Rozdział 2

149 10 142
                                        

Pov: Hugh

W nocy ze spokojnego snu wybudził mnie mój kochany przyjaciel. Najwyraźniej po kilku godzinach zapomniał, że był na mnie obrażony i w ogóle. Chciałbym mieć taką zdolność zapominania jak on.

- Zagrajmy w coś - poprosił, skacząc na moje łożko.

- Jestem zmęczony, Ryan.

- Proszę.

- Ryan.

- No ale to zajmie najwyżej godzinę - nalegał. - Tylko parę rundek w fifę.

- Jesteś zbyt energiczny jak na człowieka, któremu szykuje się rozwód - warknąłem.

Momentalnie przygasł, a ja oczywiście poczułem wyrzuty sumienia. Westchnąłem i usiadłem, mierząc go wzrokiem.

- Przepraszam, że tak powiedziałem, po prostu nie mam wyczucia, kiedy mnie irytujesz - wyjaśniłem.

Mruknął coś i przesunął się na miejsce obok mnie, opierając się o moje ramię.

- Dzięki, ale ja niestety nie mam najmniejszego zamiaru przepraszać cię za to, że cię obudziłem.

Przewróciłem oczami, obejmując go ramieniem.

- Wiem.

- To zagramy? - zapytał z nadzieją.

- Naprawdę nie teraz, Ry. Jest druga w nocy i bardzo bym nie chciał obudzić się zmęczony.

- Ale jutro zagramy, prawda?

- Zagramy.

- Ale w zamian kupujesz mi cosplay batmana.

- Ooo, czyli teraz negocjujesz?

- Kupujesz albo nie daję ci spać.

- Jestem silniejszy i zanim zdążysz coś zrobić, będziesz leżał na ziemi ze złamanym kręgosłupem.

- Huugh... - spojrzał na mnie tymi swoimi szczenięcymi oczkami.

Westchnąłem ciężko. Dobrze wiedział, że nie potrafię im się oprzeć i zagrał tą podstępną kartą.

- No dobra. Załatwione.

Uśmiechnął się triumfialnie. Ja mam go dość. Jeśli ktoś go chce wziąć, to oddam i jeszcze dopłacę, zapamiętajcie to sobie. On to inna rzeczywistość.

Ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu położył się, nawet nie trudząc o pytanie, czy może tu spać. Po prostu przykrył się kołdrą i zamknął oczy.

- Nie możesz tu spać - poinformowałem go bezlitosnym tonem.

- Nie chce mi się wracać - jęknął, odwracając się do mnie plecami.

- Ry. - zero odzewu. - Ryan. Reynolds.

- Nie po nazwisku - wymamrotał.

- No Noldsy, proszę. Wyłaź i wracaj do siebie.

- Nie.

- Reynolds.

- Mówiłem coś.

- Cholera no, Noldsy. Wracaj do siebie.

- Jedna noc. Proszę.

Westchnąłem ciężko, z powrotem się kładąc, oczywiście w bezpiecznej odległości od niego.

- Jedna noc.

Przez dłuższą chwilę panowała względna cisza, zakłócana jedynie dźwiękami pojedynczych samochodów. Ryan jednak nie wytrzymał tak długo bez odzywania się i powiedział:

Martwy basen i RosomakOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz