13th

822 99 22
                                        

W tym przypadku wspólne wyjście mogło skończyć się w jeden sposób: katastrofą. I Jughead przez całą drogę do baru z hamburgerami to sobie planował. Zastanawiał się, jakie zachowania i wypowiedzi mogą sprawić, że ona go przestanie lubić. Tutaj potrzebna była terapia szokowa i to w trybie natychmiastowym. 

Kiedy Faydra opowiadała o "super, ekstra, niesamowitym" miejscu które się zwie Uncle's Burgers, Jug delikatnie przytakiwał głową, że ją słucha (choć tak naprawdę tego nie robił), przy okazji pisząc SMS-a do ciotki, że dzisiaj wróci trochę później do domu. Miejsce, w którym znajdowała się ta niewielka restauracja typu fast food przypominała Jugowi jedną ze zniszczonych dzielnic Riverdale przez wichurę, która miała miejsce dawno temu. Budynki wyglądały jakby od czasu postawienia ich, nie były poddawane gruntownemu remontowi. Uncle's Burgers prezentowało się bardzo podobnie. Gdy Fay oraz Jughead weszli do środka, czarnowłosy poczuł mocny zapach palącego się oleju. Czyżby ktoś próbował przygotować frytki, ale coś jednak nie wyszło?

Samo wnętrze wyglądało schludnie. Brązowe stoliki, krzesła oraz kanapy wyglądały na dość nowe. W środku było bardzo dużo ludzi, przez co nastolatkom ciężko było znaleźć wolny stolik. Jones przez dłuższą chwilę zastanawiał się, czy to aby na pewno dobry pomysł robić z siebie idiotę przy tylu osobach. 

Po złożeniu zamówienia (Jughead postanowił przetestować wszystkie cztery rodzaje burgerów) nastała pomiędzy nastolatkami krępująca cisza, którą szybko przerwała dziewczyna. 

- Ja i moja ekipa znajomych ponownie wybieramy się nad jezioro w ten weekend, może będziesz chciał do nas dołączyć?

- Zastanowię się, bo prawdopodobnie będę pomagał ciotce. - to była jego najłagodniejsza wersja odmówienia dziewczynie. 

- Rozumiem - odparła Fay nie odrywając wzroku od chłopaka. Patrzyła prosto w jego oczy przez więcej niż dziesięć sekund. Czy ona chciała go zabić czy przelecieć? Jones wstrząsnął nerwowo głową. 

- Ciocia wspominała, że ciebie i twoich rodziców dość dobrze zna - mruknął. 

- Tak, znamy się praktycznie od zawsze, często twoja ciocia kupuje od nas kwiaty. 

Na szczęście kelner przerwał niekomfortową dla Jugheada rozmowę i przyniósł im posiłki. Fay wydawała się być lekko przerażona faktem, że Jug nie robi sobie nic z góry jedzenia. Jeszcze przed posiłkiem uwiecznił hamburgery polaroidem, bo przecież miał przed sobą swoje ulubione jedzenie. 

- Widzę, że lubisz stare aparaty - zauważyła dziewczyna. - To świetne! Ja sama posiadam kolekcję płyt winylowych. 

Z każdą minutą czarnowłosy miał wrażenie, że sprawiał swoją osobą iż Faydra lubiła go jeszcze bardziej, ale wtedy wpadł na iście genialny pomysł, który mógł ich skłócić (i nie była to polityka). 

- Jakich zespołów słuchasz? - spytał Juggie. 

- Foo Fighters...

- Serio? - zdziwił się chłopak. - Oni są beznadziejni - tutaj ewidentnie kłamał, bo kochał Fightersów swoim sercem i czuł, że za takie słowa będzie się smażył w piekle, za paskudne kłamstwa. - To jest tylko zwykłe darcie japy i uderzanie w bębny. 

Fay otworzyła szeroko usta ze zdziwienia. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się, czy powiedzieć o kolejnych swoich ulubionych kapelach. 

- AC/DC - zaczęła dalej wymieniać, ale Jug ponownie się wciął.

- To te dziadki jeszcze grają? - Jugheadowi ledwo te słowa przeszły przez gardło, ale dalej musiał grać. 

