Przez ostatnie dwa tygodnie przyłapełem się na częstym myśleniu o Sam. Pod wpływem alkoholu dopadały mnie różne scenariusze. Nie jest podobna do Hope, różni się chyba wszystkim. Jednak ma w sobie coś przyciągającego. Widzę, jak obchodzi się z moją córką, z jakim zainteresowaniem spędza z nią czas i jak dobrze potrafi ją zrozumieć. Czasami wydaje mi się, że ma z nią lepszy kontakt niż ja. Dzisiaj zostałem w domu, bo ma nas odwiedzić Barbara. Mimo to kazałam przyjść dziewczynie do pracy, bym mógł sam pojechać po babcię Mary na lotnisko. Długo czekała by wkońcu nas odwiedzić. Stałem przy blacie kuchennym i kroiłem ciasto. Nie, nie własnej roboty. Własnoręcznie za nie tylko zapłaciłem i doniosłem. Na chwilę podniosłem wzrok by spojrzeć na córkę. Razem z Sam przyczepiły do oparcia kanapy wielką kolorowankę i razem nadawały jej kolorów. Samantha miała włosy złapane w dwa dobierane warkocze. Jeden z nich opadał na jej plecy, a drugi na klatkę piersiową. Na sobie miała zwykły biały t-shirt i dżinsowe ogrodniczki. Malowała ze skupieniem i tego samego uczyła Mary. Nie dostrzegłem, gdy zerknęła w moja stronę. Jej skupienie znikło i pojawił się promienny uśmiech skierowany do mnie. Szybko go owzajemniłem i wróciłem do wykładania ciasta. Chwilę później dostałem smsa, że Barbara jest już na lotnisku.
-Dobra dziewczyny, jadę po babcie.- chwyciłem skórzaną kurtkę i nałożyłem buty.- Sam, zrób nam kawę za jakieś..- spojrzałem na zegarek.-Pół godziny.- zabrałem kluczyki.
-Jasne. Jedź tylko ostrożnie.- upomniała mnie. Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Nie było korków ani dużego ruchu, więc nie musiałem uważać. Szybko znalazłem się na miejscu.
-Andy, tu jestem!- z daleka machała mi kobieta. Podbiegłem i uścisnąłem ją. Miała więcej zmarszczek i siwych włosów, ale nadal dobrze wyglądała.
-Miło, że postanowiłaś nas odwiedzić. Chodźmy do samochodu.- wziąłem jej walizkę.- Mary bardzo się cieszy, że cię zobaczy.- powiedziałem.
-Uwierz, że ja też. Nie mogłam usiedzieć w domu ze spokojem. Ciągle się zastanawiałam, jak wam się żyje. Mała jest zadowolona z przeprowadzki?- otworzyłem drzwi i pozwoliłem jej usiąść.
-Nie słyszałem, by marudziła. Nie siedzi już tyle z chłopakami. Powiedziałbym, że ich nie widuje. Całe dnie spędza z Sam lub ze mną.- przekręciłem kluczyk w stacyjce.
-Sam to jej opiekunka?- zapytała. Pokiwałem głową i ruszyłem z parkingu.- Dobrze, że ma kontakt z kobietą, bo to ważne w jej dorastaniu. Nie chcę cię obrazić, ale kobieca ręka jest potrzebna.- dodała.
-Zdaję sobie z tego sprawę. Chciałbym, by miała kompletną rodzinę.- poczułem, że łza spływa mi po policzku. Szybko się jej pozbyłem.
-Andy, jeszcze nie jest za późno. Musisz jednak pamiętać, by nie mieszać dziecku w głowie i nie obcować z kobietami, nie zmieniać ich...- zaczęła prawić życiowe mądrości.
-Nie byłem z nikim od jej śmierci.- przerwałem, by móc zmienić temat.- W domu czeka na nas ciasto i kawa.- resztę drogi przesiedzieliśmy w milczeniu. Zaparkowałem pod domem. Wyciągnąłem jej rzeczy i zaprowadziłem do środka.
-Babcia!- mała już odłożyła kredki i przybiegła sie przywitać.
-No cześć cukiereczku. Jak ja się za tobą stęskniłam.- wzięła ją na ręce.- Dzień dobry.- powiedziała poważnie w stronę Sam.
-Dzień dobry.- odpowiedziała z uśmiechem, jak zawsze.- Kawa już gotowa, zostawić w kuchni czy przynieść?- spojrzała na mnie pytająco.
-Jeśli możesz do postaw na stole.- obserwowałem, jak zbliżała się w moją stronę. Zauważyłem ilość filiżanek.- Tylko dwie? Nie pijesz z nami?- zapytałem.
CZYTASZ
Unbroken 2 | Andy Biersack
Fanfiction"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania." ---- Andy stara się ułożyć życie sobie i małej Mary. Ból po stracie Hope nasila się z każdą rocznicą jej odejścia. Ciężko jest udawać, że wszystko jest okej, gdy rozrywa cię od środka. Je...
