiema pastylkami Vicodinu.

Cały Ełk jeszcze spał, dlatego bardzo szybko dojechał do komendy policji. Tam przesiadł się do czekającego już na niego nie oznakowanego radiowozu. Usiadł z przodu. Samochód prowadził podkomisarz Mróz. Z tyłu siedziało dwóch umundurowanych policjantów. Kątem oka spojrzał na podkomisarza. Jego twarz miała kolor kredy a podkrążone oczy świadczyły o tym, że wczorajszej nocy nie spędził na spokojnym śnie. Również funkcjonariusze zajmujący tylną kanapę nie wyglądali lepiej. Jechali w kompletnej ciszy. Ciężkiej ciszy. Atmosfera przypominała tą, która musiała panować na tonącym Tytanicu.

Zagłębili się w osiedle domów jednorodzinnych. Mijali kolejne duże wille. Każda z nich wydawała się bardziej okazała od swojej poprzedniczki. W plątaninie wąskich uliczek prokurator szybko stracił orientację. Na jednym ze skrzyżowań podkomisarz skręcił w lewo. Przejechali jeszcze jakieś trzydzieści metrów. W końcu Mróz zaparkował nieopodal małego zagajnika, za którym stał dom należący do senatora Burskiego.

Wokół domu rozciągał się wysoki na blisko dwa metry drewniany płot, posiadający liczne prześwity między poszczególnymi belkami. Przez szpary można było dojrzeć brukowany dziedziniec a na nim wielkie czarne Audi Q8. Równo przystrzyżony trawnik ciągnął się niemal pod sam dom. Willa miała dwa piętra zwieńczone czerwonym skośnym dachem. Błyszczące tafle ogromnych okien, odbijały pierwsze promienie wschodzącego nieśmiało słońca.

Czekali. Oczywiście atmosfera w środku auta nie uległa żadnej większej zmianie. Panowała kompletna, wręcz grobowa cisza. Elektroniczny zegar na pulpicie samochodu wskazywał na piątą pięćdziesiąt pięć.

Prokurator głośno klasnął w dłonie, wyrywających policjantów ze stuporu.

- Panowie budzimy się – zlustrował wzrokiem wszystkich obecnych. – Róbcie tylko to co ja wam polecę. Ani mniej ani więcej. Słuchacie mnie i tylko mnie. Poza moimi poleceniami nic więcej nie ma dla was znaczenia. Nieważne co i od kogo usłyszycie. Nie zważajcie na to. Jeżeli z czymś będziecie mieli jakieś wątpliwości, od razu przychodzicie z tym do mnie. Żadnej samowolki. Lepiej zapytać trzy razy, niż coś spierdolić. Oczekuję od was pełnego profesjonalizmu. Głowa do góry. Pamiętajcie, że za wszystko odpowiadam ja. Wy wchodzicie tam z czystym kontem i z takim samym stamtąd wyjdziecie. Już moja w tym głowa aby tak własnie się stało.

ProkuratorOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz