Pov: Hugh
W nocy ze spokojnego snu wybudził mnie mój kochany przyjaciel. Najwyraźniej po kilku godzinach zapomniał, że był na mnie obrażony i w ogóle. Chciałbym mieć taką zdolność zapominania jak on.
- Zagrajmy w coś - poprosił, skacząc na moje łożko.
- Jestem zmęczony, Ryan.
- Proszę.
- Ryan.
- No ale to zajmie najwyżej godzinę - nalegał. - Tylko parę rundek w fifę.
- Jesteś zbyt energiczny jak na człowieka, któremu szykuje się rozwód - warknąłem.
Momentalnie przygasł, a ja oczywiście poczułem wyrzuty sumienia. Westchnąłem i usiadłem, mierząc go wzrokiem.
- Przepraszam, że tak powiedziałem, po prostu nie mam wyczucia, kiedy mnie irytujesz - wyjaśniłem.
Mruknął coś i przesunął się na miejsce obok mnie, opierając się o moje ramię.
- Dzięki, ale ja niestety nie mam najmniejszego zamiaru przepraszać cię za to, że cię obudziłem.
Przewróciłem oczami, obejmując go ramieniem.
- Wiem.
- To zagramy? - zapytał z nadzieją.
- Naprawdę nie teraz, Ry. Jest druga w nocy i bardzo bym nie chciał obudzić się zmęczony.
- Ale jutro zagramy, prawda?
- Zagramy.
- Ale w zamian kupujesz mi cosplay batmana.
- Ooo, czyli teraz negocjujesz?
- Kupujesz albo nie daję ci spać.
- Jestem silniejszy i zanim zdążysz coś zrobić, będziesz leżał na ziemi ze złamanym kręgosłupem.
- Huugh... - spojrzał na mnie tymi swoimi szczenięcymi oczkami.
Westchnąłem ciężko. Dobrze wiedział, że nie potrafię im się oprzeć i zagrał tą podstępną kartą.
- No dobra. Załatwione.
Uśmiechnął się triumfialnie. Ja mam go dość. Jeśli ktoś go chce wziąć, to oddam i jeszcze dopłacę, zapamiętajcie to sobie. On to inna rzeczywistość.
Ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu położył się, nawet nie trudząc o pytanie, czy może tu spać. Po prostu przykrył się kołdrą i zamknął oczy.
- Nie możesz tu spać - poinformowałem go bezlitosnym tonem.
- Nie chce mi się wracać - jęknął, odwracając się do mnie plecami.
- Ry. - zero odzewu. - Ryan. Reynolds.
- Nie po nazwisku - wymamrotał.
- No Noldsy, proszę. Wyłaź i wracaj do siebie.
- Nie.
- Reynolds.
- Mówiłem coś.
- Cholera no, Noldsy. Wracaj do siebie.
- Jedna noc. Proszę.
Westchnąłem ciężko, z powrotem się kładąc, oczywiście w bezpiecznej odległości od niego.
- Jedna noc.
Przez dłuższą chwilę panowała względna cisza, zakłócana jedynie dźwiękami pojedynczych samochodów. Ryan jednak nie wytrzymał tak długo bez odzywania się i powiedział:
