Obiecałam, więc jestem. Powiem wam, że aktualnie jestem sama w domu, nikt mi nie przeszkadza i znalazłam fajną muzykę. Myślicie, że uda mi się dziś zakończyć to opowiadanie? ^^
Oczywiście rozdział jest dłuższy od wczorajszego, jednak nadal niezbyt długi. Spróbuję napisać dużo w epilogu, bo kolejne rozdziały również nie zapowiadają się na długie.
Drogi pamiętniku, jestem święcie przekonany, że przed rodzicami i tak nie ucieknę. Może wczoraj i dziś mi się udało, ale właśnie minął osiemnasty dzień. Nie wiem, jak to się potoczy. Czuję nieprzenikniony strach, a jednak dalej spędzam czas z Łukaszem. Najczęściej siedzimy w jego pokoju i się do siebie tulimy. Potrzebuję jego bliskości... Potrzebuję Łukasza.
Próby gdybania nie mają sensu, ale naprawdę, gdybym wiedział o jego rodzicach, zrobiłbym wszystko, żeby Marek poczuł się lepiej.
Aktualnie Łukasz rozmawia przez telefon u siebie w pokoju, a ja siedzę przy kuchennym stole. Naprzeciw mnie siedzi jego brat. Udaję, że robię zadanie domowe, którego tak naprawdę nie mam. Jest przed dwudziestą trzecią. Niedawno wróciliśmy z wieczornego spaceru, który na pewno zapadnie mi w pamięć.
Właśnie... Rozmowa telefoniczna, która przeważyła wszystko. Gadałem z Adamem. Musiałem mu powiedzieć o tym, co tego dnia się wydarzyło, bo nadal czułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie mocno w żołądek.
Zaszliśmy do tej części miasta, gdzie remontują drogi, przez co zupełnie nikogo tam nie ma. Świeżo wyasfaltowana droga miała swój specyficzny zapach, którego nie da się pomylić z niczym innym. Zapadał już zmrok, a latarnie jasno świeciły, chociaż niewiele z nich dawało nieprzerwany blask, gdyż mrugały pomarańczowymi promieniami, ale nadawało to swój klimat.
Lubiłem tę część miasta. Zawsze była spokojna, a sam fakt, że odbywały się tam remonty, tylko wyciszył to miejsce po godzinach pracy robotników. To nie było to samo, co schody pożarowe w galerii, czy dach wieżowca. Tam panowała całkowita cisza, przerywana jedynie szumem wiatru w liściach. Przyprowadziłem tam Marka, bo chyba chciałem mu pokazać, że można wyżyć się zupełnie inaczej, niż przez seks, czy bójki.
Opowiadaliśmy sobie głupie żarty, co chwila, parskając nieopanowanym śmiechem. Było zabawnie. Później Łukasz zaczął krzyczeć coś w niebo. W zasadzie nie było to nic specjalnego. Losowe frazy, czasem wyzwiska pod adresem nauczycieli i nieznanych mi osób. Powiedział, że też mogę coś krzyczeć i że mi ulży.
W sumie zawsze wykrzykiwałem fantazyjne epitety pod adresem nauczycieli, którzy uprzykrzali mi swoim przedmiotem życie. Wtedy mogłem siedzieć na lekcji ze świadomością, że nie muszę pokazywać im swojego niezadowolenia, bo już wcześniej wyrzuciłem na nich wiadro pomyj.
Czułem się onieśmielony, ale zrobiłem to. Wykrzyczałem to, że nienawidzę swoich rodziców, że tęsknię za babcią i że... Kocham Łukasza.
Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Wcześniej mu tego nie mówiłem, bo ciągle czułem niepewność, lecz wtedy też miała jakieś znaczenie w moich myślach. Zatkałem usta i spojrzałem na niego. Był zaskoczony, ale nic nie powiedział.
Właśnie tego dotyczyła moja rozmowa prowadzona z Adamem. To wyznanie całkowicie mną wstrząsnęło. Czułem, że posypały się moje dotąd przybierane maski, bo ani przez chwilę nie myślałem o tym, że on kiedykolwiek to powie. Byłem wręcz pewien, że jest świadom tych dwudziestu dni...
Jestem głupi. Zresztą zawsze byłem. Dałem mu solidne powody, żeby to po prostu powiedział, a kiedy te słowa opuściły jego usta, spanikowałem, jak nigdy przedtem.
W pewnej chwili odkaszlnął i powrócił do krzyczenia wyzwisk, a ja do niego dołączyłem. Chyba udał, że tego nie usłyszał. Może to i dobrze? Tylko że fatum fałszywej miłości znów we mnie uderzyło, ale tym razem ze zdwojoną siłą. Nie mam pojęcia, jak będę się czuł, gdy położę się spać u jego boku.
Mimo wszystko Łukasz zachowuje się względnie normalnie. Nim wyszedłem do kuchni, uraczył mnie kilkoma pocałunkami, które mimo wszystko nadal miały tę samą moc, co wcześniej.
Też ją czułem, ale później dzięki Adamowi udało mi się przyodziać solidny pancerz, którego Marek wcześniej się pozbył. Wiem, że tego wieczora nie byłem tym odmienionym chłopakiem, który żywił coś do chłopaka, poza pożądaniem, jakie tliło się we mnie przed samym rozpoczęciem naszego związku.
To żałosne. Ja jestem żałosny, bo bałem się, że ktoś jest w stanie na mnie wpłynąć do tego stopnia, że sam się zakocham. Ten pancerz znów pękł i drugi raz tej nocy popłynęły łzy, ale nie mogłem się mazać. Muszę znaleźć Marka. Tak niewiele mnie od niego dzieli.
Jesteśmy tak blisko końca, że zaczynam się bać co dalej. Obiecałem, że przecież gdy to wszystko się skończy, odbiorę sobie życie tak, jak planowałem od samego początku, ale boję się śmierci, wiesz?
Boję się jak nigdy wcześniej. Ten ścisk w gardle próbuje wycisnąć ze mnie łzy, ale ja będę twardy. Poza tym nie wypada płakać przy obcej osobie, prawda?
Obok mnie niestety nie ma nikogo, kto mógłby wzbudzić we mnie jakikolwiek wstyd w związku z łzami, więc po prostu płynęły, ponieważ ja też bałem się śmierci. Jego śmierci.
CZYTASZ
20 dni: kxk
Fiksi Penggemar"Dla Ciebie mogłem udawać, że jestem silny, kiedy byłem skrzywdzony" ~ BTS - Fake Love
