Rozdział XX

46 2 0
                                    

- Przestań tak skakać. Jestem pewien, że tylko chce cię nastraszyć. - powiedział Louis, spuszczając wzrok na moją nogę, którą potrząsałam w nerwach. Za chwilę wrócił jednak wzrokiem na drogę.

- To mu się udało. - wykrztusiłam. Siedziałam na fotelu pasażera, kręcąc się niespokojnie.

W głowie nie miałam niczego oprócz czarnych scenariuszy. Scenki, w których Adrien krzywdzi Sydney, przysłaniały moje realistyczne spojrzenie na sytuację.

- Jesteś w stanie powiedzieć, czy to jest ostatnie życie Sydney? Może ją zabrać do Labiryntu? - spytałam.

- Wyczułbym, gdyby to było jej ostatnie życie.

- Jak to?

- Żniwiarze czują takie rzeczy. Mamy taki jakby dodatkowy zmysł. Gdyby Sydney została przypisana do jakiegoś Żniwiarza, czułbym to.

- W takim razie Adrien nie może jej tknąć?- zapytałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Louis nie wydusił ani słowa. Miałam złe przeczucia. Przez zastrzyk nieprzyjemnej adrenaliny, serce zaczęło bić nierówno. - Louis?

- Nie wiem. - odparł zmieszany. - Wiem, że cię to nie uspokoi, ale Adrien ma gdzieś co może, a czego nie. A nikt nie jest w stanie określić, co siedzi w tym popieprzonym łbie.

Zacisnęłam szczęki. Wyjrzałam przez okno licząc, że za chwilę zobaczę ulicę Venice. Gorycz podeszła mi do gardła, pozostawiając gorzki smak w ustach.

Adrien spotkał się z Sydney dokładnie w tym samym miejscu, gdzie spotkał się ze mną.

- Lily, tylko obiecaj mi jedną rzecz. - zagaił Louis z ostrożnością. Spojrzałam w jego stronę. - Nie będziesz działać impulsywnie, okej? Będę tam i w razie zagrożenia ochronię was obie, ale musisz mi obiecać, że nie zrobisz niczego w emocjach. Na tym zapewne mu zależy.

Skinęłam głową.

- Zgoda. Spróbuję się uspokoić. - zaręczyłam, choć nie miałam pewności w jaki sposób się zachowam.

Dłoń Louisa oderwała się na moment od kierownicy, by lekko ścisnąć moje ramię w ramach otuchy.

- Nie darujemy gnojowi. - posłał mi lekki uśmiech, zanim wrócił skupieniem z powrotem do kierowania autem.

Louis zaparkował w pobliżu kawiarni. Nie zwlekając, odpięłam pas i wyskoczyłam z auta.

Chłopak szybko zgasił samochód i wyszedł za mną, żeby dotrzymać mi kroku.

Wytężyłam wzrok, aby spróbować znaleźć Adriena i Sydney przez szybę. Dość prędko udało mi się ich namierzyć. Siedzieli przy dwuosobowym stoliku, zdecydowanie zanurzeni w rozmowie.

Wstrząsnęło mną. Sposób, w jaki Sydney spoglądała na Żniwiarza zdradzał, że właśnie zaczęła łykać jego przynętę. Nigdy nie widziałam, aby patrzyła na kogoś tak rozmarzonym i zaciekawionym wzrokiem. Natomiast Adrien mówił coś, przybierając jeden z tych obrzydliwie odurzających uśmiechów.

Usiłowałam oddychać spokojnie, lecz nie byłam w stanie. Na samą myśl o tym, że złapałby ją w swoje sidła, wzbierała we mnie furia. Jeżeli coś by się jej stało, nie darowałabym mu.

- Nie traćmy czasu. - Louis ściągnął mnie na ziemię.

Przytaknęłam i bez wahania otworzyłam drzwi kawiarni.

Ciepło pomieszczenia, zmieszane z aromatycznymi korzenno- kawowymi zapachami, otuliło moją zimną skórę. Bez wahania zaczęłam kierować się w stronę stolika, z którego dobiegały ciche śmiechy.

Fate's IllusionOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz