II "Nowemu zawsze jest gorzej"

36 7 5
                                        

***

Nieprzyjemne światło na mojej twarzy nie pozwoliło mi na dalszy sen. Podniosłem powoli powieki, czując ból głowy przy jakimkolwiek ruchu. Zmarszczyłem brwi i rozejrzałem się w miarę możliwości, jaką dawał mi ból.

Ktoś stał przy oknie, zwrócony plecami w moją stronę.

-Gdzie...-odchrząknąłem, a osoba spojrzała na mnie przez ramię.-Gdzie jestem?-powtórzyłem głośniej. Chłopak podszedł od mnie, a ja mogłem mu się uważnie przyjrzeć.

Czarne włosy, masa tatuaży na ciele, oczy szare, mocne rysy twarzy. Mierzyłem go wzrokiem, lecz nie przypominałem sobie, bym widział go kiedykolwiek.

 Mierzyłem go wzrokiem, lecz nie przypominałem sobie, bym widział go kiedykolwiek

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

-Nazywam się Harry Mager. Znajdujesz się w jednym z domów Notata.-pokiwałem głową, nie rozumiejąc.-Uratowaliśmy cię, po wypadku samochodowym.-mówił powoli, jak by bał się czegoś.

-Gdzie moi rodzice?-zapytałem szybko, za szybko i ból głowy zmusił mnie do wbicia paznokci w pościel.

-Uspokój się. Niestety nie mamy informacji na temat pozostałych osób z samochodu znalezionego na drodze Woody Alley.-jego poważny ton sprawiał, że czułem się jak na przesłuchaniu.-Zabraliśmy cię tutaj, ponieważ jesteś jednym z nas.-nim przyswoiłem te informacje, ktoś zapukał do drzwi, po chwili z cichym skrzypnięciem uchyliły się, a za nich wyłoniła się głowa, a niżej druga. Chłopak i dziewczyna.

Chłopak był ciemnym blondynem o ostrej szczęce i zimnym wzroku. Dziewczyna mała szare włosy, choć odrosty były podobne do włosów chłopaka obok niej, ona zaś miała w oczach coś co sprawiało, że czułem się bezpieczniej.

-Harry...-odezwała się, wchodząc do pokoju, a chłopak za nią. Byli tego samego wzrostu, i mieli w sobie coś, co sprawiło, że gdyby nie inne fryzury byliby identyczni.

-Tak Samanto?-zwrócił się od nich, odchodząc ode mnie parę kroków.

-Chcielibyśmy wiedzieć...no wiesz.-spojrzała na mnie.

-Rozumiem.-spojrzał nam nie przez ramię.

-Alexandrze poznaj to Samanta Withore i jej brat Samuel Withore.-przedstawił mi nowe twarze w tym pokoju. Nie mogłem wykrztusić z siebie ani słowa.-To jest Alexander Qerech.-nie rozumiałem, skąd oni wiedzą tyle o mnie, a ja nawet nie wiem, gdzie dokładnie jestem.

-Miło mi cię poznać.-odezwała się ciepło dziewczyna.-Mojemu bratu też, ale on tego nie potrafi okazać.-dodała, patrząc na blondyna.

-Alexandrze zostawię cię z moimi podopiecznymi, jak byś miał pytania przyjdź do mojego gabinetu. Ja muszę wypełnić parę papierów odnoście twojego pojawiania się tutaj.-Mager wyszedł z pokoju, zostawiając mnie z nieznajomym mi rodzeństwem.

-Możesz wstać?-zapytała i podeszła do mnie.

-Czemu mnie tu ściągnęliście?-zapytałem, podciągając się wyżej na łóżku.

-Jesteś taki jak my.-powiedział radośnie i złapała blondyna z rękę, podciągając rękaw jego swetra i swój. Po chwili na ich przedramionach pojawiły się tatuaże z tym samym słowem. Geminae.

-Geminae.-szepnąłem, marszcząc brwi.

-Bliźniaki w języku łacińskim.-wytłumaczyła.-Widzisz nasze pochodzenie, jest właśnie za czasów, gdzie używano tylko tego języka.-wytłumaczyła pośpiesznie.

-A ty co masz?-zapytała z chłodem w głosie blondyn.

-Ja nie mam czegoś takiego.-powiedziałem prędko, a oni spojrzeli po sobie.

-Pojawi ci się na dniach.-szepnęła z uśmiechem dziewczyna. Wystawiła nagle w moim kierunku dłoń.-Choć pokażę ci dom.-niepewnie złapałem ją za dłoń i zauważyłem, że jej bratu to się nie spodobało. Wstałem i zobaczyłem, że mam na sobie nadal moje zakrwawione ubrania.-Samuel załatw Alexandrowi nowe ubrania, zanim zaczniemy zwiedzać dom.-powiedział i spojrzała na brata.

-I tak poczuję, jak coś będziesz wymyślać.-szepnął i wyszedł.

-Chyba nie przypadłem mu do gustu.-stwierdziłem, podchodząc do okna. Trochę kulałem po wypadku i odczuwałem ból w każdej kości. Wyjrzałem przez okno. Dom otaczał las, stał obok jeszcze jedne duży budynek. Czułem, że nie mam szans na ucieczkę. 

-On jest dla każdego nowego taki.-prychnęła i podeszłą do mnie.-Ty jesteś pierwszym od ponad roku.-zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią.-Rzadko dostajemy nowych.-dodała smutniej.-Nie wierzą w nasz potencjał...-

-Kim w takim razie jesteście?-zadałem najważniejsze pytanie od momentu, gdy się tu obudziłem.

-"Jesteśmy" ty też jesteś jednym z nas. Mówi się na nas Notata, to znaczy kiedyś tak się mówiło, teraz jesteśmy zwani jako Naznaczeni. Zwykli ludzie nie mogą nas zobaczyć, chyba że tego będziemy chcieli.-wytłumaczyła.-Jest nas coraz mniej...-urwała nagle.

-Dlaczego?-bałem się odpowiedzi.

-Potrafimy zadbać o ludzi i uchronić ich od Czarnych Dzieci i je likwidować, lub bronić w miarę możliwości od demonów.-zmarszczyłem brwi.

-Kim oni są?-starałem się za wszelką cenę to zrozumieć.

-To są dzieci szatana, które zesłał, na zmienię. Mnożą się w zaskakującym tempie, w przeciwieństwie do nas, a demony to dusze tych co po śmierci weszli na złą drogę i oni szukają dawcy i są takimi pasożytami w organizmie.-usłyszałem kroki na korytarzu, ale nie mogłem pozostać z taką niewiedzą.

-Czy oni...zabijają Naznaczonych?-wydusiłem z siebie, a wtedy do pokoju wszedł Samuel.

-Broniły nas nasze znaki, lecz to już nie pomaga, stali się oni silniejsi niż kiedyś, a co do demonów nigdy ich nie mogliśmy pokonać jedynie unieruchomić na jakiś czas.-zadrżałem.

-Sam nie wolno ci mówić takich rzeczy nowym, ile razy mam ci to powtarzać.-skarcił ją i podał mi ubrania.-Przebież się. Czekamy przed drzwiami.-blondyn złapał siostrę za dłoń i wyprowadził z pokoju. Przebrałem się prędko w luźne jeansy i czarną koszulkę.

Wyszedłem z pokoju, a rodzeństwo czekało tam na mnie.

-Wybacz, że ci to powiedziałam. Harry powinien ci to wyjaśni, gdy pojawi się twój znak.-wytłumaczyła się.

-Zostawię cię z Samem, bo niestety, ale wzywa mnie Harry

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

-Zostawię cię z Samem, bo niestety, ale wzywa mnie Harry.-pożegnała się i zostawiła mnie z blondynem. Chciałem o coś jeszcze zapytać, ale blondyn najwidoczniej wyczuł to i odezwał się pierwszy. 

-Ja ci nic nie powiem. Dowiesz się w swoim czasie.-mruknął z chłodem w głosie. 

-Nie musisz być nie miły. Jak byś nie zauważył obudziłem się w jakimś popapranym miejscu moi rodzice najprawdopodobniej nie żyją. Okaż skruchę.-warknął czując jak tracę kontrolę nad nerwami. 

-Słuchaj.-wbił swój palcem w moją klatkę piersiową.-Od roku nikogo nowego tu nie było. Harry znalazł cię mówiąc, że jesteś jednym z nas i centrala cię przydzieliła do naszego domu. Więc albo jesteś nic nie wart i tracimy na ciebie czas, albo jesteś zwykłą pomyłka, dzięki której będziemy dostawać jeszcze mniej zleceń.-jego zimny wzrok spowodował, że głos uwiązł mi w gardle.-A teraz poznasz ten dom i żadnych głupich pytań.-

Samuel pokazał mi piętro, na którym znajdował się mój pokój i pokoje jeszcze innych osób w tym rodzeństwa. Na piętrze znajdował się również duży ładnie ozdobiony salon z małą biblioteczką. Zeszliśmy wąskimi schodami na parter gdzie była kuchnia pokój Harry'ego, jego gabinet i również salon tym razem mniejszy i połączony z jadalnią.

Właśnie w tym salonie siedziały dwie nieznajome mi osoby.


Hej witajcie! 
Dajcie znać jak wam się podoba rozwijająca się historia i co o niej sadzicie w komentarzach, będę bardzo wdzięczna. 


Dedykacja dla _PandorA__ dziękuję że jesteś 

Kłaniam się w pas i dziękuję za uwagę

ImmundaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz