14.Ruszyliśmy na przód

686 30 47
                                    

POV: ISABELLA

Czas leciał w zawrotnym tempie, a wszystko powoli wracało do normalności o ile można to tak nazwać. Od pogrzebu mamy minął miesiąc, Damon i Florence tydzień temu wrócili do przedszkola, a ja przez ten cały czas zajmowałam się swoimi firmami jak i magazynem. Moja relacja z Adrienem się rozwijała i wszystko powoli wracało na właściwe tory.

Postanowiliśmy z Nicholasem odstąpić od żałoby bo doszliśmy do wniosku, że mama i Carter by tego nie chcieli. Mama nawet zaznaczyła w swoim liście, że mamy nie płakać tylko iść do przodu i właśnie to wszyscy zrobiliśmy.

Ruszyliśmy na przód.

Wszyscy okazali się nieocenionym wsparciem dla mnie i mojego rodzeństwa przez ostatnie miesiące. Pomagali nam sporo z Damonem i Florence abyśmy ja i Nicholas mogli pracować, a moje rodzeństwo pokochało ich wszystkich.

Miło zaskoczyli nas także Sophia z Derekiem którzy zdecydowali się przeprowadzić do Beverly Hills, kupili dom na tym samym osiedlu co Leyla, Isaac i Evelyn z Alecem. Są w trakcie urządzania go więc póki co na razie wciąż mieszkają w posiadłości.

W ciągu tego miesiąca zaliczyliśmy także szesnaste urodziny Williama.

Cieszyłam się, że miałam blisko swoich wszystkich przyjaciół i, że wszystko powoli zaczynało się układać.

A przynajmniej cieszyłam się dopóki, po południu nie zadzwonił do mnie Nicholas.

-Co tam braciszku?- Zapytałam przeglądając dokumenty.

-Porwali, Damona i Florence.- Powiedział spanikowany, a mnie zaszumiało w głowie.

-Co?- Zapytałam zrywając się z fotela i zabierając pośpiesznie swoje rzeczy wybiegłam z biura.

-Odebrałem ich z przedszkola i szliśmy do samochodu. Już mieliśmy wsiadać aż nagle dostałem czymś w głowę i straciłem przytomność. Po kilku minutach się ocknąłem, a ich już nigdzie nie było.- Powiedział, a ja wybiegłam za zewnątrz budynku kierując się do swojego samochodu. Czym prędzej wsiadłam i ruszyłam z piskiem opon, a za mną od razu podążyli ochroniarze.

-Sprawdź ich lokalizacje, oni podobnie jak my mają nadajniki wszczepione w skórę. Zaraz zadzwonię do Adriena i reszty żeby przyjechali do posiadłości. Tobie nic nie jest?- Zapytałam przyśpieszając.

-Nie, właśnie wracam do posiadłości.- Odpowiedział.

-Zabije tego skurwysyna przysięgam.- Powiedziałam.

-To najprawdopodobniej ta sama osoba która stoi za pożarem w posiadłości.- Powiedział, mój brat.

-Wiem, dobra Nick spotkamy się na miejscu. Ja dzwonię do reszty.- Powiedziałam rozłączając się i wcisnęłam połączenie na naszym czacie grupowym gdzie byliśmy wszyscy. Niemal od razu każdy dołączył do rozmowy.

-W jak szybkim czasie jesteście przyjechać do posiadłości?- Zapytałam kiedy tylko zauważyłam, że każdy dołączył do rozmowy.

-Co się stało, Isabello?- Zapytał Adrien widząc moje zdenerwowanie.

-Porwali Damona i Florence, potrzebuje waszej pomocy. Jak szybko jesteście w stanie dojechać do posiadłości?- Zapytałam, a dzięki wideo rozmowie widziałam, że każdy zerwał się ze swoich miejsc.

-Już jedziemy.- Odpowiedzieli.

-Będziemy czekać w posiadłości.- Powiedziałam po czym się rozłączyłam i stanęłam przed bramą, którą David czym prędzej otworzył.

Nicholas już był, wpadłam do domu niczym huragan i od razu ruszyłam do salonu gdzie był Nicholas, Derek i Sophia.

-Gdzie są?- Zapytałam od razu brata.

INFINITE FEELING Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz