X "Alexander Qerech przestanie istnieć?!"

19 4 1
                                        

Co noc rysowałem kreskę na ścianie, by nie stracić rachuby czasu w dniach. Ojciec odwiedzał mnie, codziennie sprawdzając, czy czegoś nie kombinuję. Z dnia na dzień traciłem siły i nadzieję na to, że wyjdę z tego więzienia.

Minął tydzień...dwa...zacząłem odczuwać coś dziwnego w sobie.

Budziłem się w środku nocy, bazgrałem po ścianach i kładłem się ponownie spać. Rano, gdy wstałem, widziałem kolejne miejsca zamalowane czarnym węglem. Postacie w strasznych momentach swojego życia. Człowiek w ogniu, inny skaczący z mostu. Wszystko w moich oczach wyglądało tak realnie.

Również z dnia na dzień zacząłem tracić pamięć. Coraz więcej wspomnień z mojego dzieciństwa zanikało. W tak krótkim czasie straciłem niemal dziesięć lat z mojego życia w czarnej dziurze.

Udało mi się uprosić kartki i coś od pisania. Zacząłem spisywać, tyle ile byłem w stanie sobie przypomnieć. Spędzałem dnie i noce na zapisywaniu całych kartek w swoje wspomnienia.

Po kolejnym tygodniu dotarłem do dzisiejszego dnia, straciłem ponad piętnaście lat wspomnień.

Miesiąc minął... obudziłem się cały spocony. Coś mną szarpnęło i zmusiło do wstania. Wyjąłem klucz ze skrytki i otworzyłem drzwi. Stwór siedzący przy drzwiach rzucił się na mnie, a ja jednym ruchem dłoni sprawiłem, że połamał się i upadł bezwładnie. Wszedłem po schodach, do pomieszczenia gdzie był Morel.

Spojrzałem w lustro. Nie byłem sobą, oczy miałem czarne jak noc, na twarzy ruszały się, czarne żyły, wyglądałem jak potwór. Przestraszyłem się siebie, nie chciałem tak wyglądać, nie chciałem tego.

Zobaczyłem w wielkim łożu Morela. Podszedłem do niego, w mojej dłoni pojawił się nóż. Moja wściekłość była większą od strachu moim wyglądem i tego, co się ze mną stało. Przyłożyłem go do jego szyi. On obudził się i widząc moją twarz, zaczął wrzeszczeć.

-Teraz wstaniesz i wydasz mi ciało mojej matki a twojej zony, którą zabiłeś.-powiedziałem przez zaciśnięte zęby. On posłusznie wstał i ruszył prędko w stronę drzwi.

-Pierwszy raz widzę taką przemianę.-zaczął, idąc cienkim korytarzem.-Będziesz musiał...-spojrzał na mnie i uśmiechnął się.-...dać się przebadać.-wepchnął mnie od jednego z pokoi, jednak zanim zdołał zamknąć mnie na klucz, ja zacisnąłem dłonie, w pieści i złamałem mu nadgarstek. Wyszedłem powoli z pokoju i spojrzałem na niego.

-Nadal chcesz kombinować?-spojrzałem na niego z wyższością.-Straciłem przez ciebie pamięć, oszalałem i zostałem opętany. Pozbawiłeś mnie przyjaciół. Zamordowałeś moją matkę i brata. Będziesz cierpiał lata za te zbrodnie.-wysyczałem mu prosto w twarz.-Teraz oddaj mi cało mamy.-dodałem twardym tonem.-Teraz!-wrzasnąłem nieludzkim głosem.

Pstryknął palcami zdrowej ręki, a ciało mojej matki pojawiło się w czerwonej trumnie. Słyszałem, jak jęczy z bólu, starając się nastawić swój nadgarstek. Spojrzałem na niego przez ramię.

-Ona cię chciała uchronić od stania się właśnie takim.-wysyczał. Przyparłem go do muru i złapałem za złamane miejsce.

-Starał się uchronić przed TOBĄ!-wrzasnąłem i szarpnąłem jego dłonią, a kość rozerwała skórę. Krzyknął żałośnie, a ja tylko przewróciłem oczami i machnąłem dłonią.

Pojawiliśmy się przed domem Naznaczonych, którego liderem był Harry Mager. Zapukałem do drzwi, w odbiciu okna zobaczyłem, że znów wyglądam jak dawny ja. Otworzyła mi Samanta. Jednak gdy mnie zobaczyła, od razu się ożywiła i zaczęła wrzeszczeć, stawiając na nogi cały dom.

-Odejdź!-w jej dłoni pojawił się miecz, a tatuaż pojawił się na przedramieniu. Z góry zbiegł Samuel już z mieczem w dłoni, po chwili byli już wszyscy.

-Chcesz zginąć?-zapytał Olaf, gdy wszyscy patrzyli na mnie zszokowani.

-Chcę prosić o przebaczenie i pomoc.-powiedziałem spokojnie. Widziałem z samego tyłu Olivera, chowała się za Samuelem.

-W czym chcesz pomocy?-Harry wyszedł przed wszystkich, trzymał w dłoni gruby długi miecz.

-Spalcie ciało mojej matki i zamknijcie Morela.-odsunąłem się, pokazując klęczącego na ziemi i jęczącego cicho z bólu mordercę i trumnę z ciałem mojej rodzicielki. Harry spojrzał na mnie zaskoczony.

-Staramy się go złapać od pół roku.-podszedł do niego i skuł kajdankami ręce i nogi.-Co do twojej matki...-podszedł ponownie do mnie.-Wyprawimy jej godny pogrzeb.-poklepał mnie po ramieniu.

Po tym geście jak bym poczuł, że to, co było we mnie, schowało się gdzieś, oddając mi pełną kontrolę.

-Nadal musicie mnie zabić?-zapytałem go, ten zaczął już wypisywać do dowódców.

-Za złapanie Morel jesteś czysty pomimo wszystkiego.-uśmiechnął się do mnie.-Witaj w domu.-dodał.

-Dziękuję za wszystko.-poczułem ogromną ulgę. -Muszę coś jeszcze załatwić i wracam.-spojrzałem an resztę stojąca w drzwiach. Każdy patrzył na mnie z uśmiechem, jednak nie było z nimi Olivera. Ruszyłem biegiem w stronę drogi, a gdy zniknąłem z ich pola widzenia, z łatwością przeniosłem się, tam gdzie chciałem się udać.

Do domu Ethana. Zapukałem od drzwi, a on je otworzył powoli. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i wypościł bez słowa do środka.

-Przepraszam, że...-machnął dłonią. Ja nie rozumiałem, o co mu chodzi. Dopiero gdy zaczął wskazywać na usta, z czerni moich wspomnieć dotarło do mnie, że Morel odebrał mu głos.

Pstryknięciem palcem przywróciłem mu go.

-Alexander ty żyjesz!-rzucił mi się na szyję, mocno przytulając.

-Jak widać jakoś przetrwałem więzienie.-odwzajemniłem jego uścisk.

-Jak udało ci się uciec?-gestem dłoni zaprosił mnie, bym usiadł. Usiadłem obok niego na kanapie, a on położył mi dłoń na kolanie.

-Właśnie dlatego przychodzę do ciebie. Wiesz tyle o moim znaku...czy to może być prawda, że mam w sobie demona?-bałem się spojrzeć mu w twarz.

-Tak.-powiedział obojętnie.-Każdy Immunda ma w sobie krew demona, Naznaczonego i zwykłego człowieka.-mówił to z takim spokojem.-Jest opcja, że z tej krwi zrodził się w tobie demon, ale wtedy byś umarł więc raczej mało prawdopodobne. Chyba że jesteś jakimś dziwnym przypadkiem.- był taki obojętny.

-Da się tego pozbyć?-spojrzałem w końcu mu w twarz.

-Niestety, ale nie znam na to odpowiedzi.-pogładził mnie po policzku, a ja przymknąłem powieki. Potrzebowałem czułości i poczucia bezpieczeństwa. Nagle zabrał dłoń, a ja zmarszczyłem brwi. On widząc moją minę, zaśmiał się.-Oliver pokazał mi swój ukryty znak. To twoja sprawka i nic się nie pochwaliłeś.-zmarszczył nos.

-O czym ty mówisz?-zmierzyłem jego twarz wzrokiem.

- Lux in tenebris.-zacytował.-Jesteś jego światłem w ciemności. Jak już ma przez ciebie znak to musi coś to znaczyć, to znaczy nigdy nie widziałem takiego przypadku, a w książkach o nim nie pisze, ale pewnie to coś o prawdziwej miłości czy coś takiego.-puścił mi oczko i ruszył do stolika, nalewając do dwóch szklanek alkoholu.-Więc nie dziw się na moją oschłość, ale liczyłem w duchu, że może uda mi się jednak wślizgnąć na pierwsze miejsce.-spojrzał na mnie przez ramię i puścił mi ponownie oczko.

-Czemu ja takiego nie mam?-Ethan otworzył usta, ale jednak się zastanowił chwilę.

-Pewnie przez to, że nie miałeś jeszcze swojego znaku, więc się nie pojawił.-wzruszył ramionami i kontynuował przygotowanie alkoholu.

-Nie zabiją mnie...-powiedziałem nagle po chwili ciszy.

-Wiem. Dostałem te wieści tuż przed twoim przyjściem.-uśmiechnął się do mnie.-Jednak zaszczyt to dla mnie, że pojawiłeś się u mnie.-podał mi szklankę i ponownie usiadł obok. Odłożyłem szklankę na stoli i spojrzałem na niego.

-Tracę pamięć. Coraz mniej pamiętam.-powiedziałem poważnie. Moje słowa go nie zaskoczyły ani trochę.

-Nie masz krwi Naznaczonego to, czego się spodziewałeś?-prychnął i wypił duszkiem swój alkohol.-Kochany jak jeszcze nie zrozumiałeś. Jesteś Nieczystym. Twoje ciało cały czas walczy. To, że pokonałeś Morel, nie było twoją zasługą, tylko krwi, która w tobie drzemie, a teraz już raczej w twoim sercu.-wskazał palcem na moją klatkę piersiową.-Powoli tam zacznie żyć coś całkiem innego i po Alexandrze Qerech zostanie tylko wspomnienie.-jego słowa sprawiły, że moje serce pękło ponownie.


Hej witajcie!

Dajcie znać w komentarzach jak wam się ten rozdział podoba!

Kłaniam się w pas i dziękuję za uwagę 

ImmundaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz