Od dzisiaj zacznę dokładnie liczyć godziny pracy Sam, by móc jej sprawiedliwie wynagrodzić opieke nad córką. Mary jest dla mnie najważniejsza, teraz mam tylko ją. Nie wiem, ile miała płacone u poprzednich rodzin, ale u mnie dostanie więcej. Bardzo cenię sobie czas, który jest ofiarowywany mojej małej. Dziecko w jej wieku potrzebuje zabawy, a ja nie zawsze mam na to czas. Wkońcu muszę pracować. Zresztą Mary potrzebuje kontaktu z kobietą, która mogłaby stać się dla niej bliska. W jakimś małym stopniu zastąpić matkę. Właściwie nie wiem, jak ona sobie z tym radzi. Jaką to ma dla niej wagę i czy jako dziecko myśli o tym, żałuje, tęskni. Napewno nie tak bardzo jak ja. Chociaż łączyło je macieżyństwo, to ja miałem z Hope najdłuższ kontakt. Niestety nie najlepszy, nie wiedziałem o wszystkim. Poczułem, że znowu łzy napływają mi do oczy. Skończyłem układać włosy i wyszedłem z łazienki.
-Już miałam policję wzywać, że mi ojciec w kiblu utonął.- odezwała się Mary, która stała pod drzwiami w piżamach.
-A ty czemu już na nogach? Myślałem, że śpisz.- zdziwiłem się. Potrafi spać do 12.- Jest dopiero po 9.- dodałem.
-Tato, jest 10. Widzisz, tak to jest jak kobieta siedzi tyle w łazience.- zaśmiała się, więc ją połaskotałem.
-Musze wychodzić. Gdzie jest Sam?- spojrzałem na zegarek.
-W kuchni, kazałem jej zrobić sobie kawę. Przyszła 15 minut temu! Wpuściłam ją, nie ma za co.- puściła mi nieudolnie oczko.
-Dlaczego otwiersz drzwi? Przecież nie wiesz, kto jest za nimi.- upomniałem ją.
-Mamy coś takiego jak okno geniuszu. Posuń się, bo chcę siku. Nie zdążyłbyś posprzątać plamy z dywanu.- wepchnęła sie do środka i zamknęła drzwi. Na klucz. W pośpiechu udałem się do kuchni.
-Dzien dobry.- przywitała mnie dziewczyna z tym promiennym uśmiechem. Musi być w niej tyle pozytywnej energii.
-Cześć. Przepraszam, że ci nie otworzyłem. Straciłem poczucie czasu. Mam nadzieję, że Mary wszystko ci wyjaśni i miło spędzicie czas. Ja niestety jestem już spóźniony.- powiedziałem na jednym wydechu.
-Zrobiłam ci kawę.- wskazała na filiżankę.
-Nie mam czasu. Do później.- pożegnałem sięi poszedłem założyć buty.- Pa Mary!- krzyknąłem do córki.
-Narazie, spadaj już do pracy.- pomachała mi ze schodów. Wsiadłem do zaparkowanego samochodu i odjechałem.
*Sam*
Właściewie nie wiem, co mam o tym myśleć. Nie mam ustalonej płacy, on wydaje się być mało zainteresowany moją osobą, jakbym miała być służącą. Co prawda nie znam człowieka, ale wiem czym się zajmuje. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że tak szybko mnie przyjął. W pomieszczeniu pojawiła się Mary.
-To co dzisiaj chcesz robić?- zapytałam opierając się o blat. Nie dostałam nawet informacji o zainteresowaniach dziecka. Widać tatuś jest bardzo nieogarnięty.
-Możemy wybrać mi coś ładnego do ubrania. A później zjemy nanapki, albo zrobimy ciasto! Tata się ucieszy.- uśmiechnęła się.
-Dobrze, to prowadź do pokoju.- podeszłam do niej, a ta chwyciła mnie za rękę. Na podłodze leżały zabawki, a łóżko było nie pościelone.
-Posprzątam tu trochę, gdy będziesz się ubierała. A teraz otwórz szafę, coś ci dobierzemy.- uśmiechnęłam się.
-Mogę nie mieć w co się ubrać.- odparła przesuwając drzwiczki po szynie. Ze środka wysypywały się masy ubrań we wszystkich kolorach.
-O jeju! Nie widziałam takiej ilości ubrań u dziecka. W sumie to u dorosłego też nie. I ty nie masz w co się ubrać?- zaśmiałam się. Podeszłam bliżej, by jej pomóc.
CZYTASZ
Unbroken 2 | Andy Biersack
Fanfiction"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania." ---- Andy stara się ułożyć życie sobie i małej Mary. Ból po stracie Hope nasila się z każdą rocznicą jej odejścia. Ciężko jest udawać, że wszystko jest okej, gdy rozrywa cię od środka. Je...
