Rozdział 9 ~ Co? Mięso, czyli Pierdoleni Wegetarianie

64 9 23
                                    

*Chad pov*

Podjechałem pod dom Lou i wysiadłem z samochodu. Blondynka wyszła z mieszkania i pocałowała mnie na powitanie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i wsiedliśmy do auta. Ustaliliśmy już kiedyś, że mam jej nie otwierać drzwi, bo to tylko marnowanie czasu. Wyjechałem z podjazdu i ruszyłem w stronę restauracji. Średnio raz na miesiąc szliśmy tam na randkę. Taki nasz rytuał. To było takie nasze i tylko nasze. To znaczy, pewnie inne pary też tak robią, ale żadna, którą znamy.
Zaparkowałem na parkingu przed restauracją i wysiadłem z auta. Dziewczyna zrobiła to samo i ruszyliśmy w stronę wejścia. Otworzyłem nam drzwi i podałem swoje nazwisko, na które zarezerwowałem stolik. Miła pani uśmiechnęła się do nas i zaprowadziła w odpowiednie miejsce.

Usiedliśmy i zaczęliśmy przeglądać kartę dań. Ostatecznie wybrałem spaghetti z kurczakiem, a na deser ciasto czekoladowe. Natomiast blondynka wybrała spaghetti ze szpinakiem, a na deser ciasto orzechowe. Nigdy nie zrozumiem jak można być wegetarianinem. Connor tak samo, jak ona jest wegetarianinem, z kim ja się zadaje?

Kiedy nasze zamówienia zostały zebrane i kelner nalał nam wody do kieliszków to zaczęliśmy się rozglądać.
Białe ściany były ozdobione czerwonymi zasłonami, przy każdym filarze wisiał kosz z kolorowymi kwiatami. Na każdym stoliku leżała kolorowa świeczka, czerwony obrus i biały serwetnik. Oprócz tego, gdzieniegdzie wisiały obrazy abstrakcyjne.

Kiedy już się wszystkiemu przyjrzałem to podali nasze dania.
Lou ubrana w obcisłą, czerwoną sukienkę nad kolana i małym dekoltem spojrzała na mnie z uśmiechem. Na nogach miała czerwone szpilki, obcas zapewne nie był wysoki, bo dodawał jej mało wzrostu. Chociaż sama z siebie jest wysoka.
Odgarnęła włosy do tyłu i zaczęła jeść. Poszedłem w jej ślady i zrobiłem to samo.
Kiedy już zjedliśmy danie główne to zaczęliśmy rozmawiać na zwyczajne tematy. Jednak w pewnym momencie zeszliśmy na wczorajszą imprezę.

-Jak myślisz, jak bardzo Connor jest na nas zły?- zaśmiała się lekko.

-Myślę, że jak jutro odpuszczę marudzenie, że znowu słucha Taylor, to nam odpuści- odpowiedziałem.

-Ale poświęcenie- zaśmiała się, a ja razem z nią.

-Gorzej będzie z Jamesem. Jeśli na serio się obraził to mamy problem-

-Raczej on ma, w końcu to on jest sobie sam winny. My mu nie wepchnęliśmy Connora do łóżka- znowu się zaśmiała, a ja razem z nią. Z jednej strony było to dziwne, niecodzienne, a z drugiej niezwykle śmieszne.

W końcu podali nasz deser, więc spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy wcinać pyszności. Muszę przyznać, że to najlepsze ciasto czekoladowe, jakie jadłem. Cały posiłek był pyszny, więc na pewno jeszcze tutaj wrócimy.

-Ta restauracja jest boska- skomentowała blondynka.

-Zgadzam się, jakby powiedział Connor, Magda Gessler dałaby swoje zdjęcie od razu- zaśmiałem się.

Co prawda jesteśmy w Stanach, ale brunet ma jakieś tam polskie korzenie i zna polski bardzo dobrze. Zawsze ogląda z nami kuchenne Rewolucje i tłumaczy nam na angielski, to znaczy mi, bo Lou postanowiła się nauczyć tego trudnego języka.

*James pov*

Obudziłem się i spojrzałem na zegarek. Była dwunasta, czyli przespałem jeszcze trzy godziny. Brunet spał nadal, więc cicho wygrzebałem się z łóżka, aby go nie obudzić. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, żeby z nim iść spać, a tym bardziej, by potem mu to znowu proponować. Dobrze, że chociaż nie robi scen.

Ubrałem czarną bluzkę z dużym, białym napisem 'Bitch' i do tego jeansy. Następnie wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół do kuchni.

-O ja pierdolę, ile sprzątania- powiedziałem sam do siebie z przerażeniem. Zawsze po imprezach trzeba sprzątnąć, ale tego się nie spodziewałem.

Wszedłem do kuchni i wyjąłem z lodówki jakieś przypadkowe składniki, następnie z chlebaka bułki i zrobiłem sobie śniadanie. Nim jednak zdążyłem zacząć jeść to do pomieszczenia wszedł zaspany chłopak w mojej koszulce.

-Hej- wydukał i popatrzył na mnie.

-Jednak kac?- zapytałem.

-Nie- uśmiechnął się lekko -Po prostu zrobiło mi się zimno i się obudziłem-

Mogłem się tego spodziewać, w końcu jest chudy i wiecznie zimny. Nie wiem jak on może przetrwać zimę. Pewnie nawet jak na dworze jest czterdzieści stopni w cieniu to jemu jest zimno.

Spojrzał na moje kanapki i się skrzywił z obrzydzeniem.

-Co?- spytałem nie wiedząc o co mu chodzi.

-Mięso- odpowiedział.

-Nie mów mi, że jesteś pieprzonym wegetarianinem- powiedziałem, patrząc na niego uważnie.

-Nie jestem pieprzonym, ale wegetarianinem tak- odpowiedział z uśmieszkiem.

-Boże z kim ja się zadaje- zapytałem patrząc w niebo, to znaczy sufit.

-Chad tak samo przeżywa, tylko że Lou też jest wegetarianką- zaśmiał się i wyjął z lodówki mleko.

-Masz zamiar pić kawę od rana?- zapytałem.

-Nie?- odpowiedział z sarkazmem i przewrócił oczami -istnieje coś takiego jak płatki z mlekiem, chyba że w twoim domu takie coś nie istnieje i nie masz żadnych płatków-

-Są w tej szafce- pokazałem mu palcem i wyjąłem z innej miskę i łyżkę.

-Dzięki- wymamrotał i zaczął mieszać dwa składniki, po czym zaczął jeść.

-Nie podgrzewasz?- zapytałem -Przecież ci zimno-

-Nie chce mi się- powiedział z pełną buzią.

-Ale z ciebie leń-

-Bywa- wzruszył ramionami i spojrzał na moje kanapki i na mnie -Poza tym z ciebie jest zabójca i padlinożerca-

-Jakoś to przeżyję- uśmiechnąłem się sztucznie i ugryzłem duży kęs mojej bułeczki.

Na to odwrócił zniesmaczony wzrok i skupił na swoich płatkach.
Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy się ogarnąć. Brunet założył jakieś swoje ubrania, które miał w samochodzie i zaoferował, że mi pomoże sprzątać.

Zaczęliśmy od otworzenia okien, by cały zapach alkoholu, potu, trawki i tytoniu się ulotnił. Następnie do dużego worka wrzucaliśmy wszystko, co nie było cenne, czyli wszystko co było przygotowane na imprezę.

Po jakiś dwóch godzinach dom zaczął znowu przypominać siebie. Zacząłem myć podłogi, a Connor poszedł ogarnąć łazienkę. Co prawda nie było tam nic takiego do roboty, ktoś pozrzucał kosmetyki i tyle, no ale najwyraźniej chciał się odwdzięczyć albo zostać, albo cokolwiek.

Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja młodsza siostra Vanessa. Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami i rzuciła plecak w kąt, by do mnie podbiec i wskoczyć na ręce.

-Hej mała- powiedziałem do niej ze śmiechem.

-Nie jestem mała, mam już sześć lat- oburzyła się i skrzywiła, przez co słodko zadarła nosek.

-Zajmij się siostrą, muszę jechać na spotkanie- powiedziała mama i ucałowała nas w czoła, po czym wyszła.

-Mogę pożyczyć bluzę? Jest cholernie zimno- zapytał chłopak schodząc po schodach w ręku trzymając jedną z moich bluz.

-Jasne- odpowiedziałem, ale w tym samym czasie Vanessa zapytała -Kto to?- i przyjrzała się dokładnie chłopakowi.

---
Jak się podoba randka Chou?

I relacja Connora z Jamesem?

I jak myślicie, co odwali Vanessa? Albo nic nie odwali?

Typowo, gwiazdkować i komentować

Buziaczki
Selena Swift

Enchanted All Too WellOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz