Rozdział IV. Wigilia.

44 3 0
                                        

Usuwając cienki śnieżny osad, który zebrał się na szybach Audi do jego nasmarowanych działającym Vicodinem zwojów mózgowych, dotarła bardzo istotna wiadomość. Nie mógł uwierzyć, że zapomniał o tak podstawowej kwestii. Nie miał żadnego prezentu, który mógłby dać Mai Botkę. Nie zważając na zalegającą na jezdni breję składającą się z błota pomieszanego z odrobiną śniegu, pędził przez ulicę opustoszałego Ełku. Jednocześnie przeklinał się i modlił o to aby znaleźć jakikolwiek, czynny jeszcze sklep. W końcu wszystkie witryny sklepowe zaczęły wyglądać mu bardzo znajomo. Uderzył się otwartą dłonią w czoło.

- Tak stary idioto. Zgadza się – przeklną się w duchu. – Już tu byłeś. Jeździsz w koło, tymi samymi ulicami.

Zrezygnowany zjechał na pobliską zatoczkę autobusową. Zastanawiał się czy pójść do pani doktor bez prezentu. Tym samym kompromitując się już na samym początku znajomości. Czy też odpowiedniejszą rzeczą będzie odwołanie wizyty, co z kolei zrobi z niego skończonego bufona.

I wtedy stał się cud. Bożonarodzeniowy cud. Usłyszał dźwięk podnoszonej do góry rolety antywłamaniowej. Po chwili w drzwiach pobliskiego sklepu, nad którym migotał napis „Jubiler" pojawiła się kobieca sylwetka.

- Szukajcie a znajdziecie. Proście a będzie wam dane – zadowolony wyrecytował biblijny cytat.

Szybkim krokiem podszedł do kobiety. Gdy dotknął jej ramienia, podskoczyła jak oparzona.

- Bierz co chcesz – szepnęła łamiącym się głosem. – Tylko nie rób mi krzywdy. W torebce mam cały dzisiejszy utarg.

- Niech się pani nie boi. Ja nie po to przyszedłem – uspokoił ją. – Niemniej jednak pilnie potrzebuję pani pomocy. To bardzo ważna dla mnie sprawa.

Kobieta odetchnęła z ulgą. Prokurator pokrótce wyjaśnił, na czym polega jego problem.

Starsza, bardzo uprzejma kobieta wysłuchała go w skupieniu. Następnie niczym matka zrugała go jak niesfornego dzieciaka.

- Jak w ogóle mogłeś synku zapomnieć o tak istotnej sprawie ?! – spytała oburzona. – Piękna kobieta zaprasza cię na Wigilie a ty idziesz tam z pustymi rękoma. Co ty sobie w ogóle myślałeś ?

Antoni spuścił pokornie głowę w dół. Jednak już po chwili pierwszy gniew starszej całkowicie ustąpił. Doradziła mu, aby kupił bursztynowy naszyjnik. Według niej ten rodzaj biżuterii jest pewnego rodzaju wypośrodkowaniem między złotem a srebrem. Nie jest ani za tani, ani za drogi. Idealny na pierwsza randkę.

- To nie randka proszę pani – wyjaśnił zawstydzony. – To tylko kolacja. A ona zaprosiła mnie wyłącznie dla tego, że nie przyjechali jej rodzice.

- Oj synku, synku – pokręciła głową z politowaniem. – Taki duży a taki naiwny. No dobrze zostawmy już ten temat. Czy ja również mogę ciebie o coś poprosić ?

- Zrobię wszystko co tylko pani zechce – odparł natychmiastowo.

- Zawieź mnie do domu, bo jeszcze naprawdę ktoś mnie dzisiaj napadnie. Miał po mnie przyjechać syn, ale zepsuł mu się samochód. Gdyby nie to, dawno już by mnie tu nie było. A ty zostałbyś z pustymi rękoma. Ktoś tam na górze o ciebie dba – wymownie skierowała wzrok w sufit.

Prokurator przemilczał ostatnie zdanie właścicielki sklepu. Miał już dawno wyrobione zdanie, na temat tego rzekomo siedzącego na błękitnej chmurze jegomościa. Wiedział jednak, że z całą pewnością nie spodobałoby się ono miłej starszej pani. Okazało się, że kobieta mieszka na sąsiednim osiedlu, niedaleko domu pani doktor Botkę. Po drodze wysłuchał opowieści o niezwykle utalentowanej dwójce wnuczek pani jubiler. Kiwał głową na znak, że jej słucha. Lecz tak naprawdę myślami był całkowicie gdzie indziej. W jego umyśle ścierały się refleksje dotyczące byłej żony, córki i nowopoznanej, ślicznej Mai Botkę.

ProkuratorOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz