Pisanie wybitnie długich przeprosin i wytłumaczeń dotyczących mojej nieobecności jest głupie, dlatego powiem wam tylko, że szlifuję swoją mowę, rozwijam wyobraźnię i próbuję nie zwariować, dlatego rozdziały nie będą pojawiać się specjalnie często, ale ja skończę to opowiadanie.
Miłego czytania~
Drogi pamiętniku, ten dzień był dość dziwny, a jednocześnie taki fajny. Umówiłem się z Łukaszem na godzinę piętnastą, więc od samego rana miałem czas na posprzątanie, ugotowanie obiadu i... Przygotowanie się. To, co dziś się wydarzyło, było bardziej żenujące, niż wczorajsze zdarzenie, ale muszę zachować spokój, bo Łukasz śpi w moim łóżku. Pozwoliłem mu zostać na noc.
Chciałbym móc powiedzieć, że tamten dzień nie odznaczył się jedynie pierwszym razem z chłopakiem, ale i pierwszą nocą spędzoną u swojej chwilowej drugiej połówki - jak to określił Marek - ale niestety u dziewczyn miałem w zwyczaju często sypiać. Mogę jedynie powiedzieć, że był jedną z nielicznych drugich połówek, przy których potrafiłem twardo zasnąć.
A może był jedyny? Nie wiem.
W zasadzie nie mam pojęcia dlaczego, ale kiedy czekałem aż zaśnie, czułem się bezpiecznie w jego ramionach. Pierwszy raz w życiu mogłem obserwować go śpiącego, co stało się chyba jednym z najlepszych doświadczeń związanych z tym chłopakiem.
Mam wrażenie, że Śmierć opuściła mnie na czas nieokreślony, bo w piersi czuję nieokiełznaną chęć do życia i szalejącą nadzieję, że dwudziesty dnień nie będzie tym ostatnim, ale przejdźmy do rzeczy.
Znam zakończenie tej historii, dlatego tak bardzo boli mnie to, że udało mi się wydobyć z niego chęci do życia, by potem znowu mu je odebrać przez głupią wiarę w niezniszczalność mojego stalowego serca, a raczej w to, że nikt nie przejdzie tej bariery.
Kiedy rano zadzwonił mój budzik około siódmej, wstałem niemal natychmiastowo. Miałem tak wiele rzeczy do zrobienia, że nie mogłem leniuchować w najlepsze, mimo iż właśnie był początek niedzieli.
Zaraz po ubraniu się, przeszukałem rzeczy rodziców, by podebrać niewielką sumkę pieniędzy, która miała przysłużyć mi się do zakupu różnych rzeczy, zacząłem sprzątać. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jeśli chodzi o drobne rzeczy, zawsze robię je w ostatnim momencie, bo wtedy czuję presję.
To zabawne, bo ja miewam tak nawet z dużymi rzeczami. Robię wszystko w ostatniej chwili, tylko cudem zdążając na czas.
Tak było w tym przypadku. Dom lśnił czystością do tego stopnia, że światło mogło odbić się od paneli w salonie. Byłem z siebie dumny i nadal jestem, bo spisałem się na medal.
Medal powinieneś dostać za wszystko inne, a przede wszystkim za wytrzymanie ze mną...
Nie rozumiem swojego nastroju, który jest jakby... Melancholijny. Gdzieś w sercu czuję smutek, ale nie taki rozdzierający, jaki mógłbym odczuwać przy utracie kogoś... A może to swego rodzaju zwiastowanie, świadczące o tym, że jeśli nie zdążę, na pewno będzie się dwoić, a nawet troić, żebym bardzo cierpiał.
Później miałem malutki problem z przygotowaniem ubrań, gdyż nie miałem zielonego pojęcia jak się ubrać. Sądząc, że gdy przygotuję kilka gotowych strojów, problem sam się rozwiąże, wpakowałem się w większe tarapaty. Trzy komplety z trzech różnych beczek miały swoje solidne minusy. W końcu wybrałem ten pomiędzy przesadnie luzackim, a przesadnie eleganckim. Zdecydowałem się na coś, w co ubrałbym się, wychodząc z Łukaszem gdziekolwiek, czyli zwykłe dżinsy koloru granatowego i koszulkę, rzecz jasna mniejszą, niż te, w których miałem zwyczaj chodzić na spacery z babcią.
CZYTASZ
20 dni: kxk
Fanfiction"Dla Ciebie mogłem udawać, że jestem silny, kiedy byłem skrzywdzony" ~ BTS - Fake Love
