Hej. Tu macie przykład na to co robi student zamiast uczyć się do sesji... No cóż tak jakoś wyszło. Mam nadzieję, że spodoba się Wam. Zapraszam do przeszłości ;)
Lipiec 1940 roku. Dokładnie 10 lipiec 1940. Ostatni wolny kraj Europy chroniony jedynie przez kilka jednostek RAF'u. Francja już dawno poległa. Między nim a Republiką znajdował się tylko kanał la Manche. To właśnie na jego brzegach, tak jak i sto lat wcześniej stał sam Bonaparte wraz ze swoją armią, stały oddziały znienawidzonego kraju- Niemiec.
Do szykującej się na wojnę Angli przybyło dużo Polaków. Wiele z nich nie znało języka i miało trudności w zrozumieniu anglików. Trudności te jednak odeszły gdy tylko powstał Polski Dywizjon 303. Od teraz Anglia współpracowała z Polską. Każdy z dywizjonu miał przy sobie anglojęzycznego oficera, który pomagał w zrozumieniu i nauce języka. Wśród przybyłych ochotników był niewysoki blondyn o zielonych oczach, które mimo młodego wieku, widziały już wiele okrucieństwa. Chciał pomóc. Jego kraj został pokonany i nic innego się nie liczyło jak odzyskanie wolności. Chłopak miał nadzieję, że może Anglia odwdzięczy się i pomoże Polsce.
A czas uciekał jak piasek przesypujący się przez palce. Wiedzieli, dzięki deszyfracji enigmy, że Niemcy chcą zaatakować jeszcze przed zimą. Szybkie szkolenie, przyśpieszony kurs języka angielskiego by znać najprostsze komendy. Robili wszystko aby być przygotowanym na ostateczne starcie broniące świat przed zagładą. Jeśli Anglia by padła... Blondyn nawet nie chciał tak myśleć. Potrząsnął głową by wypędzić z niej owe myśli. Miał teraz inne zadanie niż myśleć co będzie gdy.
-I jak idzie nauka?- do Feliksa siedzącego za sterami bombowca z literami RFD na kadłubie oraz polską flagą na ogonie, którą Polak sam namalował, podszedł wysoki blondyn, któremu włosy wchodziły do zielonych oczu. Ubrany był w zieloną marynarkę, którą zdobił czarny pasek przebiegający w poprzek jego klatki piersiowej i łączący się z drugim w pasie. Kołnierzyk białej koszuli razem z czarnym krawatem wystawał spod marynarki a nogawki zielonych spodni znikały w czarnych oficerkach.
-Zależy czego Arthur. Jeśli pytasz o angielski to sam chyba słyszysz.- chłopak zwinnie wyskoczył z kabiny pilota. W porównaniu z Anglikiem, chłopak nie wyglądał tak elegancko. Rękawy białej koszuli zostały podwinięte aż do łokci, marynarka wisiała gdzieś na krześle.
-Nie oto pytałem Feliksie.- Arthur stanął z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Popatrzył lekko zmrużonymi oczami na towarzysza.
-Zdążymy. Jestem tego pewien. Nie damy się tak łatwo tym hitlerowcom.- w zielonych oczach Polaka widać było żar nienawiści oraz chęć wymordowania ich wszystkich za to co zrobili w Warszawie czy innym mieście.
Feliks zobaczył, że ktoś do nich biegnie. Jednak nie mógł jak na razie stwierdzić kto to jest gdyż owa postać była za daleko.
-Panie Kirkland. Ktoś chce się z panem zobaczyć. Jest w centrum dowodzenia.- powiedział zasapany chłopak, którego włosy sterczały na wszystkie strony. Chłopak był blondynem. Jedno z przednich pasm włosów tworzyło loczek. Z pod kremowego płaszcza, przepasanego dwoma czarnymi pasami, wystawała biała koszula z czarnym krawatem a brązowe spodnie wchodziły do brązowych butów pod kolano.
-Dziękuję Matthew.- odparł Kirkland gdy przybysz przecierał swoje okulary.- Feliks zechcesz mi towarzyszyć?
-Jasne.- chłopak uśmiechnął się lekko po czym oboje udali się w stronę centrum dowodzenia gdzie czekał na nich nieznany przybysz.
-Ty! Jak śmiesz tu przychodzić!- krzyknął na całe gardło i próbując się wyrwać Feliks, który trzymany był przez Arthura. Okazało się, że siedzący na krześle intruz jest dobrze znany Polakowi. Nigdy by nie pomylił tego wyglądu. Tych białych włosów lekko wchodzących do czerwonych jak krew oczu, które potrafiły przebić się do duszy. Gilbert Belischmidt, bo tak nazywał się intruz, był starszym bratem Niemiec.
CZYTASZ
Hetalia oneshot yaoi
RandomOpowiadania poświęcone jednej z moich ukochanych mang czyli Hetali.
