Po tygodniu zaczynam ostrożnie chodzić. Nadal czuję potworny ból, ale nic nie robienie i leżenie całymi dniami jest o wiele gorsze. Nadal za wcześnie, żebym mogła swobodnie się poruszać, ale z dnia na dzień mogę robić coraz więcej rzeczy: kucać, siadać po turecku, a nawet trochę skakać. Ćwiczę robić przysiady, ale na razie kiepsko mi idzie. Jednak czuję, że powoli wracam do "normalności". Za jakieś dwa dni zdejmę bandaż. Następne dwa dni później zacznę wiosłować.
Tae przez cały czas mnie wspiera, dopiero teraz widzę wyraźnie, jak mu na mnie zależy. Wykonuje większość prac na Starscream. Opiekuje się mną i podnosi na duchu, ale czasem, kiedy myśli, że śpię, widzę, jak patrzy w horyzont. Pewnie pewna część jego duszy jest zirytowana tym opóźnieniem. Sama jestem. Ale nie mogę nic zrobić. Nie zmienię przeszłości, ale mogę kształtować przyszłość poprzez wytrwałe ćwiczenia. Jeśli szybciej wrócę do sprawności, szybciej wrócimy na ląd, a tam będzie mógł mnie zbadać profesjonalista. Teraz muszę sobie radzić tak, jak sama umiem. Nie powiem, wkurza mnie to.
Wciąż przed nami długa droga. Musimy pokonać jeszcze około 1800 km. Zajmie nam to około miesiąca. Jeśli wrócimy do wiosłowania. I jeśli nie stanie się kolejny wypadek, jak ten z rekinem. Jeszcze miesiąc na tym pieprzonym kawałku drewna. Jeszcze miesiąc żarcia ryby i wodorostów. Jeszcze miesiąc tego przeklętego oceanu. Jeszcze miesiąc codziennej tęsknoty, wyczekiwania i życia bez przyjemności. Wróć. Są pewne przyjemności. Na przykład to, że nie jestem sama. Jest ze mną Taehyung. Codziennie mi śpiewa, rozmawiamy, gramy w kości i Sen. Przez niego nie oszalałam, nie poddałam się na samym początku. I przyznaję, nie jest łatwo, ale warto było, choćby dla tych kilku miesięcy na tratwie w jego towarzystwie. Nie przejmujmy się przyszłością, kiedy nadejdzie, olejemy problemy. Zapomnimy o nieszczęśliwym wypadku, zapamiętamy tylko szczęśliwe chwile na tratwie. Trudy podróży zbliżyły nas do siebie, resztę załatwiliśmy sami. Wiem, że nie mogę przestać go kochać, i nie mam najmnieszej ochoty na to. Pragnę tylko wydostać się z tego więzienia jakim jest morze i razem z Tae wieść normalne życie. Jeśli fakt bycia celebrytą umożliwia normalne życie. Przynajmniej będziemy mogli napić się kawy, zjeść kawałek ciasta, wziąć prysznic, uczesać włosy. Tyle mi wystarczy do szczęścia. No i mieć V przy sobie.
Dzisiaj pytam Tae, czy śpiewał mi już wszystkie ich piosenki.
- Hmmm... chyba tak... chociaż? Nie śpiewałem ci Rain.
- Zaśpiewasz mi ją teraz? - proszę.
- Dobrze - chłopak śpiewa wspomnianą piosenkę. Bardzo mi się podoba, zresztą zupełnie tak jak wszystkie.
- To jaka jest twoja ulubiona? - pyta z błyskiem ciekawości w oczach.
- Kurde... - Dobre pytanie. -Nie wiem. Zdecyduję, kiedy zaśpiewasz mi jeszcze raz wszystkie.
- Kobieto... wiesz ile to potrwa? - wytrzeszcza oczy. Słodziutko wygląda. - W dodatku to męczy. Zadyszę się po pięciu.
- No to... - przypominam sobie kilka, które najbardziej mi się podobały. - Zaśpiewaj mi jeszcze raz Butterfly, I need u, Run i Young Forever. Wtedy zdecyduję.
- Niech ci będzie, ale w zamian robisz dziś rybę bez wodorostów.
- Zgoda - śmieję się.
Po wysłuchaniu tych czterech piosenek zastanawiam się chwlię. Butterfly jest świetna, Young Forever tak samo, Run jest w trochę innym stylu, ale też bardzo mi się podoba. I need u jest chyba najlepsze z nich wszystkich, melodia, tekst, kompozycja.
- Chyba najbardziej lubię I need u, ale kocham wszystkie wasze piosenki.
- Skoro akurat I need u, to musisz obejrzeć nasz teledysk do niej. Jest chyba jednym z najlepszych. Bardzo długo pracowaliśmy nad tą piosenką, układ, śpiew i rap, teledysk... Tak, też bardzo lubię I need u. Wprawdzie nie znam się na pisaniu piosenek, ale pomysł na treść wypłynął ode mnie, dlatego mam do niej mały sentyment. A żebyś słyszała, jak Suga zagrał ją na pianinie!
- Nie mogę się doczekać - mówię i patrzę w dal. Na zachód, w stronę Korei. Jest tak daleko, a jednocześnie tak blisko... Smęcenie i rozmyślanie mi nie pomoże dostać się tam szybciej, więc postanawiam przestać się dołować i poćwiczyć.
Po kolacji znowu zasypiam w obięciach Tae, bo noga zagoiła się na tyle, że możemy do tego wrócić. Czuję się bezpiecznie, jestem szczęśliwa, ale nadal w głębi duszy czuję kłucie samotności. V jest świetnym towarzyszem, ale nawet z nim czuję się osamotniona. Za długo byliśmy sami na tej tratwie. Oboje potrzebujemy towarzystwa kogoś innego niż tylko nas samych, nawet jeśli tak dobrze się dogadujemy. Dobrze zrobi nam rozmowa z kimś, kto nie przeżył razem z nami wypadku samolotowego. Nie mogę się doczekać, aż spotkam się z moją przyjaciółką i zespołem. Choćbym miała codziennie się zapracowywać na śmierć, dopłynę do Korei.
Elo :x teraz rozdziały będę rzadziej, bo wyjechałam na wakacje :p przepraszam za to, że ta rana goi się tak "magicznie" szybko; wiem, że normalnie trwało by to bardzo dużo czasu, ale nie mogę tego zrobić, skoro został im tylko miesiąc żeglugi v.v do nastepnego!
;3
CZYTASZ
Crush *Taehyung* (Bts)
FanfictionPołączyła ich katastrofa. Czy szczęśliwe zakończenie jest możliwe? Czy jeśli uda im się przeżyć, to czy nie będą musieli się rozejść? On kocha ją. Ona kocha jego. Muszą nauczyć się wspólnie żyć. Inaczej czeka ich śmierć.
