Obudziło mnie kszątanie się gości po domu. Zostałem zmuszony do wstania z łóżka i sprawdzenia, co się dzieje. Podniosłem te suche gnaty i założyłem na nie ubrania. Wychodząc zobaczyłem, że drzwi od pokoju Mary są otwarte. Zajrzałem tam, ale dziecka nie było.
-Nie tu babciu. Kawa jest wysoko.- usłyszałem jej głos z dołu.
-Łobuzie, już wszystkich obudziłaś?- zapytałem, gdy dotarłem do nich.
-Dzień dobry synku. Niestety to chyba twój ojciec ją obudził.- stwierdziłam mama.
-Odrazu obudził. Ja tylko wyszedłem do toalety bez okularów i wracając niechcący wszedłem do Mary.- zaczął się tłumaczyć.
-Dobrze, że nie pomylił mojego łóżka z kibelkiem.- zaczęła się śmiać mała.
-Aż taki ślepy dziadek nie jest.- nadal się bronił.
-Mamo, szukałaś kawy? Szuflada na dole pod piekarnikiem.- podpowiedziałem jej. Kobieta znalazła, co chciała.
-Dziękuję. Dzisiaj też przychodzi twoja koleżanka?- zainteresowała się.
-Samantha jest opiekunką twojej wnuczki. Mam dzisiaj wolne, więc ona też.- odpowiedziałem.
-A szkoda, bo to taka fajna dziewczyna.- domyśliłem się o co jej chodzi. W sumie nie tylko ja.
-Daj mu już spokój. Niech robi co chce i z kim chce.- wstawił się za mną ojciec.
-Mary, może pokażesz dziadkowi swoje zabawki? On zawsze chciał mieć córeczkę i się z nią bawić.- wrobiła go dla własnych celów.
-O czym chcesz rozmawiać?- zapytałem, gdy tylko wyszli.
-O tobie.- podała mi filiżankę kawy.
-A, na zasadzie 'Zrobię naszą ulubioną kawę i wszystko ki opowiesz'?- zaśmiałem się.
-Możliwe. Synek, ja nie chcę się mieszać oczywiście.- powiedziała na sam początek.- Chyba dobrze się dogadujesz z Sam?- zaczęła kolejne przesłuchanie.
-Nie da się ukryć. To miła dziewczyna i Mary ją uwielbia. Mają dobry kontakt.- odparłem.
-Spójrz na to trochę inaczej. Jesteś przystojnym, młodym mężczyzną. Masz całe życie przed sobą. Mary tak samo.- ciągnęła.
-Wiem.- przypomniałem sobie jej ostatnie pretensje o brak mamy.- Ale co ja mogę zrobić? Nie potrafię się w tym odnaleźć na nowo.- wyjaśniłem.
-Nie będę ci wybierała osoby, z którą masz spędzić życie. Czasami dzieje się tak, że musisz pozwolić innej osobie zająć to puste miejsce. Pewnie trudno jest ci się pogodzić z odejściem Hope, ale taka jest kolej rzeczy. Zacznij stopniowo myśleć o niej, jako o przeszłości. Przecież nie wróci do ciebie.- miała rację i chyba dlatego zrobiło mi się cholernie przykro.- Andy, tylko mi się tu nie rozklejaj. Ktoś musiał ci to powiedzieć, żebyś skorzystał z życia, które masz przed sobą.- dodała.
-Ale co ja mogę zrobić?- nie miałem pojęcia.
-Powinieneś wiedzieć, co pozwoli ci się oderwać od przeszłości.- uśmiechnęła się.- Jesteś muzykiem.- miałem wrażenie, że coś wymyśliła.
-Co tam kombinujesz?- podpytałem ją.
-Odrazu kombinujesz. Pomyślałam tylko, że kiedyś pisałeś. Zamykałeś się w pokoju i przelewałeś wszystko na papier. Może i tym razem ci się uda?- napiła się.
-Nie myślałem o tym. Ale koniec tematu, lepiej powiedz co chcecie dzisiaj robić.- udało mi się sprowadzić rozmowę na inny tor.
-Ojciec z domu się nie ruszy, w końcu nie przyjechała zwiedzać. Myślę, że zostaniemy w domu i jakoś spędzimy ten czas razem.- odparła.
-Tato, masakra.- Mary wbiega do nas i odrazu wdrapała mi się na kolana.- Dziadek się nie potrafi bawić, ciągle głupoty gada.- wyszeptała.
-To się z nim nie baw.- podpowiedziała mama.- On stary jest, same głupoty mu w głowie.- wyjaśniła.
-Ja nie wiem, jak ty z nim wytrzymujesz. Ja bym takiego zamknęła w piwnicy razem z kolegami taty.- oparła się o stół.
-Czemu uciekłaś?- ojciec wszedł z lalkami.
-Bo się bawić nie umiesz. Daj jej spokój, siadaj z nami.- rozkazała ku matka.
-Może skoczmy do restauracji ma obiad?- zaproponowałem.
