Nawet nie pamiętał, kiedy jadł ostatni posiłek. Jego dzisiejszym całodniowym jedzeniem była kawa oraz leki. W lodówce nie było za dużego wyboru. Tak właściwie to hulał w niej wiatr. Przeklinając pod nosem wyciągnął słoik z fasolą po bretońsku.
Po posiłku nalał sobie whisky z pepsi. Wyciągną się na kanapie, powoli sącząc alkohol.
Za oknem cicho szeleścił deszcz, który po długim upalnym dniu spowił całunem całe miasto. - Może Doktor Długosz rzeczywiście miał rację ? – bił się z własnymi myślami. - Czy już przyszedł najwyższy czas aby przejść na emeryturę ?
Co prawda miał dopiero czterdzieści trzy lata, ale czuł się jakby miał na karku co najmniej drugie tyle. Z takimi schorzeniami jakie posiadał, każda komisja lekarska wyraziłaby zgodę na odejście w stan spoczynku. Tak dużo poświęcił swojej pracy. Skruszył swoje małżeństwo, stracił kontakt z córką. Na dodatek teraz jeszcze odepchnął od siebie wspaniałą kobietę jaką niewątpliwie była Maja Botke.
- Czy rzeczywiście stanie na straży praworządności jest tego wszystkiego warte ? – pomyślał przełykając kolejny łyk alkoholu. – Czy te popierdolone społeczeństwo w ogóle zasługuje na jakąkolwiek ochronę ? Na pomoc ? W końcu zawsze jest takie niewdzięczne.
W końcu czego by nie zrobił to i tak nie pokona zła, którego jest tak dużo wokół niego. Nieważne ilu przestępców czy innych zwyrodnialców wsadzi do więzienia. Powstałą po nich pustkę zaraz wypełnią nowi. Utnie łeb hydrze, a na jego miejsce wyrosną kolejne trzy. To czysta walka z wiatrakami a on sam w niej jest niczym Don Kichot z powieści Miguela de Cervantesa.
- Dlaczego nie potrafię podchodzić do tej pracy tak jak na przykład robi to Lewandowska? – pytał dalej sam siebie. - Martwić się tylko o to, żeby każdego miesiąca na konto wpłynęła wypłata. Po co przejmować się czymś innym ? Może to już ostatnia szansa na uratowanie resztek prywatnego życia ? Na odbudowę relacji z córką. Na znalezienie prawdziwej miłości ?
Podszedł do barku, ponownie napełniając pusta szklankę bursztynowym płynem.
- Tylko po co szukać tej miłości ? – prychnął.
Przecież on już kochał i co go spotkało ?
- Im bardziej kochasz, tym bardziej potem cierpisz – podsumował czując w gardle palącą gorycz alkoholu.
Chciał jak najszybciej zagłuszyć te wszechogarniające go myśl.
- Kurwa mać zaraz pęknie mi głowa – zaklął pod nosem masując przy tym skronie.
W desperacji rozejrzał się w koło szukając jakiegokolwiek ratunku. Jakiejś pomocy.
Jego wzrok padł na radio.
- Muzyka – odetchnął z ulga. – Ona pomoże. Przykryje te myśli. Przygasi emocje.
Nie myśląc długo włączył odbiornik z miejsca przekręcając gałkę potencjometru na najwyższą skalę. Niestety z głośnika nie popłynął utwór typu „Don't worry be happy". Jak na złość usłyszał słowa piosenki Anny Jantar „Nic nie może wiecznie trwać".
- Kurwa twoja jebana mać – wykrzyczał z całych sił ciskając pustą szklanką w wiszące na ścianie lustro, które momentalnie eksplodowało rozpadając się na milion drobnych kawałków.
Oparł się plecami o ścianę. Powoli zsunął się po niej na podłogę, nie zważając na leżące szkło. Usiadł, chowając twarz w dłoniach. Czuł, że jego życie właśnie rozpadło się tak jak te zniszczone lustro.
Zadzwonił budzik, wskazujący 7.30. W nocy praktycznie nie spał. Przewracał się z boku na bok. Nie mógł zasnąć. Z całą pewnością jego organizm znajdował się na skraju swojej fizycznej wytrzymałości.
CZYTASZ
Prokurator
Mystery / ThrillerDoświadczony śledczy, prokurator z Warszawy w wyniku zawirowań życiowych zostaje dyscyplinarnie przeniesiony do prokuratury w Ełku. Na miejscu musi zmierzyć się z panującymi realiami śledczymi. Całkowicie zmienić swój dotychczasowy styl pracy. Dosto...
