Do domu wróciłem trochę szybciej, ale kazałem Sam zostać by uspała Mary. Nie miałem ochoty na droczenie się z nią przed spaniem. Musiałem posiedzieć chwilę w spokoju i samotności. Ostatnio nie radzę sobie z własną osobą. Pozwalam sobie na zbyt wiele. Niepotrzebnie ją pocałowałem. Nadal nie pozbierałem się po stracie Hope i nie jestem gotowy na rozpoczęcie życia z kimś innym. Zanim to nastąpi, muszę się pogodzić ze wszystkim co mnie spotkało. Muszę znaleźć sposób na odreagowanie tego wszystkiego. Inaczej będę żył tak już zawsze, a to nie odbije się dobrze na moich relacjach z córką. Są dni, w których brakuje mi obok Hope. Kiedy chciałbym się do niej przytulić, nawet posłuchać jej pretensji do mojego zachowania. Kochałem ją całą, ze wszystkimi dziwactwami. Wiem, że była zniszczona przez świat i ludzi, których spotkała. Pamiętam, gdy opowiedziała mi o swojej zmarłem babci. To przy niej czuła się najlepiej i jej odejście odbiło na niej piętno. Po tej stracie zmieniła się. Zawsze powtarzała, że jest niezniszczalna, że wszystko potrafi przyjąć na klatę. A nie potrafiła poradzić sobie z życiem. Nie mogła tego udźwignąć. Nie przyjmowała do wiadomości, że jest chora i musi zażywać leki, by było jak kiedyś. W niektóre dni świrowała bardziej, niż zazwyczaj. Rzucała wszystkim, co wpadło jej w ręce. Nie mogła się uspokoić, a mi też kończyła się cierpliwość. Lekarz zalecił przywiązywanie ją do łóżka. Starałem się tego nie robić. Trzymałem ją za nadgarstki, dopóki się nie zmęczyła. Jednak pewnego dnia przesadziła. Znalazłem ją z nożem przy dziecku, gdy coś do niej szeptała. Wtedy musiałem użyć tego sposobu i po raz pierwszy została przywiązana. Pamiętam nienawiść w jej oczach. Jednak nie mogłem pozwolić, by zrobiła krzywdę naszemu dziecku. Wiele razy proponowano mi zabranie jej do ośrodka. Nie mogłem na to pozwolić, chciałem ją mieć przy sobie. Zniósłbym to wszystko, byle tylko mieć ją w domu. Nie było mi to dane. Hope nie wytrzymała życia w ten sposób. Pomijam wszystko, co zrobiła złego. Staram się o tym nie myśleć i jakoś to sobie tłumaczyć. Wkońcu nie zawsze była świadoma tego, co robi. Tęsknie za nią. Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wstałem, by zobaczyć co się dzieje.
-Mary nie może zasnąć i mówi, że chce z tobą porozmawiać.- powiedziała Sam. Zdziwiło mnie to, bo córka zasypiała bez problemów od dłuższego czasu.
-Już do niej idę.- dziewczyna wycofała się.- Sam, możesz pójść do domu. Jutro masz wolne.- poinformowałem ją.
-Dobrze, dobranoc.- pożegnała się i zeszła na dół. Po chwili usłyszałem zamykanie drzwi.
-Mary, co się dzieje?- zajrzałem do dziewczynki. Mała siedziała ze łzami w oczach.- Ej, skarbie... No nie płacz, co jest?- usiadłem i wziąłem ją na ręce.
-Dlaczego inne dzieci mają mamy, a ja nie?- zapytała ze smutną minką.
-Kochanie, przeciez wiesz, że twoja mama jest aniołkiem.- powiedziałem.
-Nie kochała nas skoro odeszła, prawda?- nie wiedziałem, skąd u niej takie pytania.
-Kochała. Poprostu nie było jej dobrze na ziemi. Wiesz, życie nie jest dla wszystkich ludzi. Niektórych ono bardzo boli, jak twoją mamę.- wyjaśniłem.
-Chciałabym mieć mamę. Żebyśmy mogli jeść razem obiady, jeździć na wakacje. Byłoby fajnie.- wytarła łzy rękawem od piżamki.
-Masz racje. Byłoby fajnie.- całkowicie się z nią zgadzałem. Też tęsknie za takimi drobnymi rzeczami.- Chcesz spać dzisiaj ze mną?- zaproponowałem. Mała przytaknęła, więc zaniosłem ją do swojego pokoju i tam położyliśmy się.
-Tato, a będzie kiedyś normalnie?- zapytała nagle. Byłem pewny, że już śpi.
-W jakim sensie?- odwróciłem się w jej stronę.
-Że nie będziemy bez mamy. Przecież ty ciągle śpisz sam na takim dużym łóżku. Masz miejsce dla mamy.- odpowiedziała.
-A może ja kopię w nocy?- zamyśliła się na chwilę.
-Nie kopiesz, kłamca. Zrobiłbyś miejsce dla jakiejś kobiety. Zgłupiejesz z samotności tato. A lata lecą, jak będziesz stary to cię nikt nie pokocha.- stwierdziła.
-Dobra dobra. Pora na sen. Dobranoc robaku.- przykryłem jej.
-Dobra zmiana tematu.- odwróciła się do mnie plecami. Nie odpowiedziałem, by nie ciągnąć dalej rozmowy. W końcu miałem jej nie mieszać w głowie. Sam nie jestem pewny, co robić. Tym bardziej nie mogę jej czegoś mówić. Zmęczony zasnąłem.
*Sam*
Na palcach wchodziłam do klatki budynku, w którym mieszkałam. Chciałam w spokoju znaleźć się w domu.
-Samantha. Już tydzień czekam na zapłatę.- wyłonił się zza drzwi właściciel.
-Wiem, ale jeszcze nie dostałam wypłaty. Proszę trochę poczekać.- starałam się go uspokoić.
-Czekam już długo. Chcę widzieć te pieniądze za dwa dni. Inaczej się pakujesz.- nie czekał na moją odpowiedź. Zamknął drzwi i mogłam wracać do siebie. Wiem, że zalegam z opłatą, ale nic na to nie poradzę. Jednak zostałam zmuszona do zapłaty. Muszę poprosić Andy'ego o pieniądze. Weszłam po schodach na samą górę i znalazłam się w małym, dwupokojowym mieszkaniu. Było skromnie urządzone, bo nie miałam tyle pieniędzy, by je odnowić w całości. Miało służyć do mieszkania, a nie pokazów. Wiadomo, że chciałabym mieć piękne, przestronne miejsce zamieszkania. Ale równie dobrze mogę żyć tutaj. Najważniejszy jest dach nad głową. Nie lubię żyć na czyjąś rękę, dlatego z chęcią zamieszkałam sama. W ciasnym ale własnym mieszkaniu. Położyłam torebkę na kanapie i usiadłam obok niej. Byłam już trochę zmęczona tym późnym wracaniem do domu. Jednak taka była moja praca. Musiałam się dopasować do Andy'ego. Z drugiej strony mogłam pracować w każdym innym miejscu, jednak potrzebuję kontaktu z dziećmi. Jutro zostanę w domu i trochę tu ogarnę wreszcie. Usłyszałam pukanie do drzwi. Leniwie podniosłam tyłek z łóżka. Nie posiadam Judasza, więc jestem zmuszona otwierać drzwi za każdym razem. Przekręciłam klucz.
-Wreszcie udało mi się zastać cię w domu.- mężczyzna przytrzymał drzwi, abym nie mogła ich zamknąć.
-Czego ty znowu chcesz?- zapytałam stojąc w przejściu by nie przyszło mu do głowy tu wchodzić.
-Nadal wisisz mi pieniądze. Zapomniałaś ślicznotko?- uśmiechnął się.
-Nic ci nie jestem winna, wszystko oddałam. Zostaw mnie w spokoju.- próbowałam zamknąć drzwi, ale jego noga nadal wszystko blokowała.
-Ja pamiętam to inaczej. Słuchaj, oddajesz je teraz albo rozliczymy się w inny sposób.- dobrze wiedziałam o co mu chodzi.
-Wyjdź stąd!- krzyknęłam z całej siły. Wiedziałam, że nie spodoba się to właścicielowi. Wyszedł z mieszkania razem ze swoim synem na odżywkach.
-Jakiś problem?- zapytał wysoki i napakowany młodzieniec. Przestraszył tego natrętnego typa.
-Jeszcze się policzymy.- zmierzył mnie wzrokiem i odszedł.
-Dziękuję.- spojrzałam na nich.
-Następnym razem nie rób takiego hałasu.- odparł starszy i wrócił do swojego mieszkania.
-Bądź ostrożniejsza.- dodał jego syn.
-Zamontowałabym łańcuszek przy drzwiach, ale jest to zabronione.- wspomniałam.
-Pogadam z ojcem.- po tych słowach odszedł.
Sporo z was jedynie gwiazdkuje i chciałabym was jakoś zachęcić do komentowania, wyrażania swojej opinii, jak zareagowaliście na rozdział itd :/ bo widzę sporą różnicę w statystykach w porównaniu do 1 części czy nawet prologu 2 :/
CZYTASZ
Unbroken 2 | Andy Biersack
Fanfiction"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania." ---- Andy stara się ułożyć życie sobie i małej Mary. Ból po stracie Hope nasila się z każdą rocznicą jej odejścia. Ciężko jest udawać, że wszystko jest okej, gdy rozrywa cię od środka. Je...