-Tak!- wykrzyknęła mała.- Oni też, trzy razy tak. Koniec dyskusji.- machnęła ręką.
-Nie możemy się nie zgodzić.- zaśmiał się ojciec.
-A Sam też z nami pójdzie?- zapytała dziewczynka. Spojrzenie mamy mówiło jedno, chciała mi pokazać, że Mary już się przywiązała.
-Ona ma dzisiaj wolne, nie możemy jej przeszkadzać.- odpowiedziałem
-Napewno się ucieszy, że o niej pamiętamy i ty stawiasz.- wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Przynajmnej zadzwoń do niej i zapytaj.- ponagliła mnie mama. Wziąłem telefon i odeszłem kawałek dalej. Wybrałem numer, jednak dziewczyna nie odebrała.
-Nie odbiera, więc pewnie jest zajęta. Zaprosimy ją następnym razem.- wróciłem do rodziny.
*Sam*
Musiałam wyjść z domu schodami pożarowymi. Nie spodziewałam się, że ponownie po mnie przyjdzie. Zabrał ze sobą kilku kumpli, których kojarzyłam tylko z widzenia. Udało mi się uciec, bo słyszałam ich pod drzwiami i gdy tylko zapukali, ruszyłam w długą. Nic że sobą nie zabrałam aby zyskać na czasie. Musiałam dobiec w miejsce pełne ludzi, aby odechciało im się mnie gonić. Zauważyli, że uciekam dopiero, gdy wbiegłam na ulicę. Teraz musiałam przyśpieszyć. Gdy wejdą do auta zyskają przewagę. Prosto z głównej drogi ruszyłam uliczkami w stronę centrum. Już powoli brakowało mi sił, więc musiałam znaleźć kryjówkę. Z daleka zobaczyłam mały sklepik z ziołami, będzie on dobrym miejsce. W tym samym czasie usłyszałam pisk opon moich prześladowców. Nie mogłam czekać na zielone światło, więc przebiegła przez ulicę. Niestety w nieodpowiednim czasie.
*Andy*
-Andy uważaj!- krzyknęła mama, gdy akurat odwróciłem się do Mary. Na masce samochodu wylądowała jakaś kobieta, która nieudolnie próbowała tendy przejść. Zachamowałem pośpiesznie i wyszedłem z pojazdu.
-Tato zadzwoń po karetkę.- rozkazałem. Uklęknąłam przy dziewczynie, która zsunęła się na drogę, gdy tylko zatrzymałem pojazd. Zrobiło się ogromne zamieszanie, w końcu była to jedna z głównych ulic. Ostrożnie obruciłem ją na plecy i zaniemówiłem.- Sam.- wyszeptałem odgarniając jej włosy z twarzy. Miała delikatne rany na policzkach i czole. Ułożyłem ją prosto, natomiast głowę przechyliłem na bok, aby nie zaksztusiła się własną śliną. Niedaleko mnie zatrzymał się mały samochód i wyszło z niego trzech mężczyzn.
-Cholera.- odparł jeden i ruchem ręki kazał pozostałym wrócić do samochodu. Postali chwilę i odjechali.
-Boże święty.- zaciekawiona matka wyjrzała zza drzwi. Musiała ją rozpoznać.- Karetka jest już w drodze.- oznajmiła.
-Przypilnuj, aby Mary niczego nie zauważyła.- poprosiłem. Nie chciałem, by zobaczyła Sam w tym stanie. Czekałem obok niej na przyjazd pogotowia. Ulżyło mi, gdy usłyszałem syrenę.- -Tato!- zawołałem go.- Weź moje auto i pojedź z nimi do jakiejś restauracji na obiad, ja pojadę do szpitala. Zadzwonię później.- poinsteuowałem go. Z karetki wyszły dwie osoby i w pośpiechu zabrali dziewczynę na noszach. Udało mi się zabrać razem z nimi, by w szpitalu spotkać się z policją i zobaczyć, co z nią będzie. Niestety nie mogłem wejść wszędzie i sporo przesiedziałem na korytarzu. Zdążyłem dowiedzieć się, gdzie są rodzice i poprosić Jake'a o zaprowadzenie ich do domu, bo mogliby nie trafić sami. Co tej dziewczynie strzeliło do głowy.
-Pan Andy Biersack?- zapytał mężczyzna w mundurze policyjnym.
-Tak.- odpowiedziałem i wstałem z krzesła.
-Chcemy zadać panu kilka pytań w sprawie wypadku.- wyciągnął notatnik.
Wiedziałam, że grożąc ludziom wiele osiągnę haha Dziękuję za wzięcie udziału w akcji :D
15 i next :3
Przy okazji dodam, że Remember jest kontynuowane (a raczej kończone) i w wakacje zrobię to z każdym ff ;)
CZYTASZ
Unbroken 2 | Andy Biersack
Fanfiction"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania." ---- Andy stara się ułożyć życie sobie i małej Mary. Ból po stracie Hope nasila się z każdą rocznicą jej odejścia. Ciężko jest udawać, że wszystko jest okej, gdy rozrywa cię od środka. Je...