- Metallica, Nirvana, Pink Floyd - w tym momencie chłopak ostentacyjnie ziewnął. - To może lepiej ty powiesz, czego słuchasz?

- Drake, Eminem, Tupac, Dr. Dre, Ice Cube, to oczywiste - wzruszył ramionami jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

Po części nie kłamał, bo słuchał wielu raperów, ale ostrzejsze brzmienia nie był mu również obce. Znał jednak ludzi, którzy kochali metal i nie znosili rapu czy hip-hopu. Widocznie Fay należała do takiej grupy osób. Na twarzy Jugheada pojawił się szczery uśmiech, chyba po raz pierwszy w towarzystwie nastolatki. Wiedział, że wygrał i wcale nie musiał robić z siebie pośmiewisko. 

W ciągu dziesięciu minut Faydra oznajmiła chłopakowi, że musi iść, a on odparł, że jest mu z tego powodu przykro, ale rozumie. W myślach zacierał ręce i wykonywał swój taniec radości. Liczył, że raz na zawsze nikt nie naruszy jego strefy osobistej. Zadowolony wracał do domu cioci. Nawet upał nie był tak nieznośny, jak jeszcze kilka godzin wcześniej. Dzieciaki, które przypadkowo uderzyły go piłką, również go nie rozzłościły. A co najważniejsze, po powrocie mógł spokojnie odpisać na wiadomość do tajemniczego sąsiada. 

Tego dnia postanowił wybrać utwór U2 Beautiful Day. Czuł się naprawdę szczęśliwy, przede wszystkim wolny. Nikt nie czuje się komfortowo w towarzystwie ludzi, za którymi nie przepada, a szczególnie Jug. Osoba, którą swoich przyjaciół mogła spokojnie policzyć na palcach od jednej ręki. Dlatego wydarł fragment kartki, odnalazł długopis, po czym napisał fragment piosenki.

 "It's a beautiful day 
Don't let it, get away 
It's a beautiful day"*  

Karteczkę jak zwykle przyczepił do różowej klamerki. Już mu nie przeszkadzała. Od pewnego czasu często patrzył w okno naprzeciwko, w którym nadal pozostawały zasłonięte rolety. Coraz bardziej chciał poznać bratnią duszę od cytatów piosenek. Czuł, że mają podobną wrażliwość. Utwory, za pomocą których komunikowali się, były mu bardzo bliskie i lubił, a niektóre wręcz kochał. Codziennie zastanawiał się, kim tak naprawdę jest osoba z domku obok. Czy to chłopak, a może dziewczyna? Czy w rozmowie twarzą w twarz tak samo odczuwałby silną więź i zrozumienie, jak za pomocą tych wiadomości przesyłanych za pomocą przeciągniętego sznurka? 

- Jughead! - krzyknęła ciocia z dołu. - Czy mógłbyś zejść na dół?

- Idę! - odkrzyknął Jones, po czym zbiegł po schodach omijając przedostatni stopień. - Co się stało? 

- Pani Ray tutaj była, bardzo sympatyczna kobieta. Czy masz jakieś plany na przyszłą sobotę? Przydałaby się jej pomoc kilku osób. 

- Cóż, nie sklonuję się, ale ja i moje dwie ręce chętnie jej pomożemy - powiedział, na co ciotka zaśmiała się i poprawiła czapkę na jego głowie. - Kim jest pani Ray?

- To nasza nowa sąsiadka, jej rodzina wprowadza się w przyszłym tygodniu do domu obok. Na tę chwilę nie ma tam za wiele mebli, wszystko przyjedzie w kolejną sobotę. Wujek i ja też mamy zamiar im pomóc. Tym bardziej, że akurat tego dnia będzie wyjątkowo sama. 

- Jasne, nie ma problemu - odpowiedział. 

Czy to oznaczało, że w przyszłym tygodniu pozna tajemniczą osobę od liścików? Nie miał pojęcia, ale mimo wszystko już czuł spore podekscytowanie.

*To jest piękny dzień

Nie pozwól mu uciec

To jest piękny dzień  

Last word | Jughead Jones Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz