tęsknota

49 2 3
                                        

23 grudnia 2018

- To, że nic nie osiągnąłeś, nie oznacza, że możesz się tu wściekać. Zachowuj się. Podenerwujesz się w domu.

Domen posłusznie przestał się kręcić i rozglądać, skupiając swój wzrok na odbywającej się właśnie ceremonii dekoracji. Roznosiło go, ale usłuchał ojca, będąc świadomym, że kłótnia z nim nie ma żadnego sensu. Jeżeli Dare coś mówił, to tak miało być. Ojciec rządził w ich domu od zawsze i Domenowi wydawało się to zupełnie naturalne. Nie chciał być dla niego rozczarowaniem. Wiedział, że zawiódł na dzisiejszych mistrzostwach kraju, ale nie mógł nic na to poradzić. Zupełnie nie mógł skupić się na tym stracie i dobrze wiedział z czego to wynikało.

W Słowenii nie odbywało się zbyt wielu zawodów Pucharu Świata, ale Nora do tej pory pojawiała się na wszystkich. Przyjeżdżała razem z jego rodziną, żeby wspierać go i być największą kibicką. Przez kontuzję, której nabawił się przez własną nieuwagę, nie startował w letniej odsłonie mistrzostw. To był pierwszy konkurs, w którym startował ze świadomością jej nieobecności. Wiedział, że skoro nie przyjechała, oznaczało to, że nawet nie oglądała transmisji - Nora albo robiła coś na sto procent, albo nie robiła tego wcale.

To co zrobił uderzyło w niego z ogromną siłą. Dopiero teraz uświadomił sobie prawdziwe konsekwencje swoich działań. Bez żadnego zastanowienia wyrzucił ze swojego życia najważniejszą osobę, rozstając się z nią w taki sposób, że nie pozostawił sobie żadnej możliwości powrotu. Doskonale wiedział, że przesadził. Co gorsza, wcale nie myślał tych wszystkich rzeczy, które wypowiedział. Specjalnie dobierał słowa w taki sposób, żeby zabolało ją to jak najbardziej i czuł się z tym paskudnie.

Kiedy ceremonia się zakończyła, poczuł jak czyjaś dłoń łapie jego.

- Domči... Następne zawody na pewno pójdą ci lepiej - Nika spojrzała na niego z przekonaniem.

- Daj mi spokój - warknął, wyrywając rękę.

Dziewczyna spojrzała na niego ze smutkiem, ale nie podjęła żadnej innej próby nawiązania kontaktu, z czego chłopak naprawdę się ucieszył. Ostatnie na co miał ochotę to użeranie się z młodszą siostrą. Niestety cała jego rodzina przyjechała do Planicy, włączając w to nawet Cene, którego ostatni raz widział podczas zeszłorocznych świąt Bożego Narodzenia. Średni z braci nie stał jednak przy rodzinie, co zabolało zarówno dziewczynki jak i matkę, czego Domen nie mógł wyjątkowo zdzierżyć. Uważał, że Cene powinien przestać myśleć tylko o sobie i wziąć pod uwagę swoją rodzinę. Ale nie, on wolał siedzieć z cholernym Laniškiem, nie odstępując go nawet na krok. Nie miało to żadnego uzasadnienia, ponieważ nie startował nawet w zawodach. Mimo to wolał latać jak pies za Anže, słuchając uważnie każdego wypowiadanego przez niego słowa. Domen wiedział, jakie żarty krążą wśród chłopaków z kadry. Wiedział, że wiele osób nazywa tę dwójkę starym małżeństwem, a część nawet poważnie podejrzewa ich o jakieś pozaprzyjacielskie relacje.

Zawsze ucinał te plotki, nie mogąc ich znieść. O ile mógłby przeżyć fakt, że Cene mógłby okazać się gejem, o tyle Laniška jako jego potencjalnego partnera nie byłby w stanie zdzierżyć.

