Rozdział 16

90 9 56
                                        

Pov: Ryan

Miałem już dość tego wszystkiego.

Kiedy raz wyszliśmy z domu, żeby po prostu spędzić normalny wieczór wśród natury za namową Hugha, oczywiście pojawił się tłum ludzi, który koniecznie chciał przedstawić nam swoją opinię co do tego pomysłu. Zgodnie z radą mojego kochanego chłopaka ignorowałem ich, ale za każdym razem, gdy słyszałem słowo 'pedał', miałem ochotę zeskoczyć z mostu, z którego oglądaliśmy panoramę miasta Sydney wieczorem. Hugh bardzo się starał, żebym się nie przejmował. A ja bardzo się starałem, żeby był świadomy mojej wdzięczności.

Kiedy byliśmy sami, potrafiłem na krótką chwilę oderwać się od tych wszystkich myśli i oglądać z nim gwiazdy albo jakieś filmy. Była to jednak chwila tak krótka, jak chuj Francisa. Za każdym czynem Hugha w stronę mojego zapomnienia szło moje 'dziękuję'. Nie tylko ja jednak cierpiałem. On także. I nie chciał, żebym się tym zamartwiał. Ilekroć chciałem z nim o tym pogadać, on zmieniał temat i udawał, że nic się nie dzieje. Wkurwiało mnie to, bo ewidentnie było źle. Czy ja też taki byłem z jego perspektywy? Czy byłem dzieciakiem, który po poruszeniu tematu, który mu się nie podobał po prostu wychodził, nic nie mówiąc? Prawdopodobnie tak, ale on miał więcej cierpliwości, niż ja komórek mózgowych.

Z tychże powodów pewnej nocy postanowiłem wyjść na dwór i popatrzeć na gwiazdy, żeby się uspokoić i przy okazji zobaczyć, czy potrafię samemu rozpoznać gwiazdozbiory, których uczył mnie Hugh. Bardzo ostrożnie najpierw się przebrałem, a potem wyszedłem z domu, cudem go nie budząc. Udałem się do parku, obiecując sobie, że wrócę za najdalej godzinę. Jeśli się w tym czasie obudzi i swoim zniknięciem prawie przyprawię go o atak serca, to więcej nie będzie takich wyjść, więc trzeba się nacieszyć.

Usiadłem sobie pod jakimś krzaczkiem (ładnie pachniał) i zadarłem głowę w górę. Ni chuja nie potrafiłem rozpoznać żadnej z tych gwiazd, a tym bardziej ułożyć z nich gwiazdozbiorów.

Gdy dłuższy czas patrzyłem na gwiazdki, moje szczęście się skończyło i poczułem rękę wokół mojej szyi. Westchnąłem.

- Hugh, wszystko ci wytłumaczę....

- Chciałbyś, żeby to był Hugh - usłyszałem głos zdecydowanie nie Hugha. Oho, sytuacja się powtarza? Co tym razem, będę zanożowany?

- Szczerze? Mam w dupie, co zrobisz. Pójdziesz siedzieć na kilkanaście ładnych lat za zabójstwo aktora. No i przy okazji zapłacisz niezłą kasę.

- O, nie zamierzam cię zabić.

Cóż, więc szybka spowiedź nie była potrzebna. Zanim jednak zdążyłem odwrócić głowę, żeby chociażby zapamiętać jego twarz, dostałem w skroń rękojeścią czegoś - noża? - i utraciłem przytomność.

Było poddać się pierwszej myśli, niż iść do Hugha.

.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.

Pov: Hugh

Gdy obudziłem się nazajutrz, Ryana nie było w łóżku. Oczywiście moją pierwszą myślą było, że znowu odpierdolił coś głupiego, więc nie traciłem czasu na leżenie i wpatrywanie się w sufit, tylko zerwałem się z łóżka i zbiegłem na dół. I mógłbym zostać myśliwym, bo przy stole siedział Ryan, podpierając głowę ręką. Najpierw zmówiłem litanię, a potem podszedłem do niego i trzepnąłem go w łeb.

- Noldsy, wiesz, że jak mi tak znikasz bez zapowiedzi, to się martwię.

- Bez przesady, chyba mogę wyjść z łóżka - mruknął, nawet nie zwracając na mnie wzroku. Dziwne. Normalnie to by się obraził i nie odzywał do końca dnia. Albo aż nie kupię mu jednorożca.

Martwy basen i RosomakOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz