Kręciłem się po domu jak ze sraczką. Nie mogłem spać. By się nie nudzić posprzątałem w kuchni i w garderobie, ale szybko się uwinąłem i nadal zostało mi dużo czasu. Nawet zadzwoniłem do Sam, aby przyszła trochę szybciej. Nie wyjaśniłem dlaczego, poprostu coś pilnego mi wypadło. Czekałem, aż dziewczyna zjawi się w moim domu. Wreszcie usłyszałem pukanie do drzwi.
-Już myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok.- powtałem ją niezbyt miłe ale ze śmiechem.
-Co się stało?- weszła do środka i zostawiła swoje rzeczy na przedpokoju.
-Za namową chłopaków zadzwoniłem do mojego ojca. A sporo nie rozmawialiśmy. Ostatni raz chyba po narodzinach Mary. No ale nieważne, przylatuje dzisiaj z moją mamą i szczerze to chodzę zesrany od rana i nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Mary nadal śpi, a ja za godzinę po nich jadę.- powiedziałem na jednym tchu.
-Przede wszystkim, uspokój się i przestań gadać jak nakręcony.- zaśmiała się. Miała rację, przejąłem się strasznie.
-Dawno ich nie widziałem, nie wiem o czym z nimi rozmawiać.- usiadłam na kanapie.
-O życiu. Masz karierę, cudowną córkę. Jest o czym opowiadać.- dosiadła się zachowując bezpieczną odległość.
-Sporo ostatnio namieszałem, co nie?- zmieniłem temat. Była to jedyna okazja do rozmowy, bo byliśmy sami.
-Trochę.- odpowiedziała zmieszana.- W zasadzie to bardzo. Nie wiem jak mam teraz z tobą postępować i gubię się w tych relacjach.- dodała po namyśle.
-Wiem. Myślałem ostatnio i jesteś bardzo fajną osobą, uprzejmą, aż chce się z tobą spędzać czas. Ale ja nadal nie poradziłem sobie z przeszłością i nie chcę mieszać ci w głowie, a na pewno nie bawić się tobą. Dlatego przepraszam za to wszystko. Jeśli masz ochotę możemy się, nie wiem, przyjaźnić?- podsumowałem wszystko.
-Czemu nie.- uśmiechnęła się.- Sporo przeszedłeś i potrzebujesz czasu. Do niczego się tylko nie zmuszaj.- poradziła mi.
-Jasne. Dziękuję za zrozumienie.- odrazu zrobiło mi się lżej. Myślałem, a nawet dałbym sobie rękę uciąć, że ją zraniłem. Ale nie, wyglądała jak zawsze. Z tym spokojem na twarzy.
-Andy, mam prośbę.- zaczęła trochę wystraszona. Spojrzałem na nią by śmiało mówiła, o co chodzi.
-Trochę zalegam z opłatą za mieszkanie. Jeśli nie zapłacę do dzisiaj to mnie wywalą. Mógłabym dostać pieniądze za te wszystkie dni?- głupio jej było o to prosić.
-Zapomniałbym. Dobrze, że mówisz. Miałem już od kilku dni przygotowane pieniądze, ale wyleciało mi to z głowy. Poczekaj, skoczę po nie.- podniosłem się w pośpiechu. Co za kretyn, charytatywnie by pracowała.- Wybacz za spóźnienie.- podałem jej kopertę
-Dziękuję.- ku mojemu zdziwieniu nie zajrzała do środka, nie przeliczyła ich tylko schowała do torebki i wróciła na kanapę.
-Nie będzie ci przeszkadzała obecność moich rodziców? Chciałbym, żebyś przychodziła w te dni do Mary.- poinformowałem ją.
-Nie ma problemu. Będę machała ci wachlarzem, gdy się zbytnio zestresujesz.- zaśmiała się.
-Aż tak mi odbiło?- zapytałem z niedowierzaniem.
-Oj tak.- mówiła z uśmiechem. Odwzajemniłem ten gest, bo dziewczyna potrafiła zarazić. Wyglądała tak promiennie i młodo. Nie sugeruję, że zazwyczaj wygląda lub jest stara. Poprostu z uśmiechem jej do twarzy. Musiałem zbyt długo jej się przyglądać, bo zrobiło się trochę dziwnie.
-Widzisz, właśnie o tym ostatnio mówiłem.- zaśmiałem się, aby trochę ją rozruszać. Wtedy rozległ się tupot małych stóp.- Pokraka wstała.- powiedziałem.
CZYTASZ
Unbroken 2 | Andy Biersack
Fanfiction"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania." ---- Andy stara się ułożyć życie sobie i małej Mary. Ból po stracie Hope nasila się z każdą rocznicą jej odejścia. Ciężko jest udawać, że wszystko jest okej, gdy rozrywa cię od środka. Je...