Nienawidził tego chłopaka tak strasznie, jak tylko było to możliwe. Lanišek był taki jak on, tylko pochodził z biednej rozbitej rodziny. Ale to Lanišek miał wokół siebie zawsze grupkę znajomych, grono chłopaków z klubu i z reprezentacji, którzy byli zachwyceni jego osobą. Nie musiał im imponować pieniędzmi - ba, w środowisku skoczków nie było to raczej zbytnio imponujące. Większość z nich pochodziło z raczej zamożnych rodzin. Mało było takich chłopaków jak Anže. Nikt nie stawiał na niego w pierwszej kolejności, dlatego miał więcej swobody i o wiele mniej presji niż najmłodszy z braci Prevców.

Domen cholernie mu tego wszystkiego zazdrościł.

Jednocześnie wiedział, że sam ma większy potencjał i ludzie widzą w nim przyszłość skoków. Wiedział, że zwyczajnie był od niego lepszy i dlatego bolał fakt, że nie dość, że skończył zawody na dziewiątym miejscu to jeszcze ten narwaniec znalazł się lokatę przed nim i to o cholerne pół punktu. Nawet nie podali sobie dłoni po ogłoszeniu wyników. Niechęć zdecydowanie była w ich przypadku obustronna.

Oboje uważali, że ten drugi nie zasłużył na to, co ma.

- Gratulacje Pero - uśmiechnął się do brata, który pojawił się z medalem na szyi przy swojej rodzinie.

Ten skinął jedynie głową i przeszedł dalej do ojca, po czym oddalił się w poszukiwaniu Miny, która przyjechała z przyjaciółkami. Domen westchnął. Nie mógł mieć za złe Peterowi, że wolał udać się do swojej narzeczonej zamiast siedzieć z nim, ale poczuł pewne ukłucie. Lubił Minę, była naprawdę w porządku, ale czuł, że potrzebuje teraz towarzystwa brata. Miał wrażenie, że życie zaczyna mu się zupełnie walić, a on nie miał pojęcia co z tym faktem zrobić. Nie miał już Nory, nie miał wyników. Nie miał aprobaty ojca, który zniesmaczeniem zareagował na jego niską lokatę. Nie miał już nikogo ani niczego. Miał jedynie Petera, który dawał mu jakąkolwiek nadzieję i sens w tym wszystkim.

Tyle, że Peter nie był Norą.

Domen westchnął i jeszcze raz zerknął w stronę Laniška.

Chłopak stał jak zwykle w otoczeniu swojej najczęściej zbieranej grupki. Byli tam Zajc, ze złotym medalem na szyi, Bartol z brązowym, a także jak zwykle uśmiechnięty Žiga i oczywiście Cene. Domen aż wzdrygnął się, widząc zmarnowaną twarz swojego brata. Jego oczy były widocznie podkrążone, wyglądał jakby nie spał co najmniej od kilku nocy. Nigdy nie należał do wysokich czy dobrze zbudowanych osób, jednak teraz wydawał się jeszcze mniejszy niż zazwyczaj. Domen miał wrażenie, jakby ubyło mu trochę włosów. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy chłopak nie jest przypadkiem chory. Może to dlatego nie trenował już od jakiegoś czasu. Po chwili jednak usłyszał głos ojca, który wołał go, aby dołączył do rozmowy z trenerem jego klubu. Odrzucił myśli o Cene, stwierdzając, że to nie jest jego problem i udał się niechętnie w stronę mężczyzn. Wiedział, że się nie popisał i zdawał sobie sprawę z tego, że za chwilę zostanie urządzone mu piekło na ziemi.

Trener zjechał go równo, a ojciec jedynie temu wtórował. Domen stał ze spuszczoną głową, pokornie potakując i obiecując, że bardziej przyłoży się do treningów i na następnych zawodach na pewno osiągnie lepszy wynik.

Dobrze wiedział, że wcale tak nie będzie, że to tylko puste słowa, których nie będzie w stanie dotrzymać, bo Nory dalej przy nim nie będzie.

Na całe szczęście Domen był znakomitym kłamcą i miał w tym spore doświadczenie.

W końcu całe jego doskonałe życie było jednym wielkim kłamstwem.

rewriting || domen prevcOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz